Fot. Pexels/Pavel Danilyuk

Fot. Pexels/Pavel Danilyuk

Cwaniactwo. Grzech niedoceniany [FELIETON]

Cwaniactwo powinniśmy nazywać cwaniactwem. Tak wprost, konkretnie. Nie mówić o sprycie, nie zachwalać czyjejś zaradności. Bo ktoś sprytny i zadany umie poradzić sobie w życiu, znaleźć się w jakiejś sytuacji – ale bez oszukiwania. Człowiek zaradny potrafi sobie poradzić bez kombinowania. Bez „obchodzenia” systemu. Bez łamania przykazań. A cwaniak to po prostu oszust.

Najpierw scenka rodzajowa. 30 września, Dzień Chłopaka. Pociąg poranny, którym każdego dnia dojeżdżam do pracy. Rozmawiają dwie licealistki. Jedna mówi do drugiej: „A wy coś kupiłyście chłopakom?”. Druga jej odpowiada: „Tak, po Hot Wheelsie i po Góralkach. Powiedziałyśmy pani, że to kosztowało 20 złotych za chłopaka. Ale płaciłyśmy naprawdę po 10 złotych za chłopaka. Ale wiesz, teraz oni będą musieli zrobić nam prezenty za 20”. Kurtyna.

Fot. Pexels/
Gustavo Fring
Fot. Pexels/
Gustavo Fring

To nie są błahe kwestie

Można pomyśleć, że licealistki wykazały się zaradnością. Dzięki swemu sprytowi dostaną przecież (a przynajmniej tak zakładają) prezenty, zapewne na Dzień Kobiet, o wartości wyższej niż ta, za którą same kupiły prezenty swoim kolegom z klasy. One wydały 10 złotych, a same dostaną coś za 20 – czysty zysk! Ale to żaden spryt i żadna zaradność. To zwyczajne cwaniactwo. Przecież dziewczyny okłamały swoją nauczycielkę – żeby mieć z tego w przyszłości konkretny zysk. A potem okłamani będą też ich koledzy – którzy będą przez nauczycielkę zobligowani do kupienia prezentu o wartości 20 złotych. Chyba że i oni wykażą się „sprytem” i zawyżą przed nauczycielką wartość prezentu dla koleżanek. Pomyślicie pewnie, że to błaha sprawa, ot, zwykły dzień Chłopaka. Przecież na świecie i w Polsce są poważniejsze problemy. I owszem, są. Tylko, że cwaniactwa, i to w tak młodym wieku, nie należy bagatelizować. Kombinowanie zaczyna się od drobiazgów – od takich małych, pozornie nieznaczących oszustw. Ale skoro udało się z czymś małym, to i pewnie z czymś większym się uda…

>>>Jak Bóg może przemienić Twój grzech w coś dobrego?

Po co?

Cwaniactwo kojarzy nam się z PRL-em. Legendarne są opowieści o tym, jak to jeden drugiemu coś wtedy „załatwił”. Ludzie wręcz chwalili się, że obeszli system. I może system nie był wtedy dobry – ale jego „obchodzenia” też nie należy ocenić pozytywnie. Oszustwo, nawet jeśli ma na celu poprawę jakości życia w niełatwym systemie, to nadal oszustwo. Kłamstwo pozostaje kłamstwem. Pewnie wielu wydawało się, że cwaniactwo odeszło wraz z czasami słusznie minionymi. Żyjemy w XXI w., w nowoczesnym państwie – to na pewno nikt już nikogo nie oszukuje. Nic bardziej mylnego. Cwaniactwo wciąż ma się bardzo dobrze, niezależnie od wykształcenia, statusu majątkowego, płci, wieku itd. Wciąż lubimy „obchodzić” system, żeby coś zyskać. Wciąż oszukujemy innych, by trochę poprawić sobie komfort i jakość życia. Po co iść do pracy, skoro tyle można „wyciągnąć” z zasiłków? A to, że ktoś inny musi na te zasiłki zapracować – to już znaczenia nie ma. Po co chodzić na zajęcia na uczelni i robić pilne notatki, skoro zawsze jest w grupie jakiś pilny student, na którym można „żerować? Co z tego, że on się napracował? A może by tak pójść z pracy na kilka dni „lewego L4? Przecież pracodawca nic nie straci na tych kilku dniach naszej nieobecności. I po co powiedzieć, że prezent był za 10 złotych, skoro można powiedzieć, że był za 20 – i w ten sposób zyskać coś droższego dla siebie?

fot. rawpixel.com/freepik.com

Zawsze ktoś traci

Cwaniactwo nie ma jednego oblicza. To ten typ grzechów, który ogranicza tylko nasza wyobraźnia. Zaczyna się od tych małych oszustw – jak to z Dniem Chłopaka. A co dalej? Może być różnie, ale warto zauważyć choćby, jak często media informują nas o aferach w świecie wielkiej polityki, od prawa do lewa. Ktoś załatwił komuś posadę, oczekiwany zapis w ustawie itd. To właśnie te oblicza cwaniactwa na wielką skalę. Naprawdę, może zacząć się od czegoś małego, a skończyć na dużym kalibrze. Dlatego cwaniactwo powinniśmy nazywać cwaniactwem. Tak wprost, konkretnie. Nie mówić o sprycie, nie zachwalać czyjejś zaradności. Bo ktoś sprytny i zadany umie poradzić sobie w życiu, znaleźć się w jakiejś sytuacji – ale bez oszukiwania. Człowiek zaradny potrafi sobie poradzić bez kombinowania. Bez „obchodzenia” systemu. Bez łamania przykazań. A cwaniak to po prostu oszust. Na różną skalę – ale oszust. Różne oblicza cwaniactwa, tak różnorodnego, łączy jedno: kłamstwo. To właśnie od kłamstwa, czasem bardzo błahego, zaczyna się oszustwo. I tylko oszukującemu może się wydawać, że nikt na jego oszustwie nie traci. Tak często słyszymy czyjąś radość, bo coś mu się udało zrobić, załatwić, a przy tym „nikt nic nie stracił”. Nie, zawsze ktoś traci na oszustwie. Zawsze jest jakaś ofiara. Jeśli nie jest to wprost jakaś konkretna osoba – to traci całe społeczeństwo. Bo może i ktoś się cieszy, gdy przejedzie całą trasę pociągu „na gapę”. I może mówić, że nikt na tym nie stracił. Tyle że nawet taka sytuacja ma swoją ofiarę – przewoźnika, który z opłat za bilety utrzymuje tabor, tory, pracowników. Ułudą jest to, że cwaniactwo w nikogo nie uderza. Uderza – i to w całe społeczeństwo. Dlatego nazywajmy je wprost, bo póki tego nie będziemy robić, póty będzie to wciąż grzech niedoceniony. I przez wielu niezauważony. Jak przez te dziewczyny z pociągu, które pewnie nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że ich zachowanie nie jest godne naśladowania…

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

zł
Zobacz także
Wasze komentarze