Fot. Biuro prasowe - Best Film

Fot. Biuro prasowe – Best Film

Bracia chcą uratować rodzinę. Muszą pokonać 500 mil [RECENZJA]

Od 4 września w kinach będzie można oglądać film „500 mil”. To historia niezwykłej podróży, w którą wyrusza dwóch braci. By spotkać dawno niewidzianego dziadka muszą pokonać ok. 500 mil, czyli ponad 800 kilometrów – z Anglii do Irlandii. Ich podróż to szansa na uzdrowienie dla całej rodziny.

Film Morgana Matthewsa, który w polskich kinach pojawi się 4 września, to ekranizacja książki „Charlie and me” Marka Lowery’ego. Przyznam, że nie miałem okazji zapoznać się z książką, dlatego wszystkie wydarzenia filmowe były dla mnie zaskoczeniem. A ten kameralny, rodzinny dramat wielokrotnie potrafi zaskoczyć. I wzbudza w widzach wiele emocji – od wzruszenia, przez smutek, po ukojenie i nadzieję. Mną ten film wstrząsnął i bardzo mnie też poruszył.  

>>> „Dopłyną czy nie – płacą tyle samo” [RECENZJA]

Fot. Biuro prasowe - Best Film
Fot. Biuro prasowe – Best Film

Mrok nad rodziną

Finn i Charlie to bracia. Mieszkają z rodzicami w Anglii. Młodszy, Charlie, w dzieciństwie był chorowity. Chłopcy dawniej sporą część wakacji spędzali u dziadka w Irlandii. Teraz ich rodzinę spowija jakiś mrok – rodzice chłopaków nie utrzymują kontaktu z dziadkiem. Stało się coś, przez co John stracił zaufanie swojej córki i jej męża. Przez brak kontaktu z rodzinę mężczyzna gorzknieje. Widać, że starszy już człowiek gaśnie, że brakuje mu sensu życia. Przecież siłę do zmagania z codziennością czerpał z kontaktu z rodziną, z wnukami. Ale i w domu Finna i Charliego nie dzieje się najlepiej. Rodzice nie mogą się porozumieć, są bliscy rozstania. A chłopcy wspominają dawne chwile spędzane z dziadkiem – czas dla nich szczęśliwy Postanawiają więc wyruszyć do dziadka, by uzdrowić rodzinę, a nowo ją poskładać. Nastoletni Finn zabiera kilkuletniego Charliego w podróż – a do pokonania mają tytułowe 500 mil, czyli ok. 805 kilometrów. Po drodze poznają Kait, sympatyczną, uliczną gitarzystkę i buntowniczkę, która pomoże im dotrzeć do celu. „Ucieczka” braci będzie mocnym sygnałem dla ich rodziców. Będą musieli ruszyć w ich kierunku – i skonfrontować się ze sobą wzajemnie.

Film o sile rodziny

Równolegle do właściwej historii zaglądamy też w przeszłość. Od początku filmu bowiem kluczową kwestią jest to, co oddaliło Johna od reszty rodziny, zwłaszcza od córki i zięcia. Przyglądamy się zwłaszcza jednemu ze spotkań wnuków z dziadkiem. Poznajemy też babcię, żonę Johna, która zmaga się z demencją. Składamy kolejne fragmenty tej układanki, odkrywając prawdę, która nami ostatecznie wstrząśnie. I choć jest to dramat rodzinny, to twórcy sięgnęli po kilka chwytów znanych z kina kryminalnego, dzięki czemu widz jest wciąż zaintrygowany. Zadajemy sobie kolejne pytania – co się tak naprawdę wydarzyło – i szukamy na nie odpowiedzi. „Ucieczka” braci to pretekst do filmowej opowieści o głębokiej traumie, o bólu, ale i o zdrowieniu. O łączeniu rodziny – bo na tym najbardziej zależy chłopcom. Ból i smutek w tym filmie dotyka wszystkich. Ale siła jest po stronie tych, którzy mają w sobie nadzieję. Największe jej zasoby tkwią chyba w Kait, która wykazuje się postawą wspierającą i słuchającą. To obca dziewczyna w dużej mierze pomoże oczyścić rodzinę – i wyznaczyć jej nową drogę. Film Matthewsa pokazuje, że każdy dramat trzeba w końcu zostawić za sobą – i pójść do przodu. I choć są oczywiście rany, o których nigdy nie zapomnimy, które zawsze będą bolały – to kluczowe jest przebaczenie i pójście do przodu. To film o potrzebie rodzinnej bliskości. Jeśli została nadszarpnięta – to trzeba ją odbudować. W tym obrazie najwięcej biorą na siebie najmłodsi – choć sami też dźwigają ogromny ciężar. Nie da się ukryć, że jest to obraz bardzo emocjonalny i wzruszający. Smutny. Ale też dający nadzieję i mający wiele momentów przełamania. Widz po seansie nie ma być zrozpaczony, ale oczyszczony. Dlatego, choć może i zapłaczecie, to też nieraz zaśmiejecie się. Jest tu sporo scen, które mają nas rozpogodzić, dać nadzieję, przełamać ogólną wymowę filmu. Ostatecznie jest to bowiem opowieść pokrzepiająca – i pokazującą siłę rodziny.

Fot. Biuro prasowe - Best Film
Fot. Biuro prasowe – Best Film

Droga

Bardzo lubię kino drogi i nie pamiętam, bym trafił na zły film z tego gatunku. Również „500 mil” to bardzo dobra opowieść o drodze, którą przemierza dwóch braci. Ale tę drogę pokonuje też Kait, są na niej też rodzice chłopaków. I oczywiście – po pokonaniu tej drogi w bohaterach coś się na zawsze zmieni. Ale jest to też opowieść o drodze do uzdrowienia rodziny. Siłą tego filmu są dobrze napisane postaci. Zwłaszcza główny bohater – Finn – jest wielowymiarowy. Z każdą kolejna minutą filmu jego postać nabiera głębi i coraz lepiej rozumiemy jego motywację. Interesujący jest także wątek rodziców, którzy – poza wieloma innymi problemami – zmagają się z jedną z największych bolączek współczesności – ze wzajemnym niezrozumieniem. Nie potrafią ze sobą rozmawiać, wzajemne żale przysłaniają im miłość, która nadal się w nich tli. Dziadek John to zaś człowiek gasnący, pogodzony z tym, co przyniósł mu los. Swoje demony na barkach niesie też Kait – a jednak ma w sobie mnóstwo siły, by pomóc braciom i ich rodzinie. Wreszcie, jest też mały Charlie, którego wszędzie pełno. Początkowo nawet czujemy przesyt ta postacią. I chyba to celowy zabieg twórców filmu. Równolegle prowadzone historie – ta z przeszłości, i ta z dzisiaj – prowadzą ostatecznie do punktu kulminacyjnego. I nie chcąc zdradzać szczegółów, napiszę tylko, że bardzo doceniłem w tym filmie dwie rzeczy: montaż i scenariusz. Są one zresztą ze sobą mocno powiązane – ale trzeba ten film zobaczyć, żeby zrozumieć tę zależność. Bo widzów lubiących ciekawe, niesztampowe fabuły zapewniam, że czeka na nich tu kilka naprawdę zaskakujących plot twistów.

>>> Co robi z nami władza? [RECENZJA]

Fot. Biuro prasowe - Best Film
Fot. Biuro prasowe – Best Film

Dobry na początek roku szkolnego

Ten film broni się swoją kameralnością i naturalnością. Pięknie prezentują się na ekranie irlandzkie krajobrazy. Doceniam też zdjęcia – zwłaszcza liczne zbliżenia na twarze aktorów, którzy mieli do zagrania wiele emocji. Zachwyca też muzyka – stonowana, dobrze ilustrująca ekranowe wydarzenia, czerpiąca trochę z irlandzkiego folkloru i muzyki ulicznej. Zresztą, Keit jest uliczną gitarzystką i to również ma znaczenie dla tego filmu. I trzeba też docenić aktorów, zwłaszcza trójkę przedstawicieli młodego pokolenia. Głównego bohatera, Finna, zagrał Roman Griffin. Szerokiej publiczności znany jest zwłaszcza z filmu „Jojo Rabbit”, gdzie wcielił się w tytułowego Jojo. Już w tej czarnej komedii było widać, że to młody i niezwykle utalentowany aktor. Po siedmiu latach dostał bardziej dojrzałą, „dorosłą” i emocjonalną rolę – i jej sprostał. Świetnie odegrał rolę nastolatka, który mierzy się z bólem i traumą. Filmowego Charliego możecie zaś kojarzyć z tegorocznego serialu „Rycerz siedmiu królestw”, w którym gra Jajo. Dexter Sol Ansell partneruje Griffinowi – wspólnie stworzyli bardzo przekonujące, wspierające się ekranowe rodzeństwo. Trójkę młodego pokolenia aktorskiego dopełnia Maisie Williams. Aktorka znana przede wszystkim z roli Aryi Stark w „Grze o tron” zachwyca swoją naturalnością i młodzieńczością. W pewien sposób jej bohaterka jest podobna do Aryi Stark – zwłaszcza w uwielbieniu wolności i przygody.

„500 mil do polskich kin wejdzie 4 września. Warto zarezerwować sobie chwilę na seans – bo to film wartościowy i bardzo rodzinny. Na początku roku szkolnego ten film może być też dla nastolatków dobrą lekcją o rodzinie i potrzebie bliskości.

Fot. Biuro prasowe - Best Film
Fot. Biuro prasowe – Best Film

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

zł
Zobacz także
Wasze komentarze