fot. PAP/EPA/LUCA ZENNARO
Relacje bez sztucznego dystansu. Lekcja z Watykanu [FELIETON]
Są w historii Kościoła papieże, których się cytuje. Są i tacy, których się z daleka podziwia. Ostatnie pontyfikaty dają nam możliwość coraz bardziej oglądać papieża „z bliska”. Obserwując prowadzącego Kościół niemalże od roku kard. Roberta Prevosta, odnoszę wrażenie, że na stolicy Piotrowej nie tyle „zasiada”, co po prostu „siedzi”. Jego sposób budowania relacji wciąż mnie zachwyca.
Po soborze watykańskim II w Kościele zaczęliśmy zwracać większą uwagę na potrzebę ewangelizacji. Choć wciąż szukamy nowych sposobów docierania z Dobrą Nowiną do ludzi, mam wrażenie, że czasem zapominamy o tym, co jest najważniejsze, czyli o postawie relacji. I zdumiewa mnie, że tej prostoty spotkania i obecności może uczyć jedna z kilku najbardziej rozpoznawalnych obecnie osób na świecie, czyli papież Leon XIV.

Człowiek spotkania
Podczas trwającej wciąż pielgrzymki Leona XIV do Afryki internet obiegł filmik, na którym Ojciec Święty zatrzymuje się przed niewielkim stoiskiem z biżuterią, tworzoną przez lokalne rzemieślniczki. Chciał wybrać wisiorek – prezent dla córki swojego brata. Leon wszedł w swobodną pogawędkę ze sprzedawczyniami – i mnie to już nawet szczerze nie dziwi. Przez ostatni rok papieża wiele razy „przyłapano” na prostych, nieoczywistych rozmowach i gestach budujących relacje z Kościołem.
Jak opisać papieża, który żartobliwie „grozi” młodemu sportowcowi, że zabierze mu medal? I który wymienia się piuską z kilkuletnim ministrantem? I który wzrusza się do łez? Mam wrażenie, że „człowiek spotkania” może dawać nam pewien trop, bo pewnie te drobne wydarzenia nie trafią do dokumentów, ale są dla nas świadectwem, którego nie możemy zmarnować. Świadectwem spotkania.
Nieszablonowy papież?
Leon XIV właściwie nie tyle „skraca dystans”, ile go po prostu nie tworzy. Widać to w jego reakcjach – czasem wręcz zaskakująco spontanicznych. Kiedy się wzrusza, nie ukrywa tego za maską urzędu. A gdy coś go zachwyca, nagrania natychmiast informują o tym cały świat. Nie dostrzegam w nim tak charakterystycznej dla wielu przywódców kontroli każdego gestu. Widzę za to uważność i zwyczajną, ludzką obecność. I choć myślę, że określenie „ludzka twarz” jest dziś nadużywane – w przypadku papieża nabiera konkretu, bo trudno uwierzyć, że ktoś planuje żarty o grze w tenisa, przymierzanie piłkarskiej koszulki czy ciepłe słowa do młodych rodziców.

Mam wrażenie, że pewna nieszablonowość papieża może być dla niektórych trudna, a nawet może w pewien sposób niepokoić. Być może łatwiej jest przyjąć Kościół uporządkowany, przewidywalny, a trudniej taki, którego głowa śmieje się, publicznie się wzrusza i zatrzymuje przy straganie z biżuterią. A przecież Chrystus nie budował relacji przez dystans. Rozumiem, że tacy, którzy wolą Kościół „bezpieczny” w swojej formie, poprzez zdystansowanie albo wręcz oddzielenie papieża (koniecznie: w tiarze) od ludu – jak w słynnym serialu „Młody papież”. Ale są też ci – i chyba jest ich niemało – którym właśnie takiego Kościoła brakuje. Wychodzącego, w którym pasterz prawdziwie pachnie owcami.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Kijów: znaczek na cześć papieża Leona XIV za wsparcie ukraińskich dzieci
Łzy, wiara i wspólne wołanie o pokój – Leon XIV w Kamerunie symbolicznie wypuścił 7 gołębi
Biblia kluczem do pogłębienia wiary – jak wprowadzić dziecko w świat Pisma Świętego?





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny