Fot. arch. ks. Witold Lesner

Pierwsza komunia, kryzys i dolary

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Mijają kolejne tygodnie przeżywane w cieniu koronawirusa. Kuba powoli zmniejsza ograniczenia, co pozwala na organizowanie na nowo życia religijnego, ale największym problemem wciąż jest brak odpowiedniej ilości żywności i lekarstw.

Okazało się, że na Kubie zagrożenie coronawirusem nie było i nie jest zbyt duże. Chociaż wciąż pojawiają się nowe przypadki zachorowań, to właściwie ogranicza się to obecnie tylko do samej Hawany i okolic. Nowymi zakażonymi są wyłącznie Kubańczycy, którzy wracają do kraju i ewentualnie ich rodziny. Służby sanitarne i medyczne od samego początku działają bardzo sprawnie, a obywatele przyzwyczajeni do nieznoszących sprzeciwu decyzji władz, bez większego problemu stosują się do wprowadzanych ograniczeń.

>>> Miłosierdzie dla świata całego

W ostatnim tygodniu na terytorium Kuby (z wyjątkiem miasta Hawana) wprowadzono już ostatni z trzystopniowego programu wychodzenia ze stanu zagrożenia epidemiologicznego. Oczekiwana jest jeszcze jedna decyzja, która oficjalnie zniesie ostatnie ograniczenia i tylko ze względu na stolicę jeszcze tego nie zrobiono.

Fot. arch. ks. Witold Lesner

Święto Eucharystii

To łagodzenie restrykcji pozwoliło nam m.in. na zorganizowanie Pierwszej Komunii Świętej w miejscowości Santa Rita. Ceremonia był zaplanowana już na początek kwietnia, ale jednak aż do teraz nie mogliśmy jej zrobić. Kościoły, z wyjątkiem parafialnych pozostawały zamknięte przez trzy miesiące, nie organizowało się też żadnych działań duszpasterskich. Jednak powoli wracamy do normalności.

>>> Na Kubie powstało pierwsze radio katolickie

Ostatecznie 25 lipca siedem osób: troje dzieci i czworo dorosłych po raz pierwszy przyjęło Jezusa Eucharystycznego. Po kilkumiesięcznym przygotowaniu, egzaminie sprawdzającym wiedzę i spowiedzi św. cała siódemka z radością w pełni uczestniczyła we Mszy św. Po kilkuletniej przerwie pierwszy raz tak duża grupa miała okazję przeżyć taką uroczystość w tej niewielkiej miejscowości. To pozwoliło również zmobilizować i inne osoby do włączenia się w przygotowania. Pięknie przystrojony kościół, przygotowany program artystyczny, poczęstunek dla uczestników uroczystości, a także sama liturgia podnosiły na duchu i dawały nadzieję na przyszłość. Już tuż po Mszy św. kilka osób podeszło do mnie z prośbą o przygotowanie ich czy to do chrztu, czy spowiedzi i komunii świętej. Jest pragnienie, jest więc i nadzieja na przyszłość. Było pięknie!

Fot. arch. ks. Witold Lesner

Braki, braki i dziwactwa

Chociaż zagrożenia koronowirusem nie za zbyt wielkiego na naszej pięknej wyspie, to jednak wciąż wielkim problemem jest zaopatrzenie w nawet najbardziej podstawowe środki do życia. Po chleb w naszym mieście kolejka ustawia się już od godz. 21 dnia poprzedniego (od 7 rano zaczyna się sprzedaż). Ostatnio w sklepach pojawiły się olej czy kurczaki… również i w tym przypadku kolejki widać cały czas. Władze próbują jakoś łatać dziury w systemie m.in. sprzedając żywność i środki czystości z zamkniętych hoteli. W naszym regionie z kilkunastu hoteli otwarte są tylko dwa.

Od dwóch tygodni powstał też nowy rodzaj sklepów – porównać je można do naszych dawnych Pewex-ów. Sprzedawane są w nich towary z zagranicy i płacić można tam jedynie kartami płatniczymi, bankowymi i tylko walutą zagraniczną. Nie można płacić gotówką. Ten system ekonomicznie podzielił społeczeństwo: kto nie ma dolarów nie może zrobić zakupów w tych sklepach, a w innych jest mało co.

>>> Kuba. Radość z powołań [MISYJNE DROGI]

Tragikomiczne jest to, że władze kubańskie wprowadziły walutę amerykańską – swojego długoletniego, zdeklarowanego wroga – jako oficjalną na swoim terytorium. A zupełnie tragiczne to, że sprzedawane po zawyżonych cenach towary, na Kubę trafiły jako zagraniczna pomoc dla najbardziej potrzebujących… To, co miało więc pomóc biednym, zepchnęło ich na zupełny margines społeczny, a rodziny, które mają krewnych za granicą teoretycznie mogą żyć spokojniej. Ot, dziwaczna sprawiedliwość władzy i zatroskanie socjalne w jakby nie było socjalistycznym kraju! Prezydent Kuby wyraził jednak optymizm, że kryzys nie jest tak straszny, bo zawsze są jakieś owoce i warzywa, a kto ma limonki temu głód nie zagrozi, bo „limonka jest podstawą całego wyżywienia”.

Fot. arch. ks. Witold Lesner

Bezradność

Coraz więcej ludzi przychodzi do Kościoła prosząc o pomoc, o lekarstwa, o środku czystości… Wiele kobiet obcięło włosy, bo nie ma szamponu, a kostka mydła jest okazją do świętowania… Krążą przepisy jak zrobić szampon czy mydło z płynu do naczyń, miodu, soli i jakichś ziół. Na wagę złota są witaminy, środki przeciwbólowe, a najbardziej antybiotyki.

I nie bardzo można temu zaradzić. Póki co nawet paczki z Polski przysłać nie ma jak. Czekamy więc, na… jakąś zmianę. Cud!

Proszę o modlitwę i bardzo dziękuję za dotychczasową. Bóg zapłać!

Zobacz także
Wasze komentarze