bp Janocha Kościół rozwija się w napięciu wywiad misyjne pl

fot. misyjne.pl

Bp Michał Janocha: „Kościół rozwija się w napięciu” [ROZMOWA]

9 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Biskup pomocniczy archidiecezji warszawskiej  Michał Janocha mówi o Kościele w fazie embrionalnej. O Kościele, który za często określa się „oni”, a za rzadko „my”. O młodych w Kościele i spotkaniach z nimi. I rozdaje „pstryczki” naszemu dziennikarzowi.  

Maciej Kluczka (misyjne.pl): Jak znawca sztuki, historii sztuki, także tej sakralnej patrzy na katastrofę katedry Notre Dame? Znak czasów, palec Boży, jak chcą widzieć niektórzy, czy po prostu wieloletnie ludzkie zaniedbania? Czy jeszcze coś innego? 

Bp Michał Janocha: (biskup pomocniczy archidiecezji warszawskiej, profesor i wykładowca historii sztuki): Przyczyny nie znam. Znak – na pewno. Katedra Notre Dame to metafora Kościoła, metafora Europy. Kościół płonie i Europa płonie już od dawna. „Niebo w płomieniach” – pisał Jan Parandowski. Czy to będzie Feniks, który wstaje z popiołów? Nie mamy prostych odpowiedzi, ale wierzymy w Zmartwychwstanie. Całe życie jest nieustanną Paschą.

bp Janocha Kościół rozwija się w napięciu wywiad misyjne pl

Zdjęcie: bp Michał Janocha, fot. misyjne.pl

Z Paryża przenieśmy się do Polski i do Warszawy. Niedługo miną cztery lata, odkąd jest Ksiądz biskupem pomocniczym archidiecezji warszawskiej. Czy są jakieś rzeczy, sytuacje, zadania, które Księdza w tej roli zaskoczyły? Może techniczne, logistyczne, a może jakieś wyzwania duszpasterskie?  

Głębiej poznaję Kościół w jego szerokich wymiarach. Liczba, gęstość spotkań i kontaktów jest większa niż kiedyś. W miarę poznawania tego Kościoła, ludzi, środowisk coraz bardziej zdumiewam się Jego bogactwem i tajemnicą.  

Tych środowisk jest dużo?  

Wizytacje parafii zabierają biskupowi sporą część czasu: od przedszkoli do domów opieki, od więzień po cmentarze. A zatem całe spektrum ludzkich spraw i problemów. Spotkania ze wspólnotami kościelnymi dają bardzo ciekawy obraz. A z drugiej strony – jako wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim – mam obraz, jakiego nie miałbym nigdy jako biskup. To obraz studentów, którzy przychodzą na studia. Na pierwszym roku zdecydowana większość Kościoła nie zna, duża część nie chce mieć z nim nic wspólnego. To pokazuje skalę problemów i tempo zmian.  

 

Cenne spotkania  z młodymi 

 

Ksiądz Biskup wykłada historię sztuki. Czy ze swoimi studentami próbuje Ksiądz wchodzić w relacje inne niż tylko te, które wyznacza rola nauczyciela akademickiego? Jest na to czas? Jest na to ochota obu stron? 

Uniwersytet stwarza pewną sytuację dydaktyczną, relację student – profesor. Mam z nimi zajęcia przez dwa lata, a to dość czasu, by poznać się z różnych stron, by rozmawiać. Oni też mają czas i szansę, by się z tą sytuacją oswoić. Dla wielu z nich to jest pierwszy kontakt z osobą w sutannie, niekiedy pierwszy taki kontakt w ich życiu.  

Podchodzą do Księdza jak „do jeża” a później się przełamują? Relacje zaczynają się zawiązywać?  

Widzę jak to się zmienia. Ja mam szanse lepiej poznać świat, w którym żyją a oni mnie i mój świat. To są wzajemne odkrycia i ja sobie to bardzo cenię.  

Zdjęcie: metro warszawskie, fot. PAP

 

Wielkie miasto – tygiel idei  

 

Zapytam o Warszawę – to wielkie miasto, do którego napływa wiele ludzi z innych stron kraju, ale także z zagranicy. Mamy wielką mniejszość, ukraińską, chyba powoli docenianą i zauważoną przez Kościół. Świat jest szybki, niestabilny. Młodzi to wyzwanie?  

Jeśli chodzi o Ukraińców – szacujemy, że jest ich w Warszawie kilkaset tysięcy. Część to katolicy, w tym przede wszystkim grekokatolicy. W naszej diecezji jest pięć miejsc modlitwy, gdzie posługują księża obrządku bizantyjskiego, odprawiają liturgię dla ich wspólnot. Raz w miesiącu u dominikanów na Freta odprawiana jest msza dla rzymskich katolików z Ukrainy [o tej inicjatywie już niedługo na naszym portalu – przyp. red.] Szerszy problem i wyzwanie, który dotyka pana pytanie, to młodzież generalnie. Wielkie miasto to tygiel, w którym się ścierają wszystkie współczesne idee, to wszystko, czym człowiek dziś żyje. Czy tego chcemy, czy nie – to tutaj kształtuje się przyszłość. Przyglądanie się tym procesom, które się tu dzieją, ma charakter diagnostyczny, dla przyszłości – to poziom teoretyczny. Z kolei na poziomie praktycznym z tej diagnozy będzie wynikać kształt duszpasterstwa. Jesteśmy świadkiem ogromnego przyspieszenia historii, za którym, szczerze mówiąc, nie nadążamy. Pozostaje więc pytanie i zadanie: jak docierać z Ewangelią do zmieniającego się świata, mówiąc jego językiem, a pozostając wiernym całemu dziedzictwu tradycji, z której wyrastamy. Krótko mówiąc: jak łączyć stare i nowe jak mądry włodarz ewangeliczny.  

 

Kosmos i eon  

 

Kościół ma te narzędzia? Ma te formy? Używa ich? Kościół jest zawsze w konflikcie – „nie jest z tego świata”, ale żyje w tym świecie, z tym światem musi wejść w dialog, niekiedy w spór.   

Użył pan pojęcia „świat” i tu jest kwestia newralgiczna. W Biblii to słowo występuje w dwóch znaczenia: „kosmos” i „eon”. Z jednej strony mamy świat stworzony przez Boga, który jest piękny: to komnata zaślubin. Z drugiej strony „eon” – duch świata, który sprzeciwia się Ewangelii i Bogu. A my używamy jednego słowa do tych dwóch rzeczywistości, które się ze sobą łączą. Z jednej strony Kościół ma być w świecie i Bóg przyszedł zbawić świat, a z drugiej strony – to co mówił Franciszek o „mondanità”, o światowości. Temu Kościół powinien się przeciwstawić, z tym Kościół musi się nieustannie zmagać. O ile Kościół przedsoborowy bardzo mocno podkreślał ten konflikt, to dzisiaj czasami tracimy wrażliwość na wymiar świata, który jest światem upadłym, który jest antytezą Ewangelii. Czasami przeakcentujemy wymiar świata, którego jesteśmy cząstką. Rozeznawanie tych dwóch rzeczy, „dwóch światów” jest jednym z najważniejszych zadań również duszpasterskich. A jeśli chodzi o formę? Marshall napisał kiedyś, że Kościół jest spóźnioną o wieki machiną łaski. Jesteśmy w sensie instytucjonalnym bardzo tradycjonalistyczni, często nie nadążamy za przemianami. Stąd pytanie – co zmieniać, w jakim kierunku iść, jak odczytywać rzeczywistość. 

Zdjęcie: panorama Starego Miasta w Warszawie

 

Pokusa doraźnego patrzenia  

 

Wiele emocji, dyskusji, pytań wzbudza kierunek, który obrał papież jeśli chodzi o reformę struktur kościelnych. To pomysł papieża, by Kościół był bardziej zdecentralizowany, bardziej lokalny. Niektórzy widzą w tym wielkie zagrożenie, inni – wielką nadzieją.  

Zbyt często ulegamy pokusie patrzenia na Kościół w perspektywie doraźnej i – przepraszam, że to przy Panu powiem – dziennikarskiej. Powinniśmy patrzeć w perspektywie dwóch tysięcy lat. Cała historia Kościoła jest napięciem – między hierarchią a charyzmatem, pomiędzy literą a duchem – przy czym jedno i drugie jest niezbędne. W tym napięciu Kościół się rozwija. Franciszek idzie mocno w kierunku ducha. W Kościele zawsze było i zawsze jest napięcie między centralizmem z papieżem na czele a kolegialnością. To napięcie jest twórcze i nie może zniknąć. Przeżywamy kolejny jego etap. Tak to widzę. 

Franciszek chce też ograniczyć klerykalizację Kościoła.  

To zadanie, które nam zadał Sobór Watykański II i z którego – szczerze mówiąc – kiepsko się wywiązujemy i znowu… pstryczek w Pana stronę. Niestety media, od lewej do prawej strony, także katolickie, przyczyniają się do klerykalizacji już na poziomie języka.  Mówiąc „Kościół”… 

…mówimy i myślimy: „oni?” 

Otóż to – czyli papież i biskupi! Kiedyś zapytano jednego mądrego kapłana: „co Kościół myśli o Harrym Potterze?” A on odpowiedział: „Kościół nic nie myśli. Kim jest Harry Potter, żeby Kościół miał o nim coś myśleć? Kościół to miliony wiernych”.

Zdjęcie: brama kurii warszawskiej, fot. misyjne.pl

I jak wiemy z ostatnich wydarzeń – w Kościele różnie o Potterze myślimy. Niektórzy bardzo radykalnie, inni niekoniecznie.   

Ognisko, o którym Pan myśli, jest oczywiście głupotą (tamten ksiądz już za to przeprosił), ale nie mniejszą głupotą jest medialne rozdmuchiwanie tego ogniska i mówienie: „patrzcie, taki jest Kościół”. Wyobraźmy sobie, że organizatorem ogniska nie jest ksiądz, tylko artysta, i że pali w nim nie to, co pali, ale na przykład książki katolickie. Wielu z tych którzy (słusznie) krytykują dziś ognisko księdza, stanęłoby w obronie ogniska artysty w imię wolności sztuki…  

Wrócę do form religijności. Może Ksiądz Biskup widział plakaty na mieście, w przedsionkach kościołów. W czasie Wielkiego Postu mieliśmy zaproszenia na Ekstremalne Drogi Krzyżowe, na „gorączki piątkowej nocy”, czyli wielkopostne czuwania połączone z sakramentem spowiedzi. To widać też w internecie: artykuły coraz częściej mają krzykliwy epitet: „mocna rozmowa”, „ważne świadectwo”, „wstrząsające wyznanie”.  Potrzebujemy silnych doznań? Także w naszej religijności? Czy to droga, która może być ryzykowna?  

Mówimy tu o języku i formie. Te rzeczy nie są błahe, ale istotniejsze jest to, co za tym stoi. Jeśli jest za tym głębokie doświadczenie drogi krzyżowej, adoracji, spowiedzi – to o to chodzi. Chodzi o to, by człowiek przez sakramenty, formy pobożności (wypracowane przez wieki) odkrył prawdę o Bogu, o sobie i o świecie. Mówimy o pewnej zmianie języka. Ja mam do niej pewien dystans, choć idea, która za tym stoi, jest jak najbardziej ewangeliczna.  

 

Kościół w fazie embrionalnej  

 

W dniach świątecznych często pytamy o to, jaka jest przyszłość Kościoła. W ostatnich miesiącach dużym zainteresowaniem cieszył się zbiór przemyśleń Benedykta XVI z czasów, gdy papieżem jeszcze nie był (zbiór artykułów „Przyszłość wiary”). To nie jest wizja nowa, ale na nowo odkryta. Kardynał Ratzinger przewiduje w nich Kościół katolicki, który już nie jest masowy, nie jest tak liczny, ale który wraca do korzeni, odradza się, jest elitarny, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. W skrócie: mniejsza ilość, większa jakość. To prawdopodobna wizja?  

Kiedy kardynał Ratzinger wypowiedział te słowa po raz pierwszy, w latach sześćdziesiątych, mówił to z perspektywy doświadczeń niemieckich. Dla nas, w Polsce, to był szok, pewna egzotyka. Po latach widać  jednak, że to było profetyczne, w tym kierunku Kościół idzie. Ci, którzy Kościoła nie lubią, mówią, że on już się kończy, a mnie się wydaje, że Kościół się ciągle zaczyna, że jesteśmy w okresie embrionalnym. Kościół zaczyna się za każdym razem, gdy człowiek otwiera się na tajemnicę życia, na światło, na coś, co go przekracza. To jest początek drogi ku Bogu, Trójcy Świętej. Kościół rodzi się ciągle na nowo. 

para w kościele

fot. cathopic.com

 

Jak Żydzi na pustyni   

 

Wielki Post wymaga nawrócenia, pracy nad sobą. Polscy biskupi apelowali ostatnio o dialog między Polakami, są zaniepokojeni sporem politycznym i społecznym, który nas dzieli, i to bardzo głęboko. Czy to nie paradoks, że w kraju katolickim ciągle musimy zabiegać o podstawowy dialog społeczny, by nie podzielić się na dwa wrogie plemiona? Czy to nie smutne? Czy może taki jest świat – „eon”, o którym Ksiądz Biskup mówił wcześniej?  

Polaryzacja stanowisk, zwłaszcza w kwestii sympatii politycznych, poszła bardzo daleko. To jest sytuacja alarmująca. Z drugiej strony mam nadzieję, że ten wymiar (choć jest bardzo poważny) nie jest wymiarem najgłębszym i że fundament, który nas łączy, jest większy i trwalszy i że te mury, które tak cierpliwie wznosimy cegła po cegle, nie sięgają nieba. Zadaję sobie tylko pytanie, co jest potrzebne, by to zobaczyć. Czy trzeba wojny, żebyśmy zobaczyli, że stoimy po jednej stronie? Czy trzeba nieszczęścia, byśmy się ocknęli?  

Jedną z naszych „narodowych cech” jest to, że łączymy się w obliczu zagrożenia, problemów.  

Z drugiej strony to generalny człowieczy paradygmat – proszę popatrzeć na historię Izraela. Nie mamy żadnych sygnałów biblijnych, by Żydzi kłóci się między sobą, gdy byli w Egipcie, w niewoli. Bunt przeciw Mojżeszowi zaczyna się wtedy, gdy są na pustyni, gdy idą ku wolności. Wolność jest trudniejsza niż niewola.  

Fot. Domena Publiczna

 

Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze