EPA/SEBASTIEN NOGIER

Hubert Piechocki: jak zmierzyć „obawę”? Mam problem z dyspensą od uczestniczenia w mszy św.

6 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Od 30 maja nie obowiązuje już limit osób uczestniczących we mszy świętej. W związku z tym polscy biskupi odwołali ogólną dyspensę od udziału w niedzielnej Eucharystii. Zrobili to jednak w taki sposób, że wierni mogą… zwyczajnie się pogubić.  

Jestem pod ogromnym wrażeniem wysypu inicjatyw duszpasterskich podejmowanych w czasie pandemii – przez biskupów i przez kapłanów. Jestem pod ogromnym wrażeniem podejmowanych sprawnie – reagując na kolejne wytyczne rządu – decyzji. W czasie kryzysu Kościół dobrze sobie poradził – a było to przecież pole minowe. Większy problem widzę w wychodzeniu z lockdownu. Przeciętny wierny ma prawo czuć się w tym czasie zwyczajnie zagubiony. 

>>> Kolejne diecezje znoszą dyspensę od uczestnictwa w niedzielnej mszy

EPA/ANDRE PAIN

Ogólna dyspensa 

Ogólna dyspensa od uczestnictwa we mszy świętej, udzielona jeszcze w marcu, może być przedmiotem dyskusji. Fakt jednak, że jej wprowadzenie pomogło wiernym z poradzeniem sobie w trudnych miesiącach. Alternatywą było pozostawienie tej sytuacji do rozważania w sumieniach wiernych – co byłoby w wielu przypadkach także dobra opcją. Wówczas to – gdy np. do kościołów mogło wejść tylko 5 osób – rozsądny człowiek zrozumiałby, że nie ma możliwości fizycznego udziału w mszy świętej. Trudniej byłoby przekonać tych, którzy muszą pójść do kościoła – nie chcą, ale właśnie muszą. Bo jeśli nie pójdą, to przecież zgrzeszą. Udzielenie dyspensy wszystkim wiernym załatwiło jakby tę kwestię. Dzięki temu potem, przy stopniowym zwiększaniu limitu wiernych w kościołach, wierni równie stopniowo do nich wracali. Oczywiście, dyspensa dla niektórych stała się też pewnym alibi usprawiedliwiającym nieobecność na Eucharystii. Dotyczy to jednak tych, którzy już wcześniej chodzili do kościoła w kratkę – teraz więc też nie chodzili. Pytanie tylko, czy w ogóle chcieli chodzić. Intencja powinna być najważniejszym czynnikiem branym pod uwagę przy rozważaniu zasadności zastosowania dyspensy. Powinniśmy zapytać w ogóle o to, czy mieliśmy w sobie w tym czasie pragnienie bycia na Eucharystii. Bo jeśli owego pragnienia nie było, to i brak dyspensy wiele by nie zmienił.  

>>> Abp Gądecki: zachęcam biskupów do odwoływania dyspens od uczestnictwa w mszach św.

Dla kogo dyspensa? 

30 maja limit został zniesiony – w kościołach może przebywać już dowolna liczba osób, choć przy zachowaniu kilku zasad (dystans społeczny, maseczki). Dlatego nie dziwi, że biskupi postanowili odwołać ogólną dyspensę. Apelował o to, sam przewodniczący Episkopatu abp Stanisław Gądecki. To logiczne, bo przecież niedziela to Dzień Pański – uczestnictwo we mszy świętej, jeśli tylko mamy taką możliwość, powinno być dla nas tego dnia priorytetem. W normalnych okolicznościach nie powinniśmy nawet zastanawiać się nad tym, czy pójść na mszę niedzielną, czy nie pójść. Tyle, że chwilowo nie mamy normalnych okoliczności. Trwa pandemia, więc pojawiają się w nas różne pytania. I jako zwyczajny wierny chciałbym wiedzieć, co muszę, a co mogę teraz zrobić. Odpowiedzi, które teraz znajduję są dla mnie niejasne. Gubię się w nich. Medialnie dość mocno wybrzmiał komunikat, że ogólna dyspensa jest odwołana. Tyle, że… np. w komunikacie diecezji warszawsko-praskiej czytamy o przedłużeniu dyspensy. Potem następuje dopowiedzenie, że owo przedłużenie dotyczy osób chorych lub mających objawy infekcji oraz wszystkich wiernych, którzy czują obawę przed zarażeniem. Zaglądając na druga stronę Wisły – do archidiecezji warszawskiej – znajdujemy informację o odwołaniu dyspensy i powrocie do zwykłych zasad, obowiązujących w prawie kościelnym, na mocy których od obowiązku niedzielnego uczestnictwa we Mszy św. zwolnione są osoby w podeszłym wieku, osoby z objawami infekcji lub mające wskazania władz sanitarnych (na przykład pozostające w kwarantannie) oraz osoby sprawujące opiekę nad chorymi i niepełnosprawnymi, co w niektórych przypadkach uniemożliwia im udział w niedzielnej Eucharystii. Mamy dwie sąsiednie diecezje, ba – jedno  miasto – a w sumie dwa różne komunikaty. Można się pogubić. O zniesieniu dyspensy jest też mowa na stronie archidiecezji gnieźnieńskiej. „Jednocześnie przypominam, że w przypadku osób chorych, starszych i niezdolnych z różnych powodów do fizycznej obecności na Mszy św., zgodnie z Dyrektorium Konferencji Episkopatu Polski w sprawie celebracji Mszy świętej transmitowanej przez telewizję, istnieje możliwość uczestnictwa w Eucharystii za pośrednictwem mediów i w ten sposób zadośćuczynienia obowiązkowi udziału w niedzielnej Mszy św. – czytamy w dekrecie abp. Wojciecha Polaka. 

EPA/ANDRE PAIN

Kluczowy przymiotnik: wielka 

W niektórych diecezjach mamy więc teraz dyspensę na ograniczonych zasadach, w innych dyspensa jest zniesiona i obowiązują klasyczne reguły. Nie jestem znawcą prawa kościelnego – więc mam prawo się w tym pogubić. Jak i pozostali wierni. A ta sytuacja skomplikuje się zaraz jeszcze bardziej… W diecezji warszawsko-praskiej czy w archidiecezji krakowskiej mowa jest o dyspensie dla osób, które czują obawę przed zarażeniem. A w archidiecezji poznańskiej jest dyspensa dla osób, które czują wielką obawę przed zarażeniem. Niby podobnie, ale jedno słowo wielką, może mieć ogromny wpływ na naszą interpretacje tego zapisu. Czy czujesz obawę przed zarażeniem koronawirusem? Na tak postawione pytanie pewnie każdy odpowie twierdząco – bo jakiś lęk – po tych kilku miesiącach, po podawanych każdego dnia statystykach – na pewno nam towarzyszy. I nie ma sensu udawać tu chojraka. W związku z tym taka dyspensa można powiedzieć, że nadal obowiązuje wszystkich. Czy czujesz wielką obawę przed zarażeniem? Na takie pytanie nie wiem, jak bym odpowiedział. Na pewno takie sformułowanie dyspensy ma w jakiś sposób ograniczyć zasięg jej oddziaływania. Bo pewnie nie każdy określi swój poziom obawy jako wielkiNiemniej, powstaje nowy problem – jak zmierzyć swój strach? Jaka obawa jest wielka, a jaka jeszcze nie? Jedno słowo – wielką – może naprawdę wywołać sporo zamieszania w naszym sumieniu. Zwłaszcza, gdy nad swoim poziomem lęku zaczną zastanawiać się skrupulanci. 

>>> Ci ludzie tęsknili za Jezusem w Hostii skrytym [ZDJĘCIA]

Potrzeba jednego głosu 

Oczywiście, trzeba podkreślić pewien istotny fakt – biskup odpowiedzialny jest za zarządzanie swoją diecezją. W związku z tym każdy biskup diecezjalny w Polsce ma prawo wprowadzić swoje reguły. Wierni jednak na co dzień aż tak bardzo nie posługują się rozróżnieniem na poszczególne polskie diecezje (jest ich przecież ponad 40 – tyle więc może być też różnych rozwiązań). Wierni najczęściej myślą po prostu o Kościele w Polsce, nie dzielą go już na diecezje. Chcą jasno określonych reguł, żeby nie musieli zastanawiać się, czy przejeżdżając z miejscowości X do położonej obok Y wkracza się na teren innych zasad, czy tych samych. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, o których głośno jest w całym kraju – a pandemia to niewątpliwie taka sytuacja. Obostrzenia cywilne nie były wprowadzane inaczej w każdym z województw – w całym kraju tak samo pojawiały się kolejne ograniczenia – a potem w tym samym momencie luzowano zasady. I dlatego uważam, że także ze strony Kościoła potrzebny jest jeden przekaz w sprawie tych dyspens – najlepiej wydany przez KEP. Żeby nikt nie musiał się zbytnio zastanawiać i rozkminiać, gdzie coś musi, a gdzie nie musi. To wpływa na odbiór – poważny bądź nie – danej instytucji. Jasne jest, że powinniśmy wracać do kościołów – i myślę, że biskupom właśnie na tym przede wszystkim zależy – i chwała im za to. Ale dobrze, gdyby podali jasne wytyczne – równe i odpowiednio wyjaśnione – dla całego kraju. Żebyśmy nie musieli mieć żadnych wątpliwości. I żebyśmy nie musieli mierzyć swojego poziomu obawy przed zarażeniem. 

Zobacz także
Wasze komentarze