msza święta

fot. cathopic

Hubert Piechocki: Kościół gra w zielone

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

W Kościele rozpoczęliśmy okres zwykły. Przez najbliższe miesiące liturgię zdominuje kolor zielony (choć często skutecznie przeplatany błękitem, bielą i czerwienią). Adwent, okres Bożego Narodzenia, Wielki Post czy okres wielkanocny skupiają się wokół wielkich tajemnic zbawczych. A teraz przed nami przede wszystkim celebracja codzienności. 

W minioną niedzielę przypadła uroczystość Zesłania Ducha Świętego, która zakończyła okres paschalny. Tak się złożyło, że był to akurat drugi dzień bez limitu wiernych w kościołach. Dlatego dla wielu osób msza w Zesłanie Ducha Świętego była pierwsza Eucharystią przeżywaną fizycznie w kościele od kilku miesięcy. Ja akurat w międzyczasie byłem na mszy świętej – ale nie ukrywam, że te liturgie „w czasie limitu” były jakby niepełne. Oczywiście nie teologicznie – msza bowiem zawsze jest pełna. Ale brakowało mi w nich wspólnoty – bo tylko niektórzy jej członkowie mogli wziąć w niej udział – a nie wszyscy, którzy chcieli. I tak, w Zesłanie Ducha Świętego – które jest uznawane za moment początku Kościoła – znów wszyscy mogli wziąć udział w Eucharystii (choć oczywiście nadal nie wszyscy przychodzą na msze święte – w różnym zakresie wciąż obowiązuje dyspensa od uczestnictwa w niedzielnej Eucharystii). To symboliczne, że wspólnota zaczęła się na nowo odradzać właśnie w dniu upamiętniającym powstanie Kościoła. I choć większość Wielkiego Postu, całe Triduum Paschalne i okres wielkanocny przeżywaliśmy głównie w domach, łącząc się online – to na zakończenie Paschy wróciliśmy do kościołów. I zaśpiewaliśmy radosne: alleluja! To nic, że trochę tłumione przez maseczki na twarzach.

>>> Leonard Bielecki OFM: powrót do kościołów to ogromne wyzwanie duszpasterskie [OPINIA] 

Fot. cathopic

fot. cathopic

Wzruszenie i tęsknota

Nie ukrywam, że liczniejsza już obecność wspólnoty podczas liturgii wywołała we mnie wzruszenie. Uroniłem podczas niedzielnej Eucharystii kilka łez. Nie tylko ja. Niedzielna msza święta była wyjątkowym przeżyciem zwłaszcza dla tych, którzy od kilku czy kilkunastu tygodni nie byli na Eucharystii. Kapłan celebrujący liturgię, w której uczestniczyłem, podziękował na końcu ludziom, którzy przyjmowali Komunię Święta ze łzami w oczach. Najpewniej po raz pierwszy od długiego czasu mogli przystąpić do tego sakramentu. Tęsknili za Ciałem i Krwią. Czas izolacji odciął nas od wielu płaszczyzn życia, nie tylko od Kościoła. Każdy człowiek musiał za czymś podczas pandemii zatęsknić. To doświadczenie chwilowego braku (czasem nadal trwającego) połączyło ludzkość . Drugim łączącym nas doświadczeniem jest właśnie powolny powrót do tych zawieszonych na chwilę działań. Jak ten powrót do Eucharystii. To naturalnie wywołuje w nas radość. Czekaliśmy – i wreszcie możemy cieszyć się z ponownego bycia razem.

Wraca zwykłość

Jest symboliczne, że chwilę po tym, jak do kościołów mogli masowo powrócić wierni (choć pamiętajmy o wciąż obowiązujących zasadach – dystansie i maseczkach), zaczęliśmy okres zwykły. Podczas lockdownu dużo mówiło się o tym, że „kiedyś będzie normalnie”. Pytano – kiedy wróci normalność? Jak wiemy, tak stuprocentowo normalność wciąż nie powróciła. Nadal obowiązuje nas wiele obostrzeń czy zasad. Niemniej, życie powoli przypomina to, które prowadziliśmy zanim SARS-CoV-2 zburzył nasz spokój. Wraca więc powoli coś na kształt zwykłości. I tak samo w Kościele – po czasie wypełnionym przeżywaniem tajemnic paschalnych – męki, śmierci, zmartwychwstania, wniebowstąpienia i zesłania Ducha Świętego – wraca zwykłość. Po świętowaniu wraca taka normalność, kościelna codzienność. Choć, oczywiście, żyjemy w czasach po zmartwychwstaniu, więc jakby nasza rzeczywistość i tak jest paschalna. Każda niedziela to przecież taka „mała Wielkanoc”.

msza

fot. cathopic

>>> Hubert Piechocki: lekarz z autyzmem [RECENZJA]

Graj w zielone

Bardzo lubię okres zwykły. Bardzo lubię, gdy Kościół wraca do zielonego koloru w liturgii. Bo przecież nasze życie to tylko czasem nadzwyczajne wydarzenia. Tylko czasem mamy okazję do wielkiego świętowania. A większość dni to po prostu takie zwykłe życie. Ale to nie znaczy, że to życie ma być nudne i szare! Ono może być pełne barw, może być bardzo intensywne. Dlatego tak podoba mi się, że symbolem tej zwykłości w liturgii jest kolor zielony. Przecież zieleń kojarzymy z życiem – teraz to bardzo dobrze widać, wystarczy wyjść na zewnątrz i zachwycić się świeżą zielenią drzew, krzewów, kwiatów… Okres zwykły można więc potraktować, przez tę zieleń, jako czas, w którym możemy się w pełni realizować. Mamy w nim po prostu żyć – najlepiej, jak umiemy. Mamy w codzienności, przez takie zwykłe życie, iść w kierunku świętości. Bo to przecież o świętość w naszym byciu tu i teraz najbardziej chodzi. O naszą osobistą świętość. Przez pandemię jest teraz trudniej, inaczej. Ale skoro powoli wraca zwykłość – to i w życiu duchowym wróćmy powoli do tej zwykłości. Kościół przez wiele miesięcy będzie teraz grał w zielone – do tej gry zaprasza tez Ciebie i mnie. To czas do celebracji codzienności! 

Zobacz także
Wasze komentarze