Arktyka. Misje zmieniają człowieka

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Bardzo wygodnie jest kochać niebezpieczne zwierzęta na odległość. Perspektywa zmienia się, gdy niedźwiedź polarny staje się realnym zagrożeniem własnego życia.

Zmiany w misjonarzu zachodzą nie tylko pod względem poszerzania horyzontów, poznawania nowych krajów, ludów, kultur, ale też pod względem zachowania, tego, co się je i takiej podstawowej rzeczy jaką jest tryb życia. Będąc w obcym kraju, człowiek oddala się od rodzimych nawyków, a nawet zwyczajów i tradycji. Każdy kraj ma swoje zwyczaje i swój rytm życia oraz swoją skalę wartości. Życie w Arktyce kieruje się swoimi zasadami. Ma swoje tradycje, radości i tragedie, których nie spotyka się nigdzie indziej. Tak jak w każdym kraju i tutaj są rzeczy, o których trzeba pamiętać i takie, o których nawet się nie myśli. Kilka razy słyszałem, że my tutaj, w tym odosobnieniu, w naszej małej wiosce odciętej od świata nie znamy realnego życia. Jednak, tak jak wszędzie, życie tutaj jest również realne – czasem aż do bólu.

Dwa tygodnie temu grupa myśliwych wypłynęła na polowanie na wieloryba grenlandzkiego. Jeszcze tego samego dnia wieczorem upolowali ładną, dużą sztukę. Polowanie takie odbywa się w naszej wiosce raz na kilka lat, bo taką otrzymujemy zgodę. Gdy wiadomość o udanym polowaniu dotarła do wioski, popłynąłem za znajomymi Inuitami, by razem z myśliwymi cieszyć się z sukcesu. Była już noc, gdy wracaliśmy łodzią do wioski, a myśliwi ciągnęli zwierza na pobliską wyspę. Następnego dnia każdy, kto miał łódź, płynął tam, by wziąć kawał smakowitej skóry wielorybiej dla siebie i rodziny. Atmosfera w wiosce była radosna, jedynym tematem rozmów był wieloryb. Niestety dwa dni później wczesnym ranem znaleziono trzech mężczyzn, którzy od tygodnia byli na polowaniu. Jeden z nich został zagryziony przez niedźwiedzie polarne, matkę z młodym. Natychmiast poszedłem do przychodni. Tam policja dokonywała oględzin ciała w osobnym pomieszczeniu, a pielęgniarki zajmowały się jednym z zaatakowanych, który miał tylko rozcięcie na głowie i ranę na policzku. Z rodziny zmarłego nie było nikogo, więc poszedłem zaraz do jego matki, gdzie też była cała rodzina. Zmarły, 33-letni Darryl, zostawił dziewczynę i siedmioro dzieci. Gdy policja skończyła oględziny, trzeba było ubrać ciało. Zwykle u nas, jako że nie ma zakładu pogrzebowego, czyni to rodzina. Wiedząc jednak, że ciało jest poszarpane i taki widok może być bardzo traumatyczny dla rodziny, uzgodniłem z przełożoną pielęgniarek, że lepiej będzie, jeśli sami to zrobimy. Żadna inna pielęgniarka też nie chciała w tym brać udziału. Ubraliśmy ciało i poszedłem jeszcze raz do matki zmarłego zapewnić, że ciało jej syna jest przygotowane do pochówku najlepiej jak można było.

Pogrzeb odbył się następnego dnia. Było bardzo dużo ludzi i atmosfera w wiosce zmieniła się tak, że nikt już nie pamiętał o wielorybie. Słyszałem też wiele komentarzy od osób, które sprzeciwiają się zabijaniu niedźwiedzi w Arktyce. Niedźwiedź polarny jest tutaj realnym zagrożeniem życia. Każdy wyjazd poza wioskę jest ryzykiem spotkania niedźwiedzia. Gdy na początku sierpnia zwijałem sieć nad brzegiem oceanu, miałem na ramieniu naładowana strzelbę i co chwilę rozglądałem się, bo wiedziałem, że na sąsiedniej wyspie są dwa niedźwiedzie. Życie w Arktyce byłoby dużo bezpieczniejsze, gdyby wielcy ludzie z miast pozwolili na większy odstrzał tych drapieżników – może i pięknych na zdjęciach, ale śmiertelnie niebezpiecznych dla ludzi. Powoli życie wracało do normy. Przypłynął statek, który przywiózł towar do sklepów i inny, który przywiózł roczny zapas ropy i benzyny. Renifery zaczęły migrację na południe. Wybrałem się więc na polowanie i ustrzeliłem dwa. Przywiozłem do wioski. Ogłosiłem, że przed kościołem jest mięso i kto chce, może przyjść i wziąć kawałek. Rozeszło się bardzo szybko. Arktyczne życie jest inne niż gdzie indziej. Wyzwania tutejszej rzeczywistości są inne i jedyne w swoim rodzaju. Problemy i zmartwienia też często odbiegają od tych, jakie się spotyka w „cywilizowanym” świecie, ale tak jak wszędzie, życie tutaj też jest realne ze swoją codziennością.

Daniel Szwarc OMI

Zobacz także
Wasze komentarze