Szymon Hołownia

fot. PAP/Adam Warżawa

Dlaczego i po co? No właśnie

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Szymon Hołownia przekonuje, że znudziła go rola publicystycznego recenzenta rzeczywistości. Chce zacząć zmieniać świat w sposób konkretny, namacalny. Uznał, że najlepszą drogą do realizacji tego celu jest polityka.

Plotki na temat tego, że Szymon Hołownia zamierza wystartować w wyborach prezydenckich pojawiały się już od kilku tygodni. Na początku wielu podchodziło do tego z rezerwą i przekonaniem, że to tylko pogłoska mająca wzbudzić sensację. Z czasem wypowiedzi samego dziennikarza jak i osób z jego otoczenia zaczęły wskazywać na to, że rzeczywiście jest coś na rzeczy.

Nowocześnie i atrakcyjnie?

W minioną niedzielę wszystko stało się jasne. Dotychczasowy publicysta „Tygodnika Powszechnego” i prowadzący polską edycję programu „Mam talent” w Gdańsku zapowiedział udział w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Forma miała być nowoczesna i atrakcyjna. Wyszło średnio. Trochę sztywno i widoczne były lekkie niedociągnięcia. Choć w przypadku konferencji o wiele bardziej doświadczonych sztabów wyborczych również bywają kwestie, które pozostawiają wiele do życzenia, a wpadki wcale nie są rzadkością.

>>> Szymon Hołownia wystartuje w wyborach prezydenckich

Na plus trzeba odnotować, że mównica nie była jedynym miejscem wypowiedzi Szymona Hołowni. Przyszły kandydat na prezydenta zajął również miejsce w fotelu, w którym odpowiadał na pytania dziennikarki, Justyny Dżbik-Kluge. To miał być sygnał, że publicysta jest kandydatem otwartym na rozmowę, a nie tylko wygłaszającym wyreżyserowane przemówienia. Choć sama rozmowa też pewnie nie była w 100% spontaniczna.

Widać, że Hołownia chce uchodzić za kandydata sympatycznego, otwartego, z poczuciem humoru i dystansem. Różnie może z tym jednak być. Dziennikarz nie jest typem zawsze grzecznego i poprawnego publicysty. Lubi ironię, czasem ostry sarkazm i mocny, dosadny komentarz. Widać, że póki co chce się stopować w stosowanej retoryce i być miłym dla wszystkich. Przypuszczam, że długo to nie potrwa, a jeśli przyszły kandydat na prezydenta rzeczywiście przyjmie taki wizerunek, to będzie on nienaturalny. Każdy, kto choć trochę śledził twórczość Szymona Hołowni wie, że czasem pokazuje on swój, niekoniecznie łagodny i koncyliacyjny, temperament.

Zmienić Polskę. Ale jak?

Hołownia w swoim przemówieniu, a później w rozmowie, mówił o tym, że chce zmienić Polskę dla swojej córki i jej pokolenia. Wskazywał, że nadszedł czas na to, by ponad politycznymi podziałami, merytorycznie, rozmawiać choćby o klimacie czy pozyskiwaniu energii. Duży nacisk kładł na odbudowywanie wspólnoty, która w naszym kraju się posypała. To skutek nierozwiązanych problemów społecznych i politycznych jeszcze z lat 90. ubiegłego wieku. Hołownia chce także przyjaznego rozdziału Kościoła od państwa. Jeśli chodzi o jego program, to na razie nic więcej nie wiemy. Szkoda, bo dla wielu obserwatorów życia publicznego może to być sygnał, że publicyście brakuje pomysłu na swoją prezydenturę.

Szymon Hołownia

fot. PAP/Adam Warżawa

Chęć odbudowania zaufania społecznego i relacji różnych środowisk w Polsce jest oczywiście bardzo szlachetna i ważna. Pytanie, czy rzeczywiście prezydent jest władcą dusz i sumień, aby mógł taki proces moralnej odnowy zainicjować. I pytanie, czy Polacy takiego prezydenta będą chcieli. Pewnie większość z nas chce widzieć w przyszłym prezydencie nie filantropa, a sprawnego polityka, który skutecznie poprowadzi politykę zagraniczną czy też będzie potrafił reagować na sytuacje kryzysowe w państwie. Być może Szymon Hołownia nas naskoczy. Może ma kilka asów w rękawie i swoimi pomysłami na prezydenturę przyciągnie rzesze zwolenników. Jest jeszcze za wcześnie, żeby to oceniać.

„Robota do zrobienia”

Zapytałem Szymona Hołownię o to, czy nie żal mu zostawiać pisania książek i publicystyki, poprzez którą przecież również można zmieniać świat i świadomość ludzi. A przecież kandydat Hołownia podkreśla, że o to mu najbardziej chodzi. Odpowiedział, że nadszedł czas na płodozmian. Na nową misję, która polega na „innej robocie do zrobienia”. I trochę go rozumiem. Bo każdy z nas może dojść do momentu, w którym to, co robiliśmy do tej pory, wydaje nam się niewystarczające.

>>> Kim jest żona Szymona Hołowni? Okazuje się, że pracuje w elitarnym zawodzie!

Co paradoksalne, najgłośniejsze z krytycznych głosów pochodzą od katolików. Zarzucają Hołowni, że nie jest prawdziwym katolikiem, przez swoje wypowiedzi wyklucza się z Kościoła etc. A ja się cieszę, że osoba tak mocno identyfikująca się z Kościołem bierze udział w tych wyborach. To szansa na to, żeby pokazać jedną z twarzy katolicyzmu. Komuś wewnątrz Kościoła ta twarz może się mniej lub bardziej podobać. To jasne. Ale Szymon Hołownia prezentuje punkt widzenia wielu polskich katolików, a w debacie publicznej ten głos nie zawsze jest obecny czy brany pod uwagę. Być może jego kandydatura to także szansa na to, by porozmawiać w kampanii o czymś więcej niż tylko o tym, jak możemy budować chwilowy, a czasem nawet złudny dobrobyt. Czas na debatę o ekologii, klimacie i właśnie o Kościele w Polsce.

>>> Modlitwa jak cb-radio. Rozmowa z Szymonem Hołownią

Szymon Hołownia przez ostatnie miesiące zapewne dobrze przemyślał, dlaczego i po co chce wejść do polityki. Kluczowe zostaje jedno pytanie: jak? Jak wejść, żeby coś faktycznie zmienić i jak poprowadzić ewentualną prezydenturę, aby odpowiedziała na potrzeby obywateli. To jednak proces i zapewne sztab ludzi będzie kandydatowi na prezydenta pomagał znaleźć odpowiedzi na te pytania.

Zobacz także
Wasze komentarze