PAP/Abaca

Bez łańcuchów i kajdan [MISYJNE DROGI]

9 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Zmieniły się czasy. Inna jest rzeczywistość. Niewolnictwo pozostało. Pomimo rozwoju cywilizacyjnego i następujących wraz z nim przemian społecznych, niewolników jest znacznie więcej niż kiedykolwiek w historii.

Niewolnictwo to problem, który dotyka ponad 40 milionów ludzi na całym świecie. Gdy do osób pozbawionych wolności dodamy też tych, którzy mają gdzie mieszkać, ale pracują przez cały dzień za mniej niż półtora dolara (współczynnik, który ustaliło ONZ), to okaże się, że na świecie żyje prawie miliard niewolników. Niewolnictwo nie zakończyło się wraz z abolicją w XIX w. Trwa nadal
i ciągle prowadzi do ludzkiej krzywdy, szczególnie w krajach misyjnych.

Początek bez końca

Historia niewolnictwa jest tak samo długa jak historia ludzkości. Na różnych etapach rozwoju społeczeństw były one hierarchicznie podzielone. Na najniższym poziomie znajdowali się zazwyczaj pozbawieni praw, będący własnością swoich panów, zmuszani do katorżniczej pracy niewolnicy. Szczególną uwagę należy zwrócić właśnie na pojęcie własności. Niewolnicy nie tylko stanowili majątek, ale może i przede wszystkim służyli do jego nabywania przez wykonywanie pracy do której byli zmuszani. To dzięki ich cierpieniu i wysiłkowi jesteśmy w stanie podziwiać egipskie piramidy czy rzymskie Koloseum. Nadzieję na zmianę przyniósł wiek XVIII i rozwój ruchu abolicjonistów, domagających się zniesienia niewolnictwa. Walka o abolicję była trudna i poprzedzona czteroletnią wojną secesyjną. Niestety, niewolnictwo nadal w wielu regionach świata to kwitnący biznes.

fot. PAP/Abaca

Oblicza zniewolenia

Niewolnictwo nie jest procederem jednolitym. Posiada kilka swoich form. Praktyka pokazuje, że także i one nie pozostają zupełnie proste do zidentyfikowania. Najczęściej mamy do czynienia ze zmuszaniem do niewolniczej pracy i do świadczenia usług seksualnych. Nadal niewolnikiem można się po prostu urodzić lub się nim stać. Wiele osób, które już jako dzieci zostały poddane zniewoleniu, teraz posiada własne potomstwo. I te dzieci od najmłodszych lat wykonują najstraszniejsze zadania i pozbawione są wolności. Kobiety są sprzedawane i zmuszane do małżeństw, dzieci sprzedawane są do walki zbrojnej, kwitnie też handel organami. W 142 krajach na świecie każdego dnia kolejni ludzie tracą zdolność do samodecydowania. Bo taką jego formą jest niemożliwość
zmiany sposobu życia i konieczność pracy za głodowe racje, mniejsze niż 1,5 $ – szyjąc ubrania dla wielkich korporacji w Pakistanie i Indiach, pracując na plantacjach kawy i herbaty w Bangladeszu czy Brazylii, a także w kopalniach.

Towar taki sam jak wszystkie

Czy można kupić człowieka? Oczywiście. Nie istnieją już otwarte giełdy niewolników – jak w południowych stanach USA jeszcze pod koniec XIX w. czy w Afryce i Oceanii. Mimo to handel
ludźmi jest wciąż powszechnym procederem. Można powiedzieć, że robi się to bardziej „cywilizowanie”. Najczęściej problem handlu ludźmi dotyczy państw najbiedniejszych i odbywa się
przy użyciu podstępu. Sam z siebie nikt nie powiedziałby: „Sprzedajcie mnie”. Handlarze ludźmi znajdują osoby będące w sytuacji granicznej – mające schorowanych bliskich czy żyjące
w skrajnej biedzie. Proponują im pomoc np. wyjazd za granicę, a następnie kierują wprost do domów publicznych czy obozów pracy. Tak było z Nadzieją pochodzącą z Mozambiku: „Kiedy miałam 16 lat, kobieta, która zapewniła mi i całej mojej rodzinie wyżywienie na najbliższy czas, zaproponowała mi wyjazd do pracy do Libii. Kiedy tylko się tam dostałam, z lotniska odebrał mnie mężczyzna, przyjaciel kobiety. Zabrał mnie do swojego domu, gdzie początkowo miałam mieszkać. Do czasu, kiedy nie znajdę pracy i własnego lokum. Poprosił mnie o dokumenty. Chciał zabrać je do jakiegoś urzędu, żeby tam zarejestrować mój przyjazd. Wydało mi się to dziwne, jednak zgodziłam się – w końcu jego przyjaciółka pomogła mi w trudnej chwili. Niestety, już nie dostałam ich z powrotem. Kiedy wrócił, pobił mnie i zgwałcił. Ten horror powtarzał się codziennie przez 4 miesiące. Nie mogłam uciec, bo trzymał mnie w piwnicy. Pewnego dnia, zupełnie wychudzona, zbiłam
szybę i wymknęłam się przez lufcik. Więcej nie pamiętam”. W Azji zdarza się, że biedne rodziny, aby mieć środki do życia, muszą sprzedać dziecko „na narządy”. W Afryce za to zmuszane są oddawać dzieci do armii rebelianckich. Przypadek Nadziei nie jest odosobniony. Handel ludźmi aż w 51% dotyczy właśnie kobiet! Kolejną grupą (28%) są dzieci (dziewczęta i chłopcy).


Z urodzenia podlegli

Jest ich ponad 10 mln. Aż tyle dzieci nigdy nie mogło być dziećmi… Od urodzenia, zamiast bawić się z rówieśnikami, pracują – jak dorośli. Ich praca to jednak nie zagrabianie liści, czy przynoszenie wody ze studni. To ciężka praca w kopalni czy na polu. Ale może być jeszcze gorzej. Dzieci są wykorzystywane także w konfliktach zbrojnych. 14-letni chłopiec ubierany jest w przydługi mundur i otrzymuje karabin – niewiele lżejszy od niego samego. Taka była rzeczywistość dwóch braci bliźniaków z Syrii – Josfea i Mehmeda. Jeszcze przed ukończeniem szesnastych urodzin do ich domu wtargnęła bojówka Państwa Islamskiego. Rodziców zastrzelono, a chłopaków zaciągnięto do służby – nie tylko wojskowej. Na polu walki Josef i Mehmed spędzili prawie rok, byli wojennymi kurierami. Widzieli tam mnóstwo zła, śmierć była tym najmniej przerażającym. Mieli szczęście, grupa, przy której służyli, została spacyfikowana przez tureckie wojska. Chłopcy trafili w bezpieczne miejsce. A co z dziewczynkami? Ich sytuacja nie jest lepsza. Są zmuszane do małżeństw, pracują jako zniewolona służba domowa, jako nałożnice żołnierzy, a nawet wciągane są w wir prostytucji. Badania UNICEF-u pokazują, że ponad 700 mln żyjących obecnie kobiet, zostało zmuszonych do zawarcia małżeństwa przed osiągnięciem pełnoletności. To proceder częsty w Afryce i Oceanii, rzadszy w biednych krajach azjatyckich. Tym wszystkim dzieciom odebrano dzieciństwo. Pozbawiono je niewinności. Nie miały czasu być dziećmi – od samego początku były
ofiarami brutalności świata.

Nie tylko Trzeci Świat

Problem współczesnego niewolnictwa nie dotyczy wyłącznie państw oddalonych tysiące kilometrów od „zachodniej cywilizacji”. Zmagamy się z nim także na naszym, europejskim podwórku Doskonałym przykładem jest tutaj Wielka Brytania, w której każdego roku szmuglowanych jak towar są dziesiątki tysięcy ludzi z Albanii, Wietnamu, Nigerii, Rumunii, a także z Polski. Mechanizm jest dość prosty. Osobie znajdującej się w potrzebie oferuje się dobrze płatną pracę. Wcześniej jednak musi zaciągnąć specjalny kredyt na opłacenie „wpisowego” dla pośrednika i kosztów podróży.
Takiej osobie zabiera się dokumenty i groźbami zmusza się ją do darmowej pracy na spłatę wcześniej zabranego kredytu. Ofiarą takiej działalności jest Marta. – W Polsce nie starczało mi do
pierwszego. W Internecie znalazłam ofertę pracy w Anglii. 2000 funtów jako pomoc domowa? Byłoby idealnie. Mogłabym w końcu spłacić kredyt i pójść normalnie z córeczką na zakupy. Nie
myślałam długo. Od znajomego pożyczyłam 3 tys. zł na transport i start. Na miejscu wszystko miało być gotowe – mieszkanie opłacone na miesiąc, bilet komunikacji miejskiej, żebym miała
jak dostać się do pracy. Niestety, zastałam tam jedynie piekło. Pracowałam wiele godzin dziennie bez wytchnienia sklejając ramki do zdjęć. Okazało się, że nie byłam jedyna. Uratowano mnie
niedługo po tym, jak jedna z dziewczyn, pracująca w innym domu, uciekła – opowiada kobieta. Marta miała wielkie szczęście. Nie tylko dlatego, że ją uratowano. Jej oprawców udało się doprowadzić przed wymiar sprawiedliwości. Taką szansę ma niespełna 1% współczesnych niewolników. Takie rzeczy czasem zdarzają się i w Polsce, tylko dotyczą Ukraińców, czy mieszkańców
azjatyckich państw byłego ZSRR.

Szczęśliwa niewolnica

Józefina Bakhita urodziła się w Sudanie. Jako młoda dziewczyna została porwana i sprzedana na targu niewolników. Paradoksalnie to właśnie wtedy uzyskała imię – Bakhita, co oznacza „szczęśliwa”. Józefina, po strasznych doświadczeniach związanych ze służbą u kolejnych właścicieli, trafiła w ręce włoskiego konsula przebywającego w Chartumie. Z powodu wybuchu powstania muzułmańskiego, Bakihta wraz z całą rodziną dyplomaty przedostała się do Włoch. Niedługo potem została podarowana innej włoskiej rodzinie, przyjaciołom konsula – Michelim. Tam znana ze swojego ciepła, cierpliwości i dobroci miała za zadanie opiekować się małą dziewczynką. Podczas jednego z wyjazdów Józefina trafiła do klasztoru sióstr kanosjanek. Wtedy też po raz pierwszy
usłyszała o Chrystusie, a od zarządcy rodziny, której służyła, otrzymała w prezencie krzyż. Józefina postanowiła sprzeciwić się dalszej służbie i wstąpiła do Zgromadzenia Córek Miłosierdzia i wraz ze zniesieniem we Włoszech niewolnictwa, otrzymała wolność i śluby zakonne. Jak napisała po latach: „To Pan wzbudził we mnie taką stanowczość, gdyż chciał mnie tylko dla siebie”. Józefina przebaczyła wszystkim swoim oprawcom. Zapytana kiedyś, co zrobiłaby, gdyby miała okazję raz jeszcze spotkać wszystkich tych, którzy wyrządzili jej krzywdę, odparła: „Uklękłabym, aby ucałować
ich ręce”. Bakhita do końca swoich dni nie skarżyła się na swoją przeszłość. Współcześnie dla wszystkich zniewolonych chrześcijan jest przykładem nadziei, wolności, przebaczania i nieustającej miłości. Wspomnienie św. Józefiny Bakhity obchodzimy 8 lutego. Jest to też Międzynarodowy Dzień Modlitwy i Refleksji na temat Walki z Handlem Ludźmi.


Kościół pomaga

Niewolnictwo to jeden z najstarszych procederów przestępczych na świecie. Odpowiedzią na to zjawisko było powstanie jako pierwszej organizacji międzynarodowej – Anti-Slavery International. Została założona na kanwie myśli abolicjonistów w 1839 r. Każdego roku, dzięki działaniu tej struktury, dowiadujemy się o kolejnych przypadkach ludzi dotkniętych niewolnictwem. Pomoc oferuje także Kościół, który przez pomaganie tym ludziom peryferii staje się coraz bardziej wiarygodny. Do realizacji tego celu powstała nawet Dykasteria ds. Integralnego Rozwoju Człowieka (w jej strukturach osobiście działa także sam papież Franciszek), która wraz z wyspecjalizowanymi organizacjami chrześcijańskimi zajmuje się zwalczaniem niewolnictwa. Jedną z nich jest chociażby powstała w 2009 roku i działająca w 72 krajach „Thalita Kum”. „Thalita Kum” – „dziewczynko, mówię ci, wstań”, właśnie te słowa z Ewangelii wg. św. Marka są mottem tej organizacji. Inspirują, aby działający w jej szeregach wolontariusze zawsze pomagali osobom będącym często na samym dnie podnieść się. Jest też Sieć Bakhita, czy „La Strada”. W zasadzie, każdy z misjonarzy
walczy z tym procederem, choć nie zawsze się to udaje. „Franciszkanom i jezuitom udało się obronić rdzennych mieszkańców Ameryki przed niewolnictwem i wyniszczeniem w czasie kolonizacji. Dzisiaj historia się powtarza i mamy do czynienia z nową falą kolonizacji. Już nie Korona Hiszpańska czy Portugalska, lecz wielkie korporacje międzynarodowe. Lecz cel jest ten sam: zysk i dobrobyt bogatych kosztem tych najbiedniejszych. Zmieniło się także to, że i my, franciszkanie lub jezuici, jesteśmy za słabi, aby bronić tych wśród których żyjemy i którzy traktują nas jak swoich braci” – pisze o. Kasper Kaproń OFMConv. Czy można ostatecznie poradzić sobie z problemem niewolnictwa i raz na zawsze zatrzymać karuzelę cierpienia? Choć jest to bardzo trudne, to nie jest to niewykonalne. Wszystko można osiągnąć poprzez wiarę w słuszność idei, za którą się podąża. To właśnie dzięki niej rocznie uwalnia się kilkadziesiąt tysięcy zniewolonych. W ich przypadku udaje się pokonać zło niewolnictwa, a dzięki wierze i działaniu uratowanych może być więcej.

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Wykup prenumeratę<<<

Zobacz także
Wasze komentarze