Fot. Mikołaj Lisiak/misyjne.pl
Razem, a jednak osobno. Kilka refleksji na temat pielgrzymowania [FELIETON]
Na pielgrzymce można iść przez kilka godzin obok setek ludzi, rozmawiać, śpiewać i modlić się razem, a jednocześnie przeżywać coś, czego nikt inny nie może przeżyć za nas. Tegoroczna Piesza Pielgrzymka Wrocławska przypomniała mi, że dokładnie tak wygląda także nasze życie – jesteśmy w drodze razem, ale każdy z nas musi przejść swoją drogę osobiście.
Na tegoroczną, 46. Pieszą Pielgrzymkę Wrocławską dołączyłem 7 sierpnia, czyli w piąty dzień od rozpoczęcia wędrowania. Udałem się pod Kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Kluczborku, by rozbić namiot i poczekać na pielgrzymów. Dotarłem tam na ok. trzy godziny przed przyjściem pielgrzymów. Był to dla mnie sentymentalny powrót do moich dwóch poprzednich pielgrzymek, na których byłem.
Ta jednak miała być dla mnie zupełnie inna. W tym roku na pielgrzymkę wybrałem się sam. Wcześniej na Jasną Górę wybierałem się z dziewczyną, która de facto stała się nią właśnie na mojej pierwszej pielgrzymce do Częstochowy. Nie jesteśmy już razem od kilku miesięcy. Wiedziałem, że wracając na pielgrzymkę, nie będzie mi łatwo, ponieważ emocjonalnie wydarzenie to bardzo łączy się z moją byłą dziewczyną.
Na dodatek drugi rok z rzędu nie pielgrzymowała moja grupa „18” – karmelitańska. Dołączyłem do „Złotej 15” – franciszkańskiej, w której miałem okazję pielgrzymować w tamtym roku. Mimo wszystko nie znałem tam praktycznie nikogo. To był trud, ponieważ dołączając w trakcie pielgrzymki, ciężej jest wejść w grupę. Na szczęście wcześniej odezwałem się na Facebooku i dołączyłem do scholii „Złotej 15”, co na pewno ułatwiło mi wejście w grupę.
>>> Czy osiągniecie celu w życiu jest najważniejsze? [FELIETON]

Każdy człowiek musi przejść swoją drogę osobiście
Na pielgrzymce idzie bardzo dużo ludzi. Na tegoroczną Pieszą Pielgrzymkę Wrocławską wybrało się ponad 1200 pielgrzymów. W tym roku mogłem bardziej odczuć samotność. Choć idzie tylu ludzi, to tak naprawdę każdy idzie sam. Można być samotnym pośród tłumu. Każdy zmaga się z czymś innym, dla każdej osoby to inny wysiłek, inne myśli. Jasne, że świadectwo innych umacnia, pozwala dalej iść, bo skoro ktoś daje radę, to i ja powinienem dać radę.
Tegoroczna pielgrzymka skłoniła mnie do rozmyślania nad drogą naszej wiary, drogą życia. Miałem okazję odbyć wiele rozmów. Od tematu przywiązań, wolności w myśli Jana od Krzyża, po trudne tematy związane ze skandalami w Kościele.
Na pielgrzymkę nie wybierają się tylko ludzie, którzy są bardzo związani z Kościołem, życiem wiarą. Są także osoby, które podchodzą sceptycznie do instytucji Kościoła. To było dla mnie pewnego rodzaju odkrycie, ponieważ zastanawiałem się, dlaczego ktoś decyduje się na podjęcie takiego trudu, skoro nie jest związany z Kościołem.

Pielgrzymka zaczęła być dla mnie przez to obrazem czegoś znacznie większego – obrazem życia. W Kościele, w życiu spotykamy bardzo wielu ludzi, każdy z wyjątkową historią swojego życia, czasem trudną. Każdy człowiek jest zupełnie inny. W wierze, życiu podobnie jak na pielgrzymce nie idziemy sami, są wokół nas ludzie, jest Kościół. Jednocześnie każdy człowiek musi przejść swoją drogę osobiście. Nikt nie może uwierzyć za mnie. Nikt nie może podjąć za mnie decyzji. Nikt nie może przeżyć mojego życia.
Tegoroczna pielgrzymka była dla mnie osobistą drogą przez wspomnienia. Na początku właśnie tego się obawiałem. Jednak po raz kolejny stało się to dla mnie drogą oczyszczenia.

„Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze”
Pielgrzymka do Częstochowy jest drogą do konkretnego miejsca, ale najważniejsze jest to, co dzieje się w drodze. To właśnie w drodze miałem okazję poznać wiele nowych osób, odbyć z nimi rozmowy skłaniające do refleksji. I choć musiałem mierzyć się z myślami sam, to jednak wsparcie współpielgrzymów miało ogromne znaczenie. I takie jest nasze życie. Ciężko jest przejść przez życie samemu, oczywiście, można to zrobić, ale nie do tego powołuje nas Pan Bóg. Nawet osoby, które powierzają Mu całe swoje życie nie idą same – księża czy siostry zakonne mają wokół siebie ludzi, którzy są także im powierzeni. Jak wspominał w jednej z konferencji przewodnik Pieszej Pielgrzymki Wrocławskiej – ks. Tomasz Płukarski – „albo pójdę z moimi parafianami do nieba, albo nie wiem gdzie”. Chcąc żyć wiarą, nie możemy iść sami. Nawet jeśli ktoś wybiera drogę życia w samotności, to na tej drodze i tak spotyka ludzi. Pytanie, jak ja traktuję spotkanie z drugim człowiekiem?
>>> Pan Bóg potrzebuje Twoich rąk [FELIETON]

Przemijalność
Chcę zatrzymać się jeszcze nad jednym aspektem pielgrzymki i bycia w drodze – nad przemijalnością. Droga na Jasną Górę mija paradoksalnie bardzo szybko, a po dojściu do Częstochowy czas mija jeszcze szybciej i nie ma go za wiele. Po drodze spotykamy wielu dobroczyńców, których najprawdopodobniej nigdy więcej nie spotkamy (chyba że za rok). W życiu pewne osoby są dane nam na jakiś czas. Nasze życie polega na tym, że raz jesteśmy tu, raz jesteśmy tam. Może właśnie tego uczy pielgrzymowanie – że nie wszystko jest dane nam na zawsze.
Pielgrzymka kiedyś się kończy. Ludzie wracają do swoich domów, namioty znikają. Wracamy do codzienności. Droga jednak się nie kończy. Każdy wraca do swojego życia i dalej idzie własną drogą.

Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
46. Piesza Pielgrzymka Wrocławska dotarła na Jasną Górę [+GALERIA]
Jedyna taka Matka Boża na świecie. W Kobylinie Boże Narodzenie trwa przez cały rok [ROZMOWA]
Bierzmy odpowiedzialność za swoje słowa [FELIETON]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny