fot. PAP/Marcin Bielecki

Tysiąc złotych do wygrania, czyli nauka materializmu od młodości [KOMENTARZ] 

Dobry przykład, bycie autentycznym – to może najbardziej przyciągnąć młodych do wiary i na lekcje religii. Raczej nie przyciągnie ich (na dłuższą metę) możliwość wygrania tysiąca złotych. Taka nagroda to przede wszystkim lekcja materializmu – już od młodego. 

1000 złotych. Tyle pewien znany z mediów społecznościowych ksiądz zaoferował jako nagrodę w konkursie dla… uczniów. Uczestnicy musieli spełnić kilka warunków. Pierwszym była ocena z religii na zakończenie roku szkolnego 2024/25. Żeby wziąć udział w konkursie, trzeba było zakończyć naukę z piątką lub szóstką. Poza tym uczestnicy musieli też zaobserwować profil księdza organizującego konkurs i udostępnić na swoim profilu materiał wideo informujący o rywalizacji. Przede wszystkim zaś trzeba było w komentarzu odpowiedzieć na pytanie, dlaczego warto chodzić na religię. Osoba, której wypowiedź zdobyła najwięcej polubień (serduszek) wygrała obiecane 1000 złotych. Sporo wątpliwości budzi we mnie tego typu rywalizacja. Dlaczego? 

Sens nauki 

Zacznijmy od samej nauki i jej celu. Nie od dziś na zakończenie roku szkolnego rodzice zabierają swoje dzieci do popularnej sieci fast food, na lody czy do kina. Albo też dają im jakąś nagrodę finansową. I owszem, podziękowanie za trud włożony w naukę jest zasadne (i to niezależnie od tego, czy ma się czerwony pasek, czy też nie). Warto docenić trud i zaangażowanie dzieci (o ile oczywiście faktycznie angażowały się w naukę). Tylko musimy pamiętać, że ta dodatkowa gratyfikacja tak naprawdę nie musi mieć miejsca – nie może przesłaniać nauki i jej efektów. Bo szkoła to dla dzieci i młodzieży odpowiednik pracy. Wynagrodzeniem zaś są oceny – adekwatne do tego, ile czasu i trudu młodzi poświęcili nauce. Za chodzenie do szkoły dzieci nie otrzymują pieniędzy – to na rodzicach leży obowiązek utrzymania najmłodszych. Młodzi otrzymują za to coś równie cennego – zasób wiedzy, umiejętności, doświadczeń – to przyda się w przyszłości, także w życiu zawodowym. To jest ich najcenniejsza zapłata! Łacińska sentencja Non scholae sed vitae discimus najlepiej oddaje sens nauki i chodzenia do szkoły. Tak – „nie dla szkoły, lecz dla życia się uczymy”. Trafnym tropem idą od lat szkoły, które często na koniec roku szkolnego dają uczniom nagrody – ale są to książki. Takie symboliczne docenienie trudu, które jednocześnie nie zasłania sensu nauki. 

>>> W wakacje odpocznijcie i poczytajcie o smaku [FELIETON] 

Tysiąc złotych do zdobycia 

Jeśli dajemy dzieciom konkretne nagrody – zwłaszcza te finansowe – za dobre wyniki w nauce (a czasem mimo braku takich wyników) to możemy je nauczyć tego, że uczą się dla pieniędzy. Przestanie mieć dla nich znaczenie wartość zdobytej wiedzy (i możliwości wykorzystania jej w przyszłości) – a zacznie liczyć się po prostu gratyfikacja. Przestaną uczyć się dla życia. Wspomniany konkurs, w którym za piątkę lub szóstkę z religii można dostać 1000 złotych to przykład tego, jak już od młodych lat nauczyć się takiego materialistycznego, konsumpcyjnego podejścia do życia. Owszem, warunkiem wzięcia udziału w konkursie jest też odpowiedź na pytanie o to, dlaczego warto chodzić na religię. Jednak, gdy w grę wchodzi tysiak – nie oczekiwałbym odpowiedzi prawdziwych, a raczej takich, które chciałby przeczytać organizator. Można przecież wygrać tysiąc złotych – czego się nie zrobi dla takiej kwoty… Pamiętajmy, że mówimy o ludziach młodych – dla nich taki tysiąc to często pierwsze tak duże pieniądze. I jeszcze można je wygrać! Nawet jeśli ksiądz jutuber bardzo chciał zorganizować konkurs, który – w założeniu – miał „zachęcić do nauki i szkolnej aktywności”, to nagrodą nie powinny być pieniądze. Nauczyciele, tym bardziej nauczyciele religii, nie powinni młodych uczyć materializmu i bardzo konsumpcyjnego podejścia do życia. Finansowa nagroda w takim konkursie jest dla mnie zwyczajnie niedopuszczalna. 

Autentyczność 

Ksiądz nie jest też raczej od rozdawania pieniędzy. A przynajmniej nie od rozdawania ich w formie nagród – bo przecież wielu duchownych rozdaje pieniądze na różne działania – ale są to cele charytatywne. Duchowny rozdający młodym pieniądze za pośrednictwem TikToka budzi we mnie wiele zastrzeżeń. Owszem, rozumiem, że mogły przyświecać mu dobre cele. Chciał zapewne w ten sposób promować wśród młodych osób chodzenie na religię i wiarę. I uznał, że konkurs, w którym można wygrać tysiąc złotych to dobra forma. Tylko, że ta forma dobra nie jest. Ani nie zachęca do nauki, ani też do szkolnej aktywności – a jedynie do tego, by postarać się o piątkę lub szóstkę dla kasy. To pieniądze, niestety, są głównym motywatorem tego konkursu. Tak być nie powinno – zwłaszcza w jakiejkolwiek rywalizacji skierowanej do ludzi młodych. Księża w kontakcie z młodzieżą powinni być teraz nadzwyczaj ostrożni – czasy są pod tym względem niełatwe. Próba promowania chodzenia na religię poprzez konkurs z tysiącem w głównej roli – na pewno nie pomoże. Organizator konkursu zapewne ma świadomość tego, że z religijnością ludzi młodych bywa różnie. I zapewne chciał dobrze – chciał w ten sposób zachęcić do wiary i religii. Tylko że księża mogą zachęcać do uczestnictwa w lekcjach religii i do życia wiarą w inny sposób – przez przykład życia. A stawianie na kasę dobrym przykładem nie jest. Kluczem do młodych jest autentyczność. Nie potrzeba więc wielkich konkursów – wystarczy tylko być autentycznym. Albo czasem autentycznym. 

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze