Droga krzyżowa w Mongolii

1 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

W sobotę 8 kwietnia, jak co roku, wyruszyliśmy z wiernymi Mongołami na drogę męki Jezusa. Tradycją się stało, że rozważamy kolejne stacje Drogi Krzyżowej, wchodząc na szczyt góry.

Bierzemy ze sobą krzyż, zupełnie nieporównywalny z tym, który niósł Jezus, znacznie mniejszy i lżejszy. Jednak kolejno zmieniając się przy wnoszeniu go, odczuwamy, że musiał być to ciężar ponad siły umęczonego Pana. 

Zazwyczaj kwiecień w Mongolii jest bardzo zimny, temperatury są ujemne, jest wietrznie i leży śnieg. Na zdjęciach z ubiegłego roku mamy na sobie futrzane czapki, wełniane szale i grube rękawice. Tym razem pogoda zaskoczyła nas mile: było wręcz wiosennie.  

W Drodze Krzyżowej wzięło udział około czterdziestu osób. Już od kilku lat wiernie towarzyszą nam trzy starsze panie. Choć jest to dla nich duży trud, podejmują go ze względu na Jezusa. Tym razem po raz pierwszy wyruszyli również dwaj starsi panowie, którzy maja problemy z chodzeniem, jeden o lasce. Bardzo poruszający widok. 

Wchodząc na górę zatrzymywaliśmy się, rozważaliśmy kolejne stacje, pamiętając, że Chrystus umarł za każdego z nas osobiście, za każdy najmniejszy zły czyn. Tak więc, aby wyrazić nasze pragnienie zerwania z grzechem, zbieraliśmy kamienie, które po dotarciu na szczyt złożyliśmy u stóp krzyża. 

Ten dzień, wigilia Niedzieli Palmowej każdego roku, jest dla mnie bardzo ważnym wydarzeniem. Widzę skupienie na twarzach młodych i starszych, którzy rozmyślają nad każdym upadkiem, nad bólem, nad samotnością Chrystusa, który ofiarował to wszystko za nas, abyśmy nie zginęli, ale mieli życie wieczne.  

Wierzę, że ta Droga Krzyżowa w surowych mongolskich górach pomaga Mongołom lepiej zrozumieć i przyjąć nieskończoną miłość naszego Zbawiciela. 

Galeria (11 zdjęć)
Droga krzyżowa w Mongolii
6 (100%) 2 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze