sklep

fot. pixabay.com

„Rzeczpospolita”: w 2018 r. zamknięto ok. 15 tys. sklepów

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

W słabiej zaludnionych regionach rynek handlowy kurczy się dużo szybciej niż w aglomeracjach. Tam jedyną szansą na zakupy stają się sklepy na kółkach – pisze w czwartek „Rzeczpospolita”.

Gazeta przypomina, że polski rynek handlowy kurczy się od lat, GUS podał właśnie, że w 2018 r. zamknięto ok. 15 tys. sklepów, a ich liczba wynosi wciąż niemal 340 tys. Jednak negatywny trend rozkłada się bardzo nierówno, i o ile w gęsto zaludnionych regionach raczej nie ma problemu ze zrobieniem przynajmniej zakupów spożywczych, o tyle są już w Polsce także takie, gdzie trzeba się z tym liczyć.

>>> Ekspert: handel przeniesie się z niedzieli na inne dni [WIDEO]

W skali kraju na jeden sklep przypada 113 osób, co oznacza wzrost o 5 osób w porównaniu do 2017 r. Jednak w warmińsko-mazurskim jedna placówka przypada już na 123 osoby, a w podkarpackim na 135. W zdecydowanej większości regionów nasycenie sklepami spadło. Co ciekawe, największy wzrost liczby osób na placówkę handlową widać w województwie pomorskim, uważanym jednak za region rozwijający się i dość zamożny.

sklep

fot. Pexels

– Handlowcy otwierają nowe sklepy  przede wszystkim w  miejscach, gdzie mają zapewniony duży ruch i lokalną populację o odpowiednio wysokiej zamożności. Dlatego nie ma co się dziwić, że pewne tereny nie są dla nich wystarczająco atrakcyjne – powiedział gazecie Maciej Ptaszyński, dyrektor generalny Polskiej Izby Handlu. – Nawet w mniejszych miasteczkach widać inną ofertę, wynikającą także z trybu życia i potrzeb konsumentów, znacznie mniej niż w dużych miastach jest tam choćby sklepów convenience. Pojawiają się tam z kolei inne rozwiązania, choćby mobilne – dodał.

Dziennik przypomina, że o problemie ze spadającym dostępem do usług handlowych już przed laty alarmowała Komisja Europejska, wskazując Polskę wśród rynków, na których może on wystąpić ze szczególnym natężeniem. Urzędnicy z Brukseli jako sposób na walkę z takim wykluczeniem części populacji wskazywali rozwój handlu internetowego, ale w Polsce trudno uznać to za skuteczną metodę. Ok. 20 proc. populacji wciąż w ogóle nie korzysta z sieci, a spożywcze zakupy online, o ile szybko się rozwijają, o tyle jednak w zasadzie tylko w dużych aglomeracjach.

>>> Episkopat wspiera obywatelski projekt ustawy ograniczającej handel w niedziele

„Rzeczpospolita” zauważa za to, że w naszym kraju skuteczniejszy jest tak zwany handel obwoźny, znany zresztą w Polsce od lat, ale nigdy nie był to format, który miał szczególne znaczenie w strukturze rynku.

Zobacz także
Wasze komentarze