Syberia. Krzyż pozostał

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Konflikt o krzyż postawiony na syberyjskim cmentarzu pokazał, że nawet ci, którzy nie uczestniczą w życiu parafii, szanują tradycję swoich przodków. To nadzieja dla tamtejszego duszpasterza.

Na Syberii mieszkają dwie grupy Polaków. Potomkowie tych, którzy walczyli o wolność, byli więzieni i przelewali krew za niepodległość i druga grupa, która pojechała za chlebem. W zaborze rosyjskim była wielka nędza i głód, a ci, którzy chcieli mieć choć trochę lepiej, wybierali nawet bardzo odległe tereny do osiedlenia. Mieszkańcy Wierszyny należą do tych Polaków, którzy w 1910 r. wyjechali właśnie za chlebem. Obiecano im ziemię – tyle, ile zdołają wydrzeć syberyjskiej tajdze. Nie mieli łatwo, bo tu bywa przecież –50ºC. Po dzień dzisiejszy rozmawiają po polsku, Msza św. jest odprawiana w języku polskim. Mieli szczególnie trudno, kiedy tam dotarła komuna, a bolszewicy rozpoczęli walkę z Kościołem. Był wybudowany kościół, ale został zamknięty. Ludzie przez 62 lata nie mieli księdza. Pierwszym kapłanem, który odprawił tam Mszę św. po 62 latach – jeszcze nie w kościele, ale w szkole – był obecny biskup Drohiczyna, Tadeusz Pikus. Mimo wielkiej ateizacji, wyrywania Boga z serca, wiara przetrwała. Kiedy dziecko pochwaliło się modlitwą w domu, rodzice byli wzywani do szkoły i słyszeli, że źle wychowują dzieci. Mówiono im, że jeżeli to się będzie powtarzało, będą sankcje i je zabiorą. Najstarsi mieszkańcy Wierszyny mówią: myśmy się bali z dziećmi odmawiać pacierz, bo to wiązało się z karą. Mimo to dobro zwyciężyło. Znów od 25 lat Kościół funkcjonuje i jego budynek został oddany. Odprawiana jest Msza św., a ja pracuję tu od 9 lat.

Wyjechałem z Kodnia n. Bugiem, od Matki Bożej Kodeńskiej, która mnie wspiera. Rok temu 15 sierpnia przyjechała do nas młodzież z Dolnego Śląska, dzięki telewizji z Wrocławia, która kręci filmy dla TV Polonia. Już od wielu lat wysyła młodych, szczególnie na Ukrainę, którzy sprzątają i remontują cmentarze. Przyjechali i do nas. Na końcu szukali stolarza, który by wykonał krzyż. Znaleźli. Wykonał krzyż, zaniósł na cmentarz i go postawił. W chwili, kiedy ten krzyż stanął, od razu wybuchła wielka awantura. W każdej miejscowości znajdzie się ktoś taki, któremu wszystko przeszkadza, a temu człowiekowi akurat bardzo przeszkadza ten krzyż. Zawołano policję, władze gminy, pracowników leśnictwa, aby zmierzyć jedno drzewo, bo zostało wycięte, wycenić powstałe szkody. Wielkie nieporozumienie trwało około dwóch tygodni. Ten, który tego fermentu narobił, koniecznie chciał usunąć krzyż, a ten, który go postawił, chociaż sam nie chodzi do kościoła, jest bardzo przychylny Kościołowi i powiedział: „ja go postawiłem, ale zdejmować go nie będę”. Odbyło się zebranie wioskowe, na którym również poruszono temat, co z tym krzyżem zrobić. Mężczyzna, który chciał go usunąć, stwierdził, że on przeszkadza jego rodzicom, którzy właśnie na tym cmentarzu spoczywają. Jedna ze starszych parafianek stwierdzała: „Powiedz otwarcie, to twoim rodzicom nie przeszkadza; powiedz otwarcie, że on przeszkadza właśnie tobie”. I głosowanie. Na zebraniu było 40 osób. Wynik: 39 głosy za pozostawieniem krzyża i 1 przeciw. Otwarły się oczy policji, władzom lokalnym i administracji leśnictwa. Krzyż nadal stoi i ludzie się cieszą, że ten krzyż jest nadal na cmentarzu. Mimo tak wielkiej ateizacji, mimo że przez 62 lata ci ludzie nie mieli dostępu do Kościoła, nie mieli księdza, to jednak iskra wiary, którą ich rodzice i dziadkowie zawieźli na Syberię, nadal się tli. Widzimy, jaką moc ma krzyż i co znaczy krzyż w życiu człowieka. Większość osób, które głosowały, nie chodzi do kościoła, ale krzyż szanują i można powiedzieć, że gdyby trzeba było, oddali by również życie.

Karol Lipiński OMI

Zobacz także
Wasze komentarze