Zdjęcie: Szefowa Kliniki Onkologii prof. Bożenna Dembowska-Bagińska, fot. RMF24.pl

„Jestem onkologiem dziecięcym. Nie rozmawiam o śmierci, rozmawiam o życiu”

6 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Czas przedświąteczny skłania do rozmów o sprawach ważnych, niekiedy trudnych, często mniej przyziemnych, często mniej bieżących. Dziennikarze – ci na co dzień skupieni na newsach, polityce, sprawa „tu i teraz” zaczynają pytać także o sprawy dotyczące wiary, ludzkiego życia, cierpienia.  

Niecodzienna rozmowa  

W studiach telewizyjnych i radiowych można spotkać księży, teologów, ale też ludzi świeckich, którzy dotykają życia i śmierci. Codziennie, w swojej pracy. Niecodzienną i niezwykłą rozmowę można było usłyszeć na falach radia RMF – w „Porannej rozmowie” Roberta Mazurka. Na co dzień stawia pod ścianą polityków, tym razem rozmowa była momentami trudna nawet dla niego samego. Przy stole radiowym zasiadła prof. Bożenna Dembowska-Bagińska – kierownik Kliniki Onkologii Centrum Zdrowia Dziecka. Rozmowę zaczęła dość mocno i ustawiła jej kierunek (co przy takim dziennikarzu jak Robert Mazurek zdarza się bardzo rzadko): Jestem onkologiem dziecięcym. Nie chcę rozmawiać o śmierci. Chce rozmawiać o życiu” mówiła w studiu.  

„W onkologii dziecięcej mamy wypracowane sposoby postępowania i onkologia dziecięca powinna być wzorem dla innych specjalności, jak można zorganizować się i jak można wspólnie wypracowane metody stosować u dzieci” 

Zdjęcie: prof. Bożenna Dembowska-Bagińska, fot. RMF

Robert Mazurek już na początku rozmowy przyznał, skąd zna panią profesor:  

Co pani robiła 2 grudnia 2010 r. o godzinie 17:30? 

Nie pamiętam. 

A ja pamiętam doskonale i będę pamiętał do końca życia. Odebrała pani telefon od mnie. 

A nie było to później?  

Nie było to później, to było 17:30-18:00. I odebrała pani telefon od zrozpaczonego, zszokowanego ojca, który się dowiedział, że jego niespełna ośmioletnia córka ma gigantycznego raka wątroby. 

Ale ja powiem co innego. Ja byłam na dyżurze i telefon był do sekretariatu, więc mogłam tego telefonu nie odebrać. Ale sobie pomyślałam, jak to na onkologii, że pewnie jakiś zdesperowany człowiek szuka pomocy. I dlatego odebrałam ten telefon od pana. 

To prawda, ja dzwoniłem jak popadło tak naprawdę i w końcu pani odebrała…  

 Każdy rodzic, który walczy o życie swojego dziecka, zapewne zachowałby się podobnie. Każdy rodzic pewnie równie silnie i dokładnie pamiętałby przebieg tamtych wydarzeń, nawet godzinę telefonu do lekarza. Robert Mazurek wspomina, że był wtedy po prostu przerażony. I przyznaje, że dla lekarza onkologa, takie spotkania mogą być trudne. Rodzice boją się tego, co usłyszą. Jak przeprowadzić rozmowę z rodzicem, którego dziecko ma nowotwór? Rodzice przecież zadają pytanie: „czy moje dziecko przeżyje?”. Profesor Dembowska-Bagińska na to pytanie (dziennikarza i rodziców) może odpowiedzieć z nadzieją i pewnością w głosie: „Mogę odpowiedzieć, że wyzdrowieje!” Skąd taka pewność? W onkologii dziecięcej przez ostatnie dekady naprawdę wiele się zmieniło. Leczenie dziecka z chorobą nowotworową w ciągu ostatnich 50 lat przeszło długą drogę w dobrym kierunku. „Skutki są pozytywne” ocenia pani profesor.  

Pierwsza informacja jest zawsze zła: Państwa dziecko ma nowotwór. Potem jest informacja druga: „A teraz zapominamy o tym, tylko się leczymy… i będzie dziecko wyleczone”. Z tym optymizmem musi się zetknąć lekarz, musi się zetknąć pacjent i rodzina, bo ma wtedy siłę leczyć (prof. Bożenna Dembowska-Bagińska). 

 Gdy zaczynała pracę jako onkolog dziecięcy, na dziesięcioro dzieci przeżywało jedno. Teraz jest tak, że lekarzom udaje się uratować 80% pacjentów, czyli na 100 dzieci, które się zgłasza, 80 jest wyleczonych. I co ważne trwale wyleczonych. 

Rak – nie wyro 

To powiedzenie znane i niekiedy może być rozumiane jako próba wlania w chorych i ich bliskich nadziei. Jednak w onkologii dziecięcej to prawie pewnik. Rozpoznanie – co zrozumiałe – zwala rodziców z nóg. Dowiadują się przecież, że ich dziecko cierpi na chorobę zagrażająca życiu. Jednak zaraz później lekarze próbują zmienić myślenie u rodziców i u pacjentów. Trzeba przejść z szoku do działania. „Uświadamiamy i powtarzamy rodziców: leczenie obecnie prowadzi głównie do wyleczenia, nawet nie do zaleczenia, ale wyleczenia. Nie tylko do przedłużenia życia, ale do trwałego wyleczenia” mówi kierownik Kliniki Onkologii Centrum Zdrowia Dziecka. Prawda, że brzmi to dobrze?

fot. pixabay

Wiara w homeopatię  

Ważnym wątkiem rozmowy były formy „leczenia” nowotworów, do których niekiedy uciekają się chorzy i ich bliscy. Robert Mazurek dziwi się, dlaczego coraz bardziej przecież wykształceni ludzie zamiast leczyć raka lekami, leczą go ziołami, marchewkami, zielarstwem, astrologią? „To jest nieprawdopodobne, ale ciągle zdarzają się takie przypadki” mówi dziennikarz i razem z profesor Dembowską-Bagińską apelują o to, by uwierzyć lekarzom. Nie im jako takim, ale ich wiedzy i doświadczeniu.  

Jeśli nie daj Boże się państwu przytrafi jakaś onkologiczna przygoda, to ja państwa błagam, naprawdę, zaufajcie lekarzowi, a nie jakiemuś zielarzowi, astrologowi, komukolwiek innemu (Robert Mazurek, RMF). 

 „To typowe na całym świecie. Nie jest tak, że tylko w Polsce tak zachowują się ludzie” ocenia pani profesor i dodaje: „Ludzie, często zdesperowani, zrozpaczeni, korzystają z Internetu, tam trafiają na różnego rodzaju doradztwa niewiadomego pochodzenia. Niekiedy słyszą: Nie stosuj chemii. Pani profesor podkreśla, że skuteczność leczenia wzrosła między innymi dzięki skutecznej współpracy lekarzy różnych specjalności. „To często nie tylko onkolog dziecięcy, to jeszcze chirurg, psycholog itd”.  

Z rakiem na co dzień  

Pani profesor pytana o ty, czy niekiedy nie czuje się zmęczona, wyczerpana, czy nigdy nie żałowała tak obranej drogi zawodowej – odpowiada: „Nigdy nie myślałam o tym, żeby rzucić onkologię dziecięcą. To trudny zawód, ale jeżeli ma się w sobie optymizm i jeżeli widzi się, że ci rodzice po rozmowie nie są już przestraszeni, że im się przekazuje też dobre wiadomości, nie tylko złe…to chce się to robić” mówi. 

Zdjęcie: gospodarz „Porannej Rozmowy RMF” Robert Mazurek

Wiadomość o nowotworze zawsze jest szokiem, leczenie (zwłaszcza dzieci) zawsze jest bolesne i zawsze rodzące strach o to, co najcenniejsze – o życie. Dobrze jest więc wiedzieć, że są tacy specjaliści. To nie „tylko” dobrze wykwalifikowani lekarze, to też po prostu dobrzy ludzie.

Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze