ksiądz

fot. Cathopic

Hubert Piechocki: jaki będzie Kościół „po”

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Żyjemy w czasie pandemii, życie społeczne opiera się chwilowo na innych niż zazwyczaj zasadach. To potrwa dłużej lub krócej – ale w końcu się skończy (na co dowodem są chociażby historyczne epidemie, które już wielokrotnie dotykały ludzkość – i które minęły). Już teraz warto się zastanowić nad tym, jak będzie wyglądał Kościół w czasie „po epidemii. 

Zacznijmy od określenia czasu, w którym się znajdujemy. Bo czas pandemii to czas pomiędzy. Za nami już „świat przed pandemią”, a „świat po pandemii” jeszcze nie nastał. Trwająca epidemia jest bardzo dynamicznym okresem, ale w gruncie rzeczy bardzo nietrwałym i służącym przede wszystkim na przeprowadzenie nas z jednego świata do drugiego. Rzeczywistość, która za krótszą lub dłuższą chwilę nastanie, może rodzić w nas niepokój. Proponuję jednak spojrzeć na nią, jak na szansę. Także jako bardzo konkretną szansę dla wspólnoty Kościoła.

>>> Benedyktynka o przeżywaniu czasu pandemii w klasztorze kontemplacyjnym: czujemy, że jesteśmy Kościołowi potrzebne

Kościół pw. św. Antoniego z Padawy w Zagrzebiu, fot. EPA/ANTONIO BAT

Duszpasterstwo w sieci 

Duszpastersko czas pandemii jest bardzo akcyjnym, płodnym w kolejne inicjatywy i przedsięwzięcia okresem. Księża, zwłaszcza w Wielkim Poście, zapraszali na kolejne rekolekcje, spotkania, pogadanki na żywo, nabożeństwa – a wszystko to organizowali w Internecie. A przede wszystkim – celebrowali w kościołach i kaplicach msze święte, w których za pośrednictwem sieci mogli uczestniczyć ich parafianie, członkowie prowadzonych przezeń duszpasterstw czy po prostu wszyscy wierni. Wirtualne inicjatywy to odpowiedź na dyspensę od udziału w niedzielnej Eucharystii (wciąż nie wiemy, jak długo będzie obowiązywała) i na obostrzenia dotyczące liczby osób mogących uczestniczyć we mszy świętej. Można zatem powiedzieć, że w czasie pomiędzy duszpasterstwo działa przede wszystkim w Internecie, w małym zakresie opiera się też oczywiście na działalności stricte parafialnej. To dokładnie odwrotnie niż w „czasie przed pandemią”. A co nas zatem czeka w „świecie po pandemii”?

Świeccy, do roboty!

Myślę, że pandemia jasno pokazuje nam przede wszystkim, że konieczne jest zwiększenie zaangażowania się świeckich w Kościele. Nie oszukujmy się, w Polsce od lat Kościół opierał się na księżach. Owszem, było – i nadal jest – wielu zaangażowanych w życie parafialne wiernych. Ale mimo wszystko to właśnie księża w większości organizują całe życie parafii, wymyślają wiele inicjatyw, podejmują kluczowe decyzje. Obecna pandemia uświadamia nam, że Kościół musi bardziej otworzyć się na świeckich. A świeccy muszą być bardziej otwarci na Kościół. Myślę, że Kościół „jutra” będzie oparty właśnie na działaniu wiernych świeckich.


Posługa sakramentalna – celebracja Eucharystii czy sakramentu pokuty – będzie wciąż po stronie kapłanów. Ale we wszystkie inne płaszczyzny trzeba wpuścić świeckich i z nimi współdziałać. Z wielu powodów, ale też z tego najbardziej oczywistego – ksiądz sam nie da rady, w pewnym momencie będzie zwyczajnie zmęczony. To widać w czasie pandemii – najbardziej zaangażowani pasterze robią mnóstwo, działają na potęgę – i mam wrażenie, że zaraz zwyczajnie fizycznie nie dadzą fizycznie rady. „Padną” – ze zmęczenia. Ksiądz nie jest w stanie robić wszystkiego i dlatego konieczna jest współpraca z wiernymi świeckimi. Czas popandemiczny warto potraktować właśnie jako zaproszenie do aktywnego włączenia się w życie wspólnoty Kościoła. Czas skończyć z biernością, teraz potrzebna będzie aktywność.

Aktywizacja

Dlaczego potrzebna będzie aktywność? Przede wszystkim po to, byśmy nie potracili członków wspólnoty, którą tworzymy. Jeżeli sytuacja dyspensy będzie się przedłużała, to w niektórych może zrodzić się myślenie, że fizyczna obecność w kościele (w budynku) nie jest im do wiary potrzebna. I mogą nie chcieć wrócić do kościelnych ławek. Przyzwyczają się do internetowych transmisji liturgii. I właśnie wtedy potrzebni będą aktywni członkowie wspólnoty, którzy pomogą im zostać. Pokażą, że bycie w Kościele oznacza także przebywanie w kościele. Pokażą, że ważne jest życie sakramentalne. Chwilowo mocno opieramy się na Kościołach domowych, na małych, czasem bardzo małych wspólnotach. Drugim zadaniem aktywnych katolików będzie też to, by połączyć te małe wspólnoty z dużą wspólnota parafialną. Myślę bowiem, że Kościół „jutra” będzie się opierał właśnie na małych wspólnotach. Na formacji w niewielkich grupach – która swój początek znajdzie właśnie w czasie pandemii. To może być powrót do modelu funkcjonowania Kościoła z pierwszych wieków.

>>> Chiny: w maju w czasie pandemii katolicy przeżywają wiarę metodą „nawiedzenia Maryi” 

kościół

fot. Pixabay

Przemodelowanie

Czas pandemii powinniśmy potraktować jako okazję do głębokiej refleksji nad kondycją Kościoła i modelu duszpasterstwa, który  funkcjonuje w naszym kraju. Gdy skończy się pandemia – znów wróci praca duszpasterska. Z wielu stron słychać, że będzie trzeba odbudować duszpasterstwo. Uważam, że zasadniejsze jest użycie sformułowanie „przemodelowanie”. Bo odbudowa wskazuje na jakieś zgliszcza i tragiczną sytuację. A tak źle przecież nie jest i nie zanosi się, żeby miało być. Kościół cały czas aktywnie działa, tylko w większości w sieci – nie ma mowy o jakimś zniszczeniu. Jest to zatem dla nas bardzo konkretna SZANSA. I warto, żebyśmy z niej skorzystali. Ale żeby to przemodelowanie udało się, to trzeba już teraz rozpocząć wspomnianą refleksję. Zobaczyć, co przed pandemią działało lepiej, a co kulało. W których formach pracy i działania czuć było powiew Ducha, a które były skostniałe. Pandemia daje nam okazję do uzdrowienia naszego duszpasterstwa. To nie znaczy, że ono miało tylko wady. Nie, przed pandemią było mnóstwo cudownych inicjatyw. Ale były też takie działania, które niekoniecznie warto rozwijać po pandemii. Żeby to zdrowe duszpasterstwo mogło funkcjonować, konieczne jest sięgnięcie do źródła. Czyli do Pisma. Bo Kościoła „jutra” nie możemy budować na własnym „widzimisię”. Na swoich marzeniach. Własne wizje są ważne, ale powinny być tylko pomocą. Najważniejsze jest Objawienie i budowanie na nim wspólnoty, którą wszyscy tworzymy. I za którą wszyscy powinniśmy wziąć odpowiedzialność. Ta odpowiedzialność to nasze wyzwanie na czas „po”. 

Zobacz także
Wasze komentarze