Fot. Facebook/Drużyna Strusia

Diagnosta laboratoryjny badający próbki na SARS-CoV-2: ta praca to powołanie

7 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Od początku epidemii w Polsce przebadano już ok. 50 tys. próbek od osób potencjalnie zarażonych koronawirusem SARS-CoV-2. Każdego dnia polskie laboratoria dostają kilka tysięcy próbek. Badają je diagności laboratoryjni, jedni z cichych bohaterów tego czasu. Rozmawiamy z jedną z nich – z Mileną Szymczak, która pracuje poznańskim szpitalu zakaźnym – w „Drużynie Strusia”.

>>> Śledź naszą relację NA ŻYWO: koronawirus w Polsce

Hubert Piechocki (misyjne.pl): Często nazywamy Was laborantami. Tymczasem ten zawód nazywa się zupełnie inaczej.

Milena Szymczak: Laborantka to mylne określenie osoby pracującej w laboratorium. W laboratorium pracują diagności laboratoryjni. To osoby, które skończyły pięcioletnie studia na uczelni medycznej, a także technicy analityki medycznej, którzy skończyli specjalne szkoły medyczne. Wśród zawodów szpitalnych nie ma zawodu laboranta.

Ty całkiem niedawno zaczęłaś przygodę w laboratorium, pracujesz od pół roku. A teraz jesteś na pierwszym froncie walki z koronawirusem, bo jesteś w zespole, który zajmuje się badaniem tych próbek. Co czułaś, gdy dowiedziałaś się, że będziesz w zespole badającym próbki pacjentów potencjalnie zarażonych wirusem SARS-CoV-2?

Na pewno poczucie odpowiedzialności. Rozpoczynając pracęie zdawałam sobie sprawy z tego, że za chwilę będę wykonywała tak ważne badania. Ale to jest moje powołanie. To jest część naszej pracy, nie moglibyśmy teraz zrezygnować czy powiedzieć „nie”. Bo kto inny robiłby wtedy te badania? Mogą je wykonywać diagności laboratoryjni, bo uczyliśmy się tego na studiach. Robimy te badania, by włączyć się w walkę z tym, z czym mierzymy się teraz jako całe społeczeństwo.

>>> Maciej Kluczka: świadectwa kobiet, które pracowały w klinikach aborcyjnych

Jak wygląda takie badanie na obecność SARS-CoV-2?

Najpierw pobierana jest próbka od osoby potencjalnie zarażonej, to zazwyczaj jest wymaz z gardła. Później taki wymaz trafia do laboratorium. Tam trzeba wyizolować materiał genetyczny wirusa, czyli jego RNA – to jest pierwszy etap badań. Izolacja trwa kilka godzin; przy nowoczesnych aparatach takie minimum to jest półtorej godziny.

A co dzieje się dalej?

Dzięki tej izolacji materiał genetyczny wirusa pozbawiamy osłonki i możemy przejść do kolejnego etapu – do badań genetycznych. Materiał RNA jest przepisywany na cDNA, a podczas łańcuchowej reakcji polimerazy w czasie rzeczywistym (Real Time PCR) możliwe jest uwidocznienie amplifikowanych fragmentów genów, które kodowane są przez wirusa. Dzięki temu możemy stwierdzić, czy u pacjenta występuje SARS-CoV-2.

>>> Akt żalu doskonałego. Krótki przewodnik

Ile osób naraz pracuje w laboratorium nad SARS-CoV-2?

Przy dobrej organizacji pracy dwie osoby izolują materiał genetyczny i muszą być wtedy ubrane w specjalne ochronne kombinezony. Na tym etapie badań ma się bowiem bezpośredni kontakt z materiałem od pacjenta, który potencjalnie jest zarażony. Druga para zajmuje się przygotowaniem próbek do reakcji PCR. Czyli naraz nad próbkami pracują cztery osoby.

Wirusów i bakterii wokół nas jest bardzo dużo. Dlaczego akurat na tego mamy tak szczególnie uważać, nie dotykać różnych przedmiotów, unikać ludzi?

Przede wszystkim jest to wirus, a nie bakteria. A wirusy to bardzo małe cząsteczki. On żeby „przeżyć” potrzebuje gospodarza. Musi więc znaleźć żywy organizm i wbudować swój materiał genetyczny w materiał genetyczny tego organizmu. Cząsteczka jest malutka i przenosi się drogą kropelkową. Przez kilka godzin znajduje się na powierzchniach. Jeśli dotkniemy jakiejś powierzchni w miejscu, w którym wcześniej kichnął lub zakaszlał ktoś zarażony, a potem np. dotkniemy swoich ust tą brudną ręką – możemy się faktycznie zarazić. Tak samo jeśli ktoś w odległości kilku metrów od nas kichnął bez zakrywania dłonią ust – też możemy się zarazić – bo to naprawdę niewielka cząsteczka, która bardzo szybko „lgnie” do człowieka.

Fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk


Czyli żadna z tych zasad, których mamy się teraz trzymać, nie jest „przesadzona”?

Nie, absolutnie nie! Trzeba się chronić. Trzeba przede wszystkim często myć ręce. Na naszą korzyść działa to, że już po dokładnym umyciu rąk – po zachowaniu podstawowej zasady higieny – jesteśmy w stanie pozbyć się tego koronawirusa z powierzchni dłoni. I tak samo z powierzchni przedmiotów – jeśli je będziemy dezynfekować. Dlatego warto stosować się do wszystkich wytycznych.

>>> O. Dariusz Piórkowski SJ: niespodziewanie znaleźliśmy się na pustyni. 

Jak przychodzisz teraz do pracy to wiesz, o której z niej wyjdziesz czy nie?

Nie. Wszystko zależy od tego, ilu pacjentów zgłosi się na SOR, od ilu z nich zostanie pobrany wymaz i ile próbek będzie trzeba przebadać. Jednego dnia jestem w pracy od 7 do 15, kolejnego od 7 do 21, a następnego dnia znów muszę być w pracy na 7, nie wiedząc o której skończę.  Nie jestem na razie w stanie w ogóle zaplanować swojego życia, bo wszystko zależy od liczby pacjentów do przebadania. Staramy się zmieniać. Jedno jest pewne – bardzo zależy nam na czasie, żeby każdy pacjent jak najszybciej dostał swój wynik.

I często musisz zakładać ten specjalny kombinezon, o którym już wspominałaś?

Tak, dzięki nim możemy czuć się bezpiecznie. Jesteśmy wdzięczni naszemu panu od BHP, który dba, abyśmy my i wszystkie osoby w szpitalu, które mają kontakt z potencjalnie zakażonymi osobami, nie musiały martwić się o swoje bezpieczeństwo. Oprócz kombinezonu mamy też na sobie trzy pary rękawiczek, które za pomocą taśmy są przyklejone do rękawów kombinezonu, żeby żadną drogą wirus nie mógł się do nas dostać. Mamy też przyłbice i różnego typu maski, czy specjalne ochraniacze na buty. Takie umundurowanie to duży koszt – ok. kilkadziesiąt złotych.

>>> Hubert Piechocki: duchowa Amazonia. Wzbudźmy w sobie tęsknotę

I codziennie musicie mieć nowy zestaw?

Przy każdym wejściu do izolacji musimy mieć nowy zestaw! W ciągu dnia przebieramy się w taki strój nawet kilka razy. To są naprawdę duże koszty. Szpital wydaje na to bardzo dużo pieniędzy, dlatego każde wsparcie finansowe na środki ochrony bezpośredniej jest dla nas bardzo ważne.

Ludzie na całym świecie wychodzą na balkony i podejmują mnóstwo inicjatyw, by podziękować służbie zdrowia. Czujesz, że to też podziękowania dla Ciebie?

Takie inicjatywy są bardzo ważne! Dają nam dużo wsparcia i otuchy. Czujemy wtedy, że w tej sytuacji jesteśmy wszyscy razem. Ona dla każdego z nas nie jest łatwa. Ja akurat mam możliwość wychodzenia do pracy, spotykania się z ludźmi. Ale wyobrażam sobie, jakie trudne musi być siedzenie w domu i poszukiwanie sposobów na zapełnienie czasu. Niekiedy ludzie są zdani tylko na łaskę Internetu… Mam więc nadzieję, że nadal wszystkim będzie towarzyszył rozsądek i poczucie odpowiedzialności – bo dzięki temu, że zostaniemy w domu jesteśmy w stanie uchronić siebie i swoich bliskich od tego koronawirusa. Te inicjatywy – wychodzenie na balkony itd. – dodają nam otuchy, warto, żeby się działy. Ale pamiętajmy – chrońmy się i bez potrzeby nie wychodźmy z domu.

Fot. Facebook/Drużyna Strusia


Pracownicy służby zdrowia udowadniają nam w tych dniach, że są prawdziwymi superbohaterami. Ty jesteś bohaterką!

My przede wszystkim wykonujemy swoją pracę, niezależnie od tego, co by się działo. To jest nasze powołanie. Każda praca w służbie zdrowia jest powołaniem – diagnosty, technika, pielęgniarki, ratownika, czy lekarza. Każda z tych osób jest ważna. Gdyby zabrakło jakiegoś ogniwa, to nie byłoby możliwości prawidłowego zdiagnozowania pacjenta i zastosowania odpowiedniego leczenia. Wszystko by się wtedy posypało. Warto doceniać służbę zdrowia na co dzień.

>>> Komunia duchowa: praktyczne porady

Wiara mocno pomaga Ci w tej pracy? Zwłaszcza w tym czasie?

Tak, przede wszystkim zaufanie Panu Bogu, że to wszystko jest po coś. Zawierzam się Mu; powierzam się Jezusowi i pamiętam, że On jest ze mną, niezależnie od tego, co się wokół dzieje. To jest bardzo ważne, bo myślę, że bez tego nie bylibyśmy w stanie przetrwać nawet jednego dnia. Ja na pewno nie byłabym w stanie. Każdego z nas teraz bezpośrednio dotyka ta sytuacja. Kiedy zaufamy Jezusowi, to przejdziemy przez to razem i wyjdziemy z tego silniejsi. Musimy pamiętać o tym, że nie jesteśmy sami. Modlitwa może nas w tych dniach uzdrowić i może wiele zdziałać – pozwala uwierzyć, że Bóg ma na nas swój plan i ta epidemia kiedyś się skończy.

I normalność, także w sprawach wiary, wróci?

Jestem pewna. Musimy przetrwać ten trudny okres. Myślę, że za rok będziemy to wszystko już tylko wspominać. Musimy być silni i wierzyć, że to przetrwamy – jako społeczeństwo, jako chrześcijanie.

Zobacz także
Wasze komentarze