Białoruś. Białoruski latarnik [MISYJNE DROGI]

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Wszyscy misjonarze zgromadzili się w Mińsku na Białorusi, by uczcić oblackie święto Zatwierdzenia Konstytucji i Reguł przez Stolicę Apostolską. Stało się to 17 II 1826 r. i dzień ten jest obchodzony jako dzień powstania Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Spotkaliśmy się również po to, aby wyrazić wdzięczność naszemu seniorowi, osiemdziesięcioletniemu
o. Leonowi Witkowi, za 20 lat posługi na Białorusi. Gorliwy oblat opuścił ten kraj z powodu odmowy w y d a n i a wizy. Wdzięczni jesteśmy Opatrzności Bożej za obecność oblatów na białoruskiej
ziemi. W 1992 r., kiedy tylko otwarły się granice dla kapłanów, przyjechał tu najpierw o. Kazimierz Jędrzejczak, a dwa lata później o. Leon. Tak powstała pierwsza powojenna wspólnota oblatów
na Białorusi. O. Leon Witek przez wszystkie lata pobytu na Białorusi pracował w jednej parafii – w Balli Kościelnej po wojnie przemianowanej na Zareczankę, aby nie używać przymiotnika: Kościelna. Posługa o. Leona była prosta i nie narzucająca się. Podobnie jak latarnik z noweli Henryka Sienkiewicza, wyrwany z rytmu dotychczasowego życia osiadł w nowym miejscu, aby codziennie zapalać mały płomień w ludzkich sercach. Rzeczywiście posługa o. Leona była cicha i bez większego rozgłosu. Nawet oblaci mieli trudności z nazwaniem parafii, w której żył. Jednak ciągle był obecny dla tych, do których został posłany. Można powiedzieć, że pracował jak zwykły proboszcz. Nigdy nie wyjeżdżał na długo. Jego codzienna obecność była potrzebna zarówno prostym ludziom – parafianom z wioski, jak też klerykom z grodzieńskiego seminarium, którym służył jako spowiednik i ojciec duchowny. W tej prostej posłudze był szczęśliwy. Był radosny i cieszył się z każdego spotkania. Była to Boża radość, która promieniowała i udzielała się innym. Sekret jego skuteczności bierze się z tego, że przede wszystkim był obecny przed Bogiem i dla Niego. Ludzie wspominali, że kiedy nie zastali o. Leona na plebanii, wówczas szli do kościoła, gdzie często adorował Najświętszy Sakrament. Dlatego owoce jego pracy misyjnej i duszpasterskiej
można było poznać na niedzielnej Mszy św., kiedy ustawiały się kolejki do konfesjonału, a rozmodlony i rozśpiewany lud aktywnie włączał się w liturgię, pomimo że nie było organisty.


Msza św. pożegnalna w parafii była niezwykłym wydarzeniem nawet dla ks. biskupa Aleksandra Kaszkiewicza, który zaskoczony był tak liczną obecnością wiernych. Łzy z oczu ocierali nie tylko dorośli, ale młodzież i dzieci. To zadziwiające, jak starszy, nieprzebojowy kapłan może być ceniony wśród młodzieży za swoje poświęcenie. Na Białorusi widać wdzierający się nowoczesny styl życia. Porządek i pomalowane na kolorowo ściany pokomunistycznych budynków robią wrażenie nawet na turystach z zachodniej Europy. Ludzie tu są rozdarci pomiędzy praktycznym materializmem, który ma być odpowiedzią na wszystkie głody duszy i ciała, a poszukiwaniem Boga, który ma spełnić te oczekiwania. Odmowa wydania wizy o. Leonowi nie jest problemem dla niego, bo ze swoją gorliwością i zaangażowaniem odnajdzie się bez problemu w każdym polskim domu oblackim. Jednak ta tendencja wyrzucania kapłanów potwierdza szerszą regułę, że w środowisku pozbawionym wiary i wartości duchowych trzeba pozbyć się osób niewygodnych.

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Wykup prenumeratę<<<

Zobacz także
Wasze komentarze