fot. wygenerowane przez AI
Święta Klara nie była „kopiuj-wklej” Franciszka. Miała własną wizję Kościoła [ROZMOWA]
Święty Franciszek kojarzy nam się z pokojem, ubóstwem i zachwytem nad stworzeniem, a święta Klara bywa przedstawiana jako jego wierna naśladowczyni. Tymczasem oboje byli znacznie bardziej radykalni, niż sugerują utarte obrazy. – Trzeba zejść z tego swojego przysłowiowego konia, bo nie da się z góry spojrzeć komuś w oczy – mówi s. M. Teresa Pechman OCPA ze Słupska, klaryska od wieczystej adoracji.
Karolina Binek (misyjne.pl): Co najbardziej fascynuje Siostrę w świętej Klarze?
S. M. Teresa Pechman OCPA: – Byłam w trzeciej klasie gimnazjum kiedy pierwszy raz „spotkałam się” z historią świętej Klary. To było podczas musicalu o niej i o świętym Franciszku. I od tamtej pory jest jedna niezmienna rzecz, która mnie w niej fascynuje: to jej odwaga. Klara miała już poukładaną przyszłość. Wiadomo, jak w średniowieczu wyglądało życie kobiety – były już plany jej zamążpójścia. A mimo tego potrafiła zrezygnować z tych zabezpieczeń i pójść w nieznane. To były przecież początki czegoś, co dopiero się kształtowało. Nie wstępowała do żadnego istniejącego już opactwa, ale właśnie potrafiła puścić wszystko i pójść w nieznane, dać się całkowicie poprowadzić. To jest coś, co od początku mnie w niej fascynowało i ta fascynacja nadal mi towarzyszy. Z biegiem czasu odkryłam też jej relację z Panem Jezusem, bardzo osobistą. To był faktycznie jej Oblubieniec, ktoś bardzo jej bliski. Przez to jej sposób przeżywania wiary był zupełnie inny, nie taki prawny, legislacyjny, ale bardzo, bardzo osobisty. Myślę też, że św. Klara wciąż pozostaje w jakimś sensie nieznana. Coraz częściej mówi się o tym, że widzimy ją błędnie jako kogoś, kto był tylko „kopiuj-wklej” św. Franciszka. Przepraszam za to bardzo potoczne określenie, ale spotykamy się z taką obserwacją. Tymczasem ona wniosła nowości. To nie było ślepe naśladowanie Franciszka, ale właśnie odwaga, cała jej kobiecość, zaangażowanie kobiecości w przeżywanie wiary. Franciszek i Klara to są bardzo bogate postacie. Czasami mamy jednak takie trochę utarte obrazy: Franciszek kojarzy się nam przede wszystkim z ekologią, ze zwierzętami i ze spokojem, czasem wręcz takim przesłodzonym spokojem. A tymczasem okazuje się, że to są postacie bardzo głębokie i ich historia jest naprawdę niesamowita.
>>> Czy sztuczna inteligencja myśli po chrześcijańsku?
Możemy więc mówić o świętej Klarze jako o samodzielnej kobiecie, która miała własną wizję Kościoła, a nie była tylko kimś podążającym za Franciszkiem?
– Tak jak Franciszek stworzył coś nowego, odpowiadając na zaproszenie Pana Boga, tak samo Klara, chociaż czerpie z jego nauk, chociaż on był dla niej do końca punktem odniesienia, miała swoją wizję Kościoła. W swojej regule zachowała też regułę, którą przekazał jej Franciszek, praktykowała tę samą formę życia. Reguła, którą proponuje Klara, jest faktycznie oparta na regule Franciszka. Zresztą zastosowano tutaj pewien fortel prawny, bo właściwie nie powinno się mówić o regule świętej Klary, tylko o formie życia. Choć sama siebie nazywa roślinką świętego Franciszka, to jest w niej dużo samodzielności i niezależności. Była kobietą mężną, dzielną, bo potrafiła przeciwstawić się hierarchii Kościoła, która chciała narzucić jej zabezpieczenia materialne. Do końca wiernie broniła przywileju ubóstwa, który był dla niej oraz dla Franciszka bardzo ważny. Ci święci mają ze sobą dużo wspólnego, ale jednocześnie święta Klara nie jest kimś, kto tylko odtwarza. Przeniosła charyzmat Franciszka na grunt kobiecości, przeżywania kobiecości w Kościele i relacji siostrzanych. Tak samo jak on – tak i ona pozostała do końca wierna Kościołowi i papieżowi. Ale na przykład u Klary można uznać na przykład to, że – mimo iż Franciszek w formie życia pozostawionej siostrom wskazał im, że mają być oblubienicami Ducha Świętego – Klara pisała o Jezusie Chrystusie jako o Oblubieńcu. Wątek Ducha Świętego jest u niej nieco inaczej obecny niż u Franciszka.
Dwutydzień tematyczny, który odbywa się u nas, nosi tytuł „Świat według świętego Franciszka”. Jak taki świat mógłby wyglądać zdaniem siostry?
– Myślę, że przede wszystkim taki świat byłby zgodny z Ewangelią. Dla Franciszka istotą było to, aby iść za Jezusem Chrystusem, naśladować Jezusa takiego, jakiego znamy z kart Ewangelii. Na pewno takiego świata by oczekiwał i w takim świecie dobrze by się czuł. I pewnie ten świat byłby oparty na dobrze rozumianym braterstwie i pokoju, który jest właśnie owocem życia Ewangelią i dobrze poukładanych relacji.
Franciszek kojarzy się z ubóstwem, prostotą, pokojem i zachwytem nad stworzeniem. Zdaniem Siostry dzisiaj trudno jest przeżywać te wartości, czy może jest to równie łatwe jak wiele lat temu?
– Zaczynając od końca tych wartości, czyli od zachwytu nad stworzeniem i przyrodą, od zachwytu w ogóle – myślę, że to charakterystyczna cecha świętego Franciszka. Do końca zachował w swoim sercu zdolność zachwytu. Niezależnie od tego, ile żył lat, co już widział i czego doświadczył, zawsze towarzyszył mu zachwyt. Pięknie odnajdujemy to również w jego pismach. Widać w nich zachwyt stworzeniem, Bożymi dziełami czy człowiekiem, bratem, o którym mówił, że dał mu go Pan. Dzisiaj natomiast żyjemy w świecie rutyny. Mamy wszystko na wyciągnięcie ręki, zarówno od strony technicznej, jak i dobrobytu naszego świata, przynajmniej tej części świata, w której żyjemy. Może przez to zgubiliśmy zdolność zachwytu i trudniej jest nam ją pielęgnować. Co ważne – za zachwytem będzie szła postawa wdzięczności, bo we wszystkim będziemy widzieć dar, jakiś cud, ingerencję Pana Boga. Tymczasem dzisiaj chcemy tłumaczyć stworzenie raczej pojęciami czysto fizycznymi, biologicznymi, a gdzieś na marginesie zostawiamy to, że jednak jest Stwórca tego wszystkiego. Atom sam z siebie nie powstał, ale często o tym zapominamy, więc może to też przeszkadza nam w przeżywaniu rzeczywistości tak, jak przeżywał ją święty Franciszek. Za postawą zachwytu i dziękczynienia będzie też szła postawa, którą Franciszek bardzo mocno wpajał braciom – że jesteśmy tylko dzierżawcami otrzymywanych dóbr, daru życia.

Te słowa chyba możemy rozpatrywać w takim kontekście, że nie jesteśmy właścicielami tego świata oraz że mamy się o niego troszczyć?
– Tak, bo świat został nam dany i zadany, ale nie jest naszą własnością. Mamy się o niego troszczyć, pielęgnować go, rozwijać i pamiętać, że tylko go dzierżawimy. Przyjdzie moment, kiedy zostaniemy zapytani o owoce i trzeba będzie to puścić, oddać. Myślę też, że dzisiaj Franciszek jest trochę kojarzony z ekologią, ptaszkami, słońcem. A to za mało. Owszem, napisał „Pieśń słoneczną”, ale jest ona pieśnią o wiele głębszą niż pobieżnie patrząc można sądzić. W dodatku wychwalał słońce czy ogień w momencie, kiedy był już ślepy i każdy promień światła sprawiał mu ból. To pokazuje, że we wszystkim potrafił zachować iskierkę wdzięczności.
Jeśli chodzi o wartość pokoju, wiemy, co dzieje się teraz na świecie i jak bardzo ów pokój jest on zagrożony. Ale myślimy o nim często w globalnym, znaczeniu. Tymczasem chyba wszystko zaczyna się od pokoju, który jest po prostu w nas i który niesiemy w sobie. Franciszek niósł go w sobie, bo żył Jezusem Chrystusem, żył Ewangelią. Wiedział, na jakim fundamencie buduje, że opiera się na Chrystusie, że z Niego czerpie siłę i moc, że nie idzie do świata sam, o własnych siłach. Widać to także w jego spojrzeniu na działalność misyjną. Przecież nie wyruszył z orężem do sułtana, nie wyruszył z orężem do Ziemi Świętej, tylko stanął w całym swoim ubóstwie, prostocie i zawierzeniu Panu Bogu. W swojej Regule wskazywał braciom, którzy chcieli udać się do Saracenów, jak wówczas mówiono, pewne etapy: najpierw po prostu żyjcie jako chrześcijanie, najpierw idźcie do nich jak do braci, a dopiero później przyjdzie czas, żeby coś głosić, jeżeli będą chcieli słuchać. To pokazuje trochę inne spojrzenie na misję niż to, które stosowano w średniowieczu, w epoce krucjat. Może dlatego mówimy o Franciszku jako o mężu pokoju.
Franciszek często przyjmował też drugiego człowieka z wielką otwartością oraz traktował go jako dar.
– I właśnie w tej otwartości zaczynał prowadzić dialog, niczego nie narzucając, nie czyniąc niczego odgórnie. Po prostu był z drugim człowiekiem i żył Ewangelią. Wtedy nie trzeba wielkich kazań. Jego kazaniem było przejście w ubogim, połatanym, podartym habicie przez jedno z włoskich miast. Nie trzeba było wypowiadać wielu słów. Bo świadectwo życia jest silniejsze, mocniejsze, samo będzie promieniowało. Dla mnie niesamowitą sceną z życiorysu świętego Franciszka, która często do mnie powraca, jest początek jego nawrócenia, kiedy spotyka trędowatego. Kiedy spotkał trędowatego, złożył na jego ciele pocałunek i dał jałmużnę. Ale żeby podejść do tego trędowatego, Franciszek musiał zejść z konia, który wówczas był symbolem władzy, dominacji i ambicji. On jechał na koniu, Franciszek chciał być rycerzem. Kiedy jednak spotkał człowieka wykluczonego, będącego poza marginesem społeczeństwa, zszedł z konia – stanął z tym człowiekiem na równi. Tylko tak mógłzłożyć pocałunek pokoju i spotkać drugiego człowieka. To jest właśnie to: trzeba zejść z tego swojego przysłowiowego konia, bo nie da się z góry spojrzeć komuś w oczy. Dlatego Franciszek pisał w Regule, że bracia mają nie jeździć konno. Nie chodziło tylko o przepych czy dostatek, ale właśnie o to, żeby nie dominować, nie być ponad, nie patrzeć z góry. To również byłoby pewnie wskazaniem do budowania pokoju dzisiaj.
>>> 8 faktów o św. Franciszku, których prawdopodobnie nie znałeś
Myślę, że to też dobre wskazanie do budowania dzisiaj pokoju. Niby proste, a często zapomniane.
– W Regule Franciszek pisał także o upomnieniu braterskim. Budowanie pokoju i przyjęcie drugiego człowieka nie było dla niego takie „cukierkowe”, jak czasami chciałoby się je przedstawiać. To było braterstwo, które nie boi się poruszać trudnych tematów.
Jeśli zaś chodzi o wartość ubóstwa, to przecież my dzisiaj żyjemy w świecie, w którym nie brakuje różnych rzeczy, a status materialny jest coraz wyższy. Dla świętego Franciszka ubóstwo miało przede wszystkim wartość wewnętrzną. Nazywał ją swoja Panią Ubóstwo. Owszem, ubóstwo było również wyrażane na zewnętrz – wspólnota Franciszka nie miała wielkich klasztorów ani kościołów, rzeczy materialnych, żyli naprawdę skromnie. Wszystko właśnie po to, żeby być z drugim człowiekiem. Kiedy już coś posiadamy, skupiamy się na tym, co posiadamy i za wszelką cenę chcemy tego strzec. Wtedy brakuje przestrzeni na otwarcie. Dlatego u świętego Franciszka ubóstwo trzeba rozumieć również w kontekście wolności, tej wewnętrznej wolności, oddawania i „puszczania”. Będąc wolnym, można czerpać Boże łaski. Ubóstwo nie polega tylko na tym, że wyzbywamy się wszystkiego i nie mamy pieniędzy, ale również na tym, że jesteśmy wolni, otwarci na drugiego człowieka, jesteśmy do jego dyspozycji. Wtedy możemy stać się także darem. Można mieć dużo dóbr, a jednak – dzięki wewnętrznej postawie – pozostać wolnym i gotowym do dawania siebie. Można mieć mało dóbr, a i tak być zamkniętym.
Życie Siostry również się zmieniło dzięki franciszkańskiej duchowości?
– Jest taka scena wspólna dla historii życia Franciszka i Klary. Oni oboje porzucali dom, zdobyli się na odwagę, by wejść na nową drogę. Ich biografie bardzo mi pomogły, kiedy podejmowałam decyzję, żeby dać się poprowadzić Panu Bogu, kiedy rozeznawałam swoje powołanie i podejmowałam decyzję o życiu klauzurowym w duchowości świętej Klary. Z biegiem czasu, im bardziej poznaję tę duchowość, im więcej czytam, zgłębiam teksty, tym bardziej to wszystko we mnie pracuje. Bardzo bym chciała, żeby moje życie zmieniało się pod wpływem przykładu Franciszka i Klary. Trochę trudno mi ocenić, czy się zmieniło i jak się zmienia, ale na pewno bardzo bym sobie tego życzyła.
Co święty Franciszek i święta Klara mogą przekazać nam dzisiaj? Co możemy od nich czerpać we współczesnym świecie?
– Moją pierwszą myślą jest to, żeby nie bać się zaufać Panu Bogu. Oboje ruszyli w nieznane, dali się poprowadzić. My teraz często chcemy wszystkim kierować, nad wszystkim mieć pieczę, tworzymy systemy zabezpieczeń. A właśnie sztuką jest dać się poprowadzić i zrozumieć, że nie muszę mieć nad wszystkim kontroli. Pójść za Panem Jezusem oznacza, że to On idzie pierwszy, a ja idę za Nim, a nie odwrotnie. To jest ważne w kontekście wiary i osobistej relacji z Panem Bogiem. Ale takim ogólnym przesłaniem dla dzisiejszego świata myślę, że byłby powrót do braterstwa, czyli do świadomości, że drugi człowiek nie musi być moim wrogiem, że razem tworzymy świat. To może trochę idealistyczne , ale właśnie chodzi o to, żeby zobaczyć w drugim człowieku dar i zadanie, by wzajemnie troszczyć się o siebie. Myślę również, że bardzo ważnym przesłaniem Franciszka i Klary dla nas dzisiaj jest ich postawa posłuszeństwa Kościołowi. To bardzo ważne dzisiaj, w kontekście różnych rozłamów, które dzieją się w Kościele czy zamętu, kiedy każdy ma jakiś swój pomysł i swoją wizję na to, jak poprawić Kościół i jak powinno być. Tymczasem Franciszek dokonał odnowy Kościoła, zgodnie z prośbą Pana Jezusa, który z krzyża w San Damiano powiedział do niego: „Idź, odbuduj mój Kościół”. Na początku Franciszek odczytał to dosłownie, wziął kamienie i zaczął budować. Ale to najważniejsze odbudowanie dokonało się od środka, właśnie w duchu posłuszeństwa i w jedności z Kościołem. Myślę, że dzisiaj również byłoby warto do tego wrócić.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Pisał o pięknie świata, choć był prawie ślepy [FELIETON]
Błogosławieństwo zwierząt – „Pokój i dobro” także dla braci mniejszych





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny