YouTube/TYLKOHITY
Samotność superbohatera. Ludzkie oblicze Spider-Mana [RECENZJA]
Letnim przebojem w kinach na całym świecie jest „Spider-Man: całkiem nowy dzień”. To kolejny film, w którym w rolę Człowieka-Pająka wciela się Tom Holland. I choć jest to oczywiście kino przede wszystkim superbohaterskie, to jest też mocnym w głosem w dyskusji wokół samotności i radzenia sobie ze stratą.
Tom Holland wciela się w Spider-Mana od 2016 roku. Najpierw wystąpił w „Kapitanie Ameryce: wojnie bohaterów”, a w 2017 r. pojawił się w pierwszym filmie skupionym na samym Człowieku-Pająku (oczywiście z Tomem Hollandem, bo przed nim w tym wieku w Spider-Mana wcielali się Tobey Maguire oraz Andrew Garfield). Były więc już trzy produkcje o Spider-Manie z Hollandem: „Spider-Man: Homecoming” (2017), „Spider-Man: daleko od domu” (2019) oraz „Spider-Man: bez drogi do domu” (2021). Po pięciu latach przyszedł czas na film „Spider-Man: całkiem nowy dzień”. I choć główni bohaterowie (i aktorzy) się nie zmienili, to słusznie mówi się o rozpoczęciu nowej trylogii z Człowiekiem-Pająkiem w roli głównej.
Nikt o nim nie wie
Przede wszystkim – nie warto oglądać nowego „Spider-Mana” bez znajomości wcześniejszej trylogii z Tomem Hollandem i Zendayą. Nowy film jest bowiem jej bezpośrednią kontynuacją – a zarazem też swoistym restartem serii. Jeśli więc nie znacie trzech poprzednich filmów – to warto je obejrzeć, bez problemu znajdziecie je na platformach streamingowych. Czwarty film o Spider-Manie z Hollandem także polecam. Jest to bowiem połączenie świetnego, rozrywkowego kina superbohaterskiego z refleksją na temat samotności, radzenia sobie ze stratą i potrzebą zbudowania siebie i swojego życia na nowo. Kto nie zna wcześniejszych filmów, tego uprzedzam, że zaraz pojawi się duży spojler. W finale filmu z 2021 r. rzucone zostaje zaklęcie, w wyniku którego cały świat zapomina, kim jest Spider-Man. Nikt nie wie, że Peter Parker, niepozorny nastolatek mieszkający w nowojorskiej dzielnicy Queens, to właśnie Człowiek-Pająk. Nikt – świadomość tę stracili nawet najbliżsi mu ludzie: ukochana MJ i najlepszy przyjaciel Ned. I to punkt wyjścia do kolejnej historii. MJ i Ned zaczęli wymarzone studia, a Peter wciąż jest Spider-Manem i pomaga nowojorskiej policji w walce ze złem. Współpracuje z detektywką Jean DeWolff. A poza „pracą”, czy raczej służbą na rzecz społeczeństwa, mierzy się z samotnością. Nikt nie dzieli teraz z nim jego tajemnicy, nikogo nie ma blisko, z nikim też nie może zwyczajnie pogadać i pobyć razem. Bliscy mu ludzie prowadzą nowe życia, i tylko on o nich pamięta i czasem próbuje być blisko. Właśnie dlatego film ten można potraktować jak restart serii. Peter zaczyna bowiem od zera, na nowo.

Przeciwnicy
Choć w filmie nie brakuje momentów refleksyjnych, to właściwie od razu jesteśmy wciągnięci we właściwą akcję – nie musimy czekać, aż film się rozkręci. Peter pomaga detektywce DeWolff łapać kolejnych przestępców i okazuje się, że jeden z nich… potrafi wnikać w umysły innych ludzi. Przeskakuje z człowieka na człowieka – i dlatego jest tak trudny do złapania. Przeciwniczkę uda się pokonać tylko wtedy, gdy pozna się motywy jej działania i zrozumie się, dlaczego terroryzuje ulice Nowego Jorku. A stojąca za tym chaosem Jean Grey skrywa wiele tajemnic. Wyzwanie, któremu stawia czoła w nowym filmie Peter Parker pod wieloma względami jest znacznie bardziej wymagające niż jego dotychczasowe potyczki. Może też dlatego, że jest już innym Spider-Manem. Bardziej dojrzałym, doświadczonym życiowo, ale też dotkniętym ogromnym bólem. Jest bardziej ludzkim superbohaterem. Akcja jest w tym filmie owszem, bardzo ważna, ale mam wrażenie, że jeszcze ważniejsze jest śledzenie tego, co dzieje się z Peterem. Przyglądanie się jego ewolucji i badanie tego, jak zmieniły go życiowe doświadczenia. Najpierw śmierć ukochanej ciotki, z którą mieszkał – May. Potem czar, który odebrał mu ukochaną, przyjaciela i inne bliskie osoby. Mierzy się więc z nieprzewidywalną Jean Grey, zarazem niosąc na sobie ogromny balast. Widać, że jest w nim mnóstwo bólu, tęsknoty, że zmaga się z traumą, poczuciem samotności. Życie superbohatera dalekie jest od ideału – wręcz przeciwnie, pełne jest goryczy, bo odebrano mu wszystko, co kochał. I jeśli ktoś myśli, że minie 10 minut filmu i sytuacja z poprzedniej części zostanie odwrócona – a Peter będzie dalej walczył z Jean, mając przy sobie wspierających go Neda i MJ – ten jest w błędzie. Nie, twórcy nie poszli na skróty, nie dali Spider-Manowi szybkiego happy endu. Bardzo doceniam tę produkcję za to, że nie zdecydowano się na banalne, najprostsze rozwiązania – tylko postanowiono nie raz i nie dwa zaskoczyć widzów, oferując masę plot twistów. Jest nawet jeden moment w filmie, kiedy wydaje się, że właśnie zastosowano banalne, bardzo bajkowe rozwiązanie – a tymczasem było to zagranie na nosie widzów i nieoczekiwany zwrot akcji. Człowiek-Pająk ma w tym filmie też kilku pomniejszych przeciwników. Ale myślę, że tym największym 0 większym od Jean Grey – jest on sam. Spider-Man musi w tym filmie przejść drogę, proces. Musi poradzić sobie z traumą – żeby wreszcie nadszedł całkiem nowy dzień.

Z nastolatka w dorosłego
Przez zbalansowanie scen akcji i tych bardziej refleksyjnych możemy bliżej poznać samego Spider-Mana. Z wszystkich filmów z Tomem Hollandem ten najwięcej mówi nam o samym Spider-Manie – i najmocniej w centrum stawia emocje i przeżycia bohatera. Nic dziwnego, nosi już spory bagaż doświadczeń. W poprzednich filmach Peter był w szkole średniej, w koledżu. I siłą rzeczy tamte obrazy były też bardziej młodzieżowe. Teraz to student – i siłą rzeczy dostajemy bardziej „dorosłą” opowieść. I oczywiście, nawet młodość Petera nie była klasycznie beztroska, jako superbohater miał co robić. A jednak udawało mu się prowadzić też takie typowo młodzieńcze życie (jedna z części rozgrywa się przecież podczas wycieczki szkolnej). A teraz przed Spider-Manem pojawiła się dorosłość, jako swoisty przeciwnik, z którym trzeba się zmierzyć. Przemawia do mnie taki bardziej dojrzały Człowiek-Pająk. Zresztą, jak prześledzi się filmy z Hollandem, to widać, że ta ewolucja bohatera jest bardzo konsekwentna i przebiegała stopniowo. Peter dojrzewa, jako nastolatek, by wreszcie być dorosłym superbohaterem. I widać, że ta moc – choć przynosi wiele dobra, jest też wielkim brzemieniem. Jest trudem, z którym na co dzień musi zmagać się wchodzący w dorosłość młody mężczyzna. W tym miejscu słowa uznania dla Toma Hollanda. Dobrze udało mu się oddać liczne emocje, które towarzyszą Spider-Manowi w nowym filmie. To był chyba najbardziej wymagający od niego aktorsko film z całej serii – bo wiele się dzieje wewnątrz Pająka. I tak jak wcześniej grał wszystko bardzo podobnie, tak tutaj udało mu się oddać rożne emocje towarzyszące jego bohaterowi. Dotąd było takie przekonanie, że to „aktor jednej miny”. Myślę, że w nowym filmie o Spider-Manie aktor udowodnił, że potrafi sprostać tez większym wyzwaniom aktorskim. Ewolucja więc dotyczy nie tylko samego bohatera – ale też aktora, który się w niego wciela.

Genialna Sadie Sink
„Spider-Man: całkiem nowy dzień” to świetne kino superbohaterskie – klasyczny letni blockbuster. Widz bawi się przez cały czas, nuda nam tu nie grozi. Jest spektakularnie, a zarazem też bardzo realistycznie (przyznam, że w kilku momentach filmu uruchomił mi się nawet… lęk wysokości!). Efekty specjalne robią wrażenie – widać, że od poprzedniego obrazu (też bardzo dobrego!) technika zrobiła kilka kroków do przodu. Twórcy zdecydowali się też nie wygładzać rzeczywistości – filmowy Nowy Jork nie jest miastem idealnym i pięknym. Jest w nim sporo szarości, brudu i okien oklejonych reklamami. I choć to film o bohaterze, który ma nadludzkie, nieistniejące zdolności – to dzięki temu pokazywaniu codziennej szarzyzny staje się bardziej realistyczny.
Na koniec chcę jeszcze wspomnieć o kilku występach aktorskich. Wspomniany już Tom Holland wyraźnie się rozwija, z filmu na film, podobnie Zendaya (prywatnie jego żona), która gra MJ. Ale chyba największe brawa należą się Sadie Sink, która gra Jean Grey. Aktorka zachwycała już swoją grą aktorską w „Stranger things” i teraz udowadnia, że to nie były przypadkowe zachwyty. Udało jej się pokazać tajemniczość jej postaci, a zarazem też jej wewnętrzna frustrację i kilka innych emocji, ale tu pisać więcej nie chcę, bo byłyby to za duże spojlery. Sink, aktorka młodego pokolenia, świetnie gra mimiką – i twórcy „Spider-Mana” fakt ten wykorzystali, dając jej wiele możliwości do popisania się tą umiejętnością. Wróżę jej dużą karierę – ona jeszcze nie raz nas zachwyci (także w uniwersum Marvela). Na widzów czeka też kilka obsadowych niespodzianek – pojawia się tu kilka postaci z uniwersum Marvela. Więcej nie zdradzam, idźcie po prostu do kina, warto!
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Co robi z nami władza? [RECENZJA]
Spiderman z wizytą u papieża
Opowieść o przyjacielu [RECENZJA]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny