Wojciech Popielewski OMI: nie mamy obowiązku się lubić, ale kochać [ROZMOWA] 

– Skuteczność naszego działania wynika wyłącznie z organicznego związku z Chrystusem. Nie chodzi o naszą siłę czy mądrość, ale o to, że za nami stoi silniejszy od nas. Jego mocą działamy, a nie naszą – mówi o. Wojciech Popielewski OMI, przełożony Polskiej Prowincji Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Rozmawia z nim Michał Jóźwiak. 

Michał Jóźwiak: „Moją posługę prowincjała rozumiem i pragnę wypełniać w kluczu trzech słów: wizja –komunikacja – sprawczość”. Jaką wizję Kościoła ma Ojciec Prowincjał?  

Wojciech Popielewski OMI: – Organiczną. Taką, o jakiej możemy przeczytać w piętnastym rozdziale Ewangelii wg św. Jana. Jesteśmy włączeni w Chrystusa. Kościół to przestrzeń, w której spotykamy Pana Jezusa i jak On daje łaskę, to nie daje czegoś zewnętrznego. Tylko daje to organiczne wszczepienie w Siebie. Święty Paweł mówi o tym, że żyjemy w Chrystusie. Jesteśmy inkorporowani i złączeni między sobą, a przede wszystkim z Chrystusem. Mamy dzisiaj tę trudność, że ciągle przeważa aspekt funkcjonalny. Patrzymy na Kościół jak na organizację, która coś robi. Z tego ją rozliczamy. To zrozumiałe. Ale działania, na które patrzymy są rezultatem naszego zjednoczenia z Panem. 

fot. arch. OMI

Patrzmy zatem najpierw na tożsamość, a później na działanie. Jeśli jedno z drugim dobrze współgra, to rodzi się chyba wówczas wiarygodność instytucji.  

– Otóż to. Dzisiaj rano rozmyślałem nad tym, co napisał jeden z moich ulubionych teologów. Zauważa on, że kiedy Jezus spotyka człowieka – daje mu tożsamość, którą jest On sam. Przypomnę znowu na moment św. Pawła. On posługuje się sformułowaniem: przyoblekliście się w Chrystusa. Oprócz mojej naturalnej tożsamości mam jeszcze tę, którą dostałem od Jezusa. Dopiero idąc za tym wyzwaniem, by tę tożsamość przeżywać i rozwijać, mam szansę stać się nowym człowiekiem.  

Wróćmy jeszcze do hasła: wizja – komunikacja – sprawczość. Jak Ojciec rozumie je w praktyce funkcjonowania Kościoła i zgromadzenia? 

– Lider w Kościele musi mieć wizję tego, co chce robić. Zły lider gasi pożary, a dobry lider sprawia, że tych pożarów jest jak najmniej; jeśli to możliwe – trzeba wyprzedzać działania, przewidywać. Sprawić, by było ich jak najmniej, bo zawsze jakieś są. Ale jeśli wizja jest jasna, to idą za tym ludzie. Wizja jest bezużyteczna, jeśli lider nie potrafi jej zakomunikować. Jako przełożony polskiej prowincji misjonarzy oblatów odpowiadam za kilkuset duchownych. Co mi po wizji, jeśli jej nie zakomunikuję? Ważne jest to, żeby informacja była prosta i dwustronna. Oblatów do mnie, jako do przełożonego, i moja do nich. Sprawczość jest z kolei istotna nie tylko u lidera, ale u całego zespołu ludzi, jakimi się otacza. Chciałbym, żebyśmy w naszym zgromadzeniu działali zespołowo. O to chodzi w sprawczości. Nie o to, że działam w pojedynkę, ale o to, że moje otoczenie realnie i konkretnie potrafi rozwiązywać problemy. I bierze za to odpowiedzialność.  

fot. K. Jamrozy

Rozpoczynając posługę prowincjała, napisał Ojciec do współbraci: „Kiedy w 2022 r. swój 12-letni mandat kończył o. Generał Louis Lougen, w końcowym raporcie o stanie Zgromadzenia powiedział, że my – jako oblaci – jesteśmy bardzo dobrymi misjonarzami. Ciągle jednak musimy czuwać, by być równie dobrymi zakonnikami. W pełni podzielam tę diagnozę. I na ten aspekt naszego życia, na jakość naszego zakonnego i oblackiego życia będę kładł specjalny nacisk”. Poprawiać jakość życia zakonnego to w przypadku oblatów chyba po prostu troska o dom, w którym na co dzień mieszkają? 

– Żyjemy w świecie, który lubi konkretne rezultaty. Coś, co można policzyć, zaprezentować… A tak, jak powiedziałem wcześniej, to są kwestie wtórne. Owoce działania. A kluczowe jest to, jakim życiem żyjemy i kim jesteśmy. Trzeba mieć czas na Czas. Znamy słowa Chrystusa, który powiedział: „Beze mnie nic uczynić nie możecie”. Zakonnik najpierw kontempluje we wspólnocie. Wspólna pogłębiona modlitwa jest fundamentem naszego działania. Chciałbym to rozwijać w naszym zgromadzeniu. Jest wiele dobra, które się dzieje w tej dziedzinie, ale poprawienie życia kontemplacyjnego będzie jednocześnie poprawieniem naszej ewangelizacyjnej skuteczności. Bo jedno wynika z drugiego. Czasem nam się wydaje, że własnymi siłami możemy wiele zdziałać. To już było w Kościele: ten dzisiejszy semipelagianizm czy neognostycyzm nie jest skuteczny. Skuteczność naszego działania wynika wyłącznie z organicznego związku z Chrystusem. Nie chodzi o naszą siłę czy mądrość, ale o to, że za nami stoi silniejszy od nas. Jego mocą działamy, a nie naszą.  

A co z relacjami? Im lepsza ich jakość w samym zgromadzeniu, tym pewnie także większa wiarygodność na zewnątrz? Święty Eugeniusz nawoływał: „Zachowujcie między sobą miłość, miłość, miłość, a na zewnątrz gorliwość o zbawienie dusz”. 

– Miłość, którą otrzymaliśmy od Jezusa zobowiązuje nas do tego, żebyśmy zachowywali ją także między sobą. Jednak miłość to coś innego niż lubienie się. Nie mamy obowiązku się lubić, ale się kochać. Czyli oddawać za siebie życie. W praktyce oznacza to, że jeśli wyciągnę rękę, to mam gwarancję, że ktoś ją podejmie. Niezależnie od sympatii.  

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze