fot. Anna Gorzelana/misyjne.pl

W małej wiosce pod Koninem od czterech wieków proszą o pocieszenie [FOTOREPORTAŻ]

Siedem kościołów, wojna, pożary i uderzenie pioruna. Od niemal czterech stuleci mieszkańcy Kawnic i pielgrzymi przynoszą przed maryjny wizerunek swoje prośby i podziękowania. Dziś leżące w centralnej Polsce sanktuarium próbuje łączyć wielowiekową tradycję z nowymi formami duszpasterstwa. Miejscowy proboszcz opowiada o wydarzeniu, które sam nazywa cudem.

Kawnice nie są miejscem wielkich pielgrzymkowych tłumów przybywających tam przez cały rok. Do sanktuarium przychodzą grupy z okolicznych parafii, czasem to kilkanaście, czasem dwadzieścia osób. Są pielgrzymki piesze, spotkania ministrantów, lektorów i ceremoniarzy. W ciągu roku pojawiają się też ludzie, którzy po prostu zatrzymują się tutaj po drodze.

Sanktuarium ma rytm bardziej lokalny, związany z życiem parafii, ale jednocześnie sięgający historią daleko poza pamięć obecnych mieszkańców. Miejscowy proboszcz – ks. Jerzy Czaja SDB – mówi, że właśnie ten zwyczaj przychodzenia do Matki Bożej chce dziś rozwijać. – Staramy się, żeby sanktuarium rzeczywiście żyło modlitwą. W każdą sobotę odbywa się nabożeństwo u stóp Matki Bożej Pocieszenia. Wprowadziliśmy je w Adwencie i widzimy, że stopniowo przychodzi na nie coraz więcej osób. Podczas nabożeństw odczytywane są prośby i podziękowania składane przez wiernych – opowiada ks. Jerzy Czaja SDB.

fot. Anna Gorzelana/misyjne.pl

To nie jest więc tylko miejsce historyczne. Intencje pozostawiane przez ludzi są później omadlane. Działa tutaj również Wspólnota Modlitewna Matki Bożej Pocieszenia, powstała w 2019 roku właśnie po to, by otaczać modlitwą sprawy powierzane przez pielgrzymów. Są nabożeństwa uwielbienia, spotkania modlitewne, a od niedawna także kolejne inicjatywy podejmowane przy obrazie Pocieszycielki.

Obraz starszy niż kościół

Historia chrześcijaństwa w Kawnicach zaczęła się dużo wcześniej niż kult Matki Bożej Pocieszenia. Źródła wspominają o miejscowości już w XII wieku. Kolejne kościoły budowano i odbudowywano, a historia parafii wiąże się z pożarami, konfliktami religijnymi i wojnami. Przełom nastąpił w XVII wieku.

W 1628 roku ufundowano obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem. Wizerunek umieszczono w kościele parafialnym i wkrótce zaczęły napływać świadectwa otrzymywanych łask. Wokół obrazu pozostawiano wota jako znak wdzięczności. Oficjalne źródła salezjańskie podają, że już od 1640 roku obraz Matki Bożej Pocieszenia był znany jako wizerunek słynący łaskami. Dziś należy do najstarszych elementów wyposażenia sanktuarium. Obraz w rokokowej sukience został 1 września 1974 roku ukoronowany koronami papieskimi.

fot. Anna Gorzelana/misyjne.pl

Sam wizerunek został namalowany farbami olejnymi na płótnie. Jego forma nawiązuje do tradycji ikonograficznej Wschodu. Maryja nie jest tutaj tylko postacią z dawnego obrazu. Od wieków nazywana jest Pocieszycielką Strapionych. Tytuł ten z czasem stał się tak istotny, że zastąpił wcześniejsze wezwanie kościoła – Wszystkich Świętych.

Z kultem Matki Bożej Pocieszenia związane było także arcybractwo, którego tradycję rozwijali w Kawnicach augustianie. Główny odpust do dziś odbywa się w niedzielę po wspomnieniu św. Augustyna, na przełomie sierpnia i września. Miejscowy proboszcz przyznaje, że chciałby wrócić także do tej wspólnotowej tradycji związanej z sanktuarium.

Ocalała z ognia

Trudno opowiadać o Kawnicach bez kolejnych kościołów – obecna świątynia jest już siódmą. Jeden z wcześniejszych kościołów, murowany i neogotycki, powstawał w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku. W czasie niemieckiej okupacji został rozebrany, a po wojnie wzniesiono drewnianą świątynię. Ona także nie przetrwała długo. 13 lipca 1948 roku, trzy dni po tym, jak proboszczem Kawnic został ks. Józef Prorok, w kościół uderzył piorun. Świątynia stanęła w ogniu. Z płonącego budynku strażakom udało się wynieść obraz Matki Bożej – choć kościół spłonął, cudowny obraz ocalał.

fot. Anna Gorzelana/misyjne.pl

Parafianie wraz z proboszczem rozpoczęli kolejną budowę. Nowy kościół powstał w ciągu zaledwie trzech lat i 1 lipca 1951 roku został konsekrowany. Do niego powróciła także Kawnicka Pani. Oficjalne źródła salezjańskie potwierdzają, że obecna świątynia, zbudowana w latach 1948–1951, jest siódmym kościołem w historii miejscowości. Salezjanie objęli duszpasterstwo w Kawnicach w 1981 roku, a rok później sanktuarium zostało na stałe powierzone Towarzystwu Salezjańskiemu.

Pięćdziesiąt tysięcy ludzi przed jednym obrazem

Przez lata gromadzono świadectwa łask oraz wota składane przed obrazem. Jakieś dwadzieścia lat po pożarze podjęto starania o koronację wizerunku papieskimi koronami. Obraz został wcześniej poddany konserwacji, przygotowano dokumentację, a 1 września 1974 roku na placu w Kawnicach zgromadziło się około 50 tysięcy wiernych.

Korony na obraz nałożyli prymas Polski kard. Stefan Wyszyński, metropolita poznański abp Antoni Baraniak oraz biskup włocławski Jan Zaręba. Diecezja włocławska do dziś wymienia Kawnice wśród sanktuariów z koronowanymi wizerunkami Matki Bożej. W kościele zobaczyć można także wiele innych świadectw cudów i historii tego miejsca – wota.

fot. Anna Gorzelana/misyjne.pl

Warto pamiętać, że nie każde z nich wyraża wdzięczność za uzdrowienie. – Niektóre rzeczywiście są podziękowaniem Matce Bożej za konkretną otrzymaną łaskę, ale są też wota dziękczynne. Nie wszystkie są związane z cudami, niektóre są po prostu wyrazem wdzięczności – tłumaczy proboszcz.

Odwiedzając sanktuarium w 2026 roku, pytam księży salezjanów pracujących w parafii o współczesne cuda. – Matka Boża wstawia się za nami i cuda wciąż się dzieją – mówi jeden z nich, opowiadając o historii swojej ciężkiej choroby, w związku z którą doszło do bardzo poważnych zmian w nodze. Rokowania lekarzy w szpitalu, jak wspomina rozmówca, były bardzo złe. W sanktuarium rozpoczęła się modlitwa.

fot. Anna Gorzelana/misyjne.pl

Ksiądz proboszcz, opowiadając o tamtym wydarzeniu, podkreśla ważną rolę lekarzy w powrocie do zdrowia. – Za każdym razem, kiedy się spotykałem z lekarzami, słyszałem właściwie jedno: ksiądz niech się modli o cud – wspomina. Dziś uleczony ksiądz chodzi, funkcjonuje, spowiada, odprawia mszę świętą. Kościół nie stwierdził w tym przypadku cudu w znaczeniu kanonicznym, a jest to po prostu osobiste doświadczenie księdza i wspólnoty, która modliła się za chorego. W Kawnicach takie „pozornie małe” historie trwają od stuleci.

Bez anonimowego tłumu

Już wędrując do sanktuarium ze stacji kolejowej, nabieram pewności, że Kawnice zdecydowanie różnią się od tych największych sanktuariów. Mieszkańcy wioski nie znają mnie – wszak tutaj pielgrzymem jest często ktoś z sąsiedniej miejscowości, a na odpust przychodzą pieszo grupy liczące kilkanaście lub kilkadziesiąt osób. Przyjeżdżają ministranci z salezjańskich parafii, ludzie zostawiają kartki z intencjami. – Odwiedzają nas zarówno pojedynczy pielgrzymi, jak i zorganizowane grupy. Są też niewielkie piesze pielgrzymki z okolicznych parafii, zwłaszcza z okazji odpustów – mówi ks. Jerzy Czaja SDB.

Kalwaria przy sanktuarium, fot. Anna Gorzelana/misyjne.pl
fot. Anna Gorzelana/misyjne.pl

Sanktuarium pozostaje przy tym zwyczajną parafią, ze wszystkimi problemami współczesnego duszpasterstwa. Wokół wsi powstają nowe osiedla. Wprowadzają się tam mieszkańcy Konina i okolic, którzy nie zawsze czują więź z miejscową wspólnotą. – Z jednej strony są tutaj ludzie bardzo mocno związani z Kościołem. Widzę te same twarze, te same osoby w tych samych ławkach. Ale pojawiają się też nowi mieszkańcy i oni często jeszcze nie czują się związani z tym miejscem – przyznaje proboszcz. Dlatego nowe nabożeństwa, wspólnota modlitewna czy starania o odtworzenia bractwa stanowią próbę przekazania dalej duchowości miejsca, w którym sama tradycja może nie wystarczać.

Proboszcz szczególnie podkreśla rolę młodych. – Młodzi ludzie muszą czegoś doświadczyć. Jeśli ktoś był wychowany w Oazie, Odnowie czy innej wspólnocie, to ma doświadczenie formacji. Jeśli takiej formacji nie ma, Pan Bóg może pozostawać gdzieś dalej, dopóki coś się w życiu nie wydarzy – wyjaśnia salezjanin.

Przed tym samym obrazem modlili się ludzie w czasach wojen, pożarów, zaborów i okupacji. Przed nim dziękowali za powrót do zdrowia, składali wota, przynosili problemy swoich rodzin. W XX wieku ratowano go z płonącego kościoła. Później przed wizerunkiem Kawnickiej Pani modliły się dziesiątki tysięcy ludzi podczas koronacji. Kościoły w Kawnicach można było spalić, rozebrać i budować od początku. Zmieniały się pokolenia, granice, ustroje i sposób życia mieszkańców, ale obraz pozostał. I ludzie wciąż przybywają tutaj szukać pocieszenia u swojej Pani.

Galeria (5 zdjęć)
Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze