fot. EPA/KIM LUDBROOK

Czego uczy mnie Adwent?

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Mam 33 lata, więc za mną już trochę Adwentów. Gdy tak spoglądam na nie z perspektywy czasu, to zauważam że każdy był inny. Czasem był to szalenie gorliwy i pogłębiony duchowo czas, innym razem kilkutygodniowa męczarnia bez żadnych duchowych wzlotów. Niezależnie od tego, jakie były te Adwenty, to wszystkie mnie czegoś nauczyły.

Pewnie chcecie zapytać: a jaki jest dla mnie ten Adwent? Odpowiedziałbym, że… inny. Zaskakujący. Jeszcze pod koniec listopada spodziewałem się, że to będzie szalenie trudny czas i że go totalnie zmarnuję. Myślałem, że 24 grudnia znów będzie towarzyszyło mi poczucie ogromnej porażki. Tymczasem… jest zupełnie inaczej. Nie, nie chodzi mi o to, że to czas ogromnych sukcesów. Nie. Popadłbym w pychę, gdybym tak stwierdził… Chodzi mi o to, że wyjątkowo czuję w tym roku, że coś we mnie pracuje. Że nie mam zmarnować tego czasu – choć jeszcze nie wiem, jakie mają być jego owoce…

>>> Pora zrobić pranie. Koniecznie w Adwencie  

Roraty…

Rok temu pisałem o roratach, nazywając je ekstremalnym wyczynem duchowym. Bo rzeczywiście tak je odbierałem. Każdy raz, gdy udało mi się rano zwlec z łóżka i pójść na roraty (a pewnie rok temu uczestniczyłem najwyżej kilka razy w roratach) odbierałem jako osobisty „sukces duchowy”. Nauczony doświadczeniem poprzedniego roku podobnie nastawiłem się do rorat i w tym roku… Jak się uda, to się uda – ale zasadniczo bez szału… I tak w pierwszy adwentowy poniedziałek obudziłem się, ale na roraty nie poszedłem. Bo po co? Nie chciało mi się – przede mną było jeszcze ponad 20 dni Adwentu, w któryś z nich na pewno się uda… I się udało – już następnego dnia. Potem dzień był trochę ciężki, ale po wtorku przyszła środa i… kolejne roraty. I zmęczenie już znacznie mniejsze. A potem pojawiła się taka energia, że poza tym feralnym poniedziałkiem byłem na wszystkich dotychczasowych roratach…

fot. tapeciarnia

Nic na siłę 

Dlaczego się udało? Chyba dlatego, że sobie wprost powiedziałem: nie musisz, możesz. Pójdziesz, jeśli zechcesz… Nic na siłę. I tak… po prostu chciałem. Kończy się drugi tydzień Adwentu – a ja nie pamiętam, kiedy w grudniu miałem tyle energii, ile mam w tym roku… Dlatego wiem, że przymiotnik ekstremalny w tym roku do moich rorat nie pasuje. Tym razem chodzenie na te poranne msze (ja chodzę na roraty o 6, wstaję o 5:05) nie sprawia mi żadnej trudności, przychodzi mi to bardzo lekko. Dlaczego? Nie wiem, ale wiem, że to nie dzieje się przypadkiem. Myślę, że tegoroczny Adwent chce mnie w ten sposób czegoś nauczyć. I pewnie w końcu zorientuję się, o jaką naukę chodzi…

Jestem… dzieckiem!

Tym, co do mnie przemawia od początku tego Adwentu jest na pewno… bycie dzieckiem. Bycie dzieckiem Boga, ale też po prostu – dzieckiem. Często mężczyźni mówią o sobie z przekorą, że są „dużymi dziećmi”. Wszyscy się z tego śmieją, ale tak naprawdę jest w tym sporo prawdy… Bo każdy z nas (nie tylko mężczyźni) potrzebuje być czasem dzieckiem. I ja to odkrywam w czasie tegorocznego Adwentu. Czuję, że jest we mnie wewnętrzne dziecko, które ma ochotę zostawić gdzieś za sobą skomplikowanie świata dorosłych. Które ma ochotę skupić się na prostocie związanej ze światem dziecięcym. Jak dawno, czuję, że chcę być po prostu przez Boga – Ojca – kochanym. Lubimy komplikować miłość, a to przecież najprostsze i najczystsze z uczuć. I tę prostotę i czystość odkrywam w tym roku w tekstach Izajasza, w Ewangelii i w tym, co mnie spotyka. I widzę, że nie tylko we mnie jest potrzeba bycia dzieckiem. „Kalendarze adwentowe z czekoladkami cieszą teraz bardziej niż w dzieciństwie” – usłyszałem ostatnio od kolegi z pracy. I coś w tym jest. Banalne jedzenie czekoladek w Adwencie nabiera innego znaczenia…

fot. unsplash

>>> Bez tego nie dokonałoby się zbawienie 

Czujność

I jeszcze jedna rzecz, której uczy mnie Adwent – i to już od wielu lat. To… czujność, uwaga. Jakoś tak mam, że dzięki Adwentowi zauważam sprawy, na które wcześniej nie zwróciłbym uwagi. Nigdy bym np. nie zauważył stada ptaków, które po roratach opuszcza korony okolicznych drzew i zaczyna ogarniać całe niebo. A dzięki Adwentowi i takiemu wezwaniu do czujności – zauważyłem te ptaki, już wiele lat temu. Czujności uczy też przecież prosty gest trzymania świeczki w czasie rorat. Na godzinę stajemy się opiekunami tego małego płomienia. Jesteśmy strażnikami ognia, to od nas zależy, czy płomień zgaśnie. Owszem, gdy zagaśnie – to nic się nie stanie, można go przecież ponownie zapalić…. A mimo wszystko to drobne zadanie jest dla mnie naprawdę ważne. Jakby od tego, czy utrzymam płomień zależało to, czy spotkam Pana. Tak jak mądre panny czekały na swego Oblubieńca…

Jak jest z Twoim Adwentem?

Czego Ciebie uczy tegoroczny Adwent? Jaki jest dla Ciebie tym razem ten czas? Wierzę, że każdego Adwent przemienia – choć czasem owoców tej przemiany nie widać od razu. Ale kiedyś je zauważymy. Daj się poprowadzić Jezusowi. On da Ci taki Adwent, jakiego najbardziej teraz potrzebujesz. Dla mnie to bardzo zaskakujący czas – i Ty daj się zaskoczyć Zbawicielowi! 

>>> 10 zwyczajów adwentowych, które warto praktykować

Zobacz także
Wasze komentarze