Fot. pixabay/Niko_Shogol

Stwórcze milczenie, czyli jak nie przegadać swojego życia [FELIETON]

Mówienie o milczeniu jest pewnego rodzaju paradoksem. I gdyby milczenie było tylko brakiem słów czy koniecznością oczyszczenia umysłu z myśli, to pewnie na stwierdzeniu tego paradoksu musielibyśmy poprzestać. Jednak gdy o milczeniu chcemy myśleć w kontekście modlitwy, wtedy nie jest ono pustką.

Milczenie nie ogranicza się do prostej nieobecności słów. Jest jak wyruszenie do innego świata, by uczyć się innego, obcego języka.

Thomas Merton, amerykański trapista, pisał: „Milczenie jest wewnętrzną potrzebą człowieka, ale jest także koniecznością, gdyż jest doskonałym sposobem na zbliżenie się do Boga i poznanie Go, a także do nas samych. Ta potrzeba milczenia okazuje się paradoksalnie bardzo współczesna, jako że wychodzi naprzeciw potrzebom wielu ludzi, noszących w sobie doświadczenie zagubienia i osamotnienia pośród zgiełku tego świata”.

>>> Krzyż na sprzedaż [FELIETON]

Kiedy Bóg milczał

Kiedy Bóg stworzył niebo i ziemię, wszystko było milczeniem, bez żadnych stworzeń. Duch, który unosi się nad wodami, wydaje się strzec i przygotowywać niebo i ziemię, by były one zdolne przyjąć stwórcze Słowo Boga. Cisza i milczenie stają się przestrzenią, w której działa stwórcze Słowo Boga.

Milczenie jest też ważnym znakiem na końcu ziemskiego życia Chrystusa. Podczas gdy całe życie Jezusa przepełnione było głoszeniem Ewangelii, to zbawienie dokonuje się w ciszy. W czasie męki Chrystus wypowiada tylko siedem słów. To milczenie jest przygotowaniem dla wypowiedzenia Słowa przez Boga. Tym Słowem jest Jezus Chrystus, Syn Boży.

Kolejny, można powiedzieć, że nawet trochę zaskakujący moment milczenia znajduje się w Apokalipsie. Nie jest ona tekstem, w którym panuje cisza. Kiedy jednak święty Jan, autor Apokalipsy, opisuje Baranka, jakby zabitego, który złamał siódmą pieczęć, by otworzyć Księgę Życia, wtedy przed dźwiękiem trąb zapanowała cisza na prawie pół godziny (por. Ap 8,1). To otwarcie i to milczenie zapowiada nowe życie i nowe stworzenie.

fot. Abimael Ahumada/unsplash

Kiedy człowiek milczy przed Bogiem

Podobnie w naszym wnętrzu, jeśli zgodzimy się wkroczyć w prawdziwą ciszę, ciszę Bożej miłości i łaski, będzie to zgoda, by stwórcze Słowo Boga działało w naszym życiu. Można przegadać swoje życie. Można także przegadać swoją modlitwę, nawet do momentu, kiedy będzie się ona wydawała nużąca i stanie się jałowa. Wówczas człowiek ucieka w pracę, a bez modlitwy i praca wkrótce może okazać się jałowa, bez życia.

Życie w ciszy nie oznacza tylko oszczędności w słowach, ale ma także głębszy wymiar. Jest stylem życia, który jest wyzbywaniem się tego wszystkiego, co głos Boga zagłusza.

Może jednak zdarzyć się tak, że ta cisza wcale nie jest kojącym doznaniem, ponieważ ujawni to wszystko, co do tej pory chcieliśmy ukryć przez mówienie, działanie, pracę. Możemy wówczas dostrzec różne lęki i obawy, chaos i śmierć. Ale tak jak przy stworzeniu i jak na krzyżu – wkrótce nadejdzie moment, w którym będzie można dostrzec nowe stworzenie i nowe życie. To przestrzeń, by Bóg mógł stworzyć w nas rzeczy nowe, dobre. Ta cisza, która przepełni zmaganie się w czasie nasze osobistej Golgoty sprawi, że będzie miejsce, by Bóg mógł wypowiedzieć słowo o naszym zbawieniu.

>>> Będziesz kochał nadaremno [FELIETON]

Bóg nie daje nam ciszy, aby nas ukarać swoim milczeniem, ale chce w nas przygotować miejsce, w którym wypowie słowo, wylewając łaskę i błogosławieństwo.

Gdy nauczymy się słuchać ciszy, uświadomimy sobie, że dostrajamy się do nowego sposobu porozumiewania się z Bogiem. Uczymy się nowego języka wzajemnej obecności.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze