fot. PAP/EPA/ANGELO CARCONI
Już nie jest „nowy”. Już jest „nasz” [KOMENTARZ]
Pokój. Ta kwestia chyba najbardziej kojarzy mi się z obecnym papieżem. Leon XIV przy każdej możliwej okazji nawołuje do pokoju. Widać, że ta kwestia będzie w czasie obecnego pontyfikatu najważniejsza. Inaczej być nie mogło – to jedyne słuszne podejście w tak niespokojnych czasach.
Pamiętam, że tego dnia miałem akurat urlop. Przed południem czytałem w „Tygodniku Powszechnym” artykuł o papabile. Poza „murowanymi” faworytami do wygrania konklawe redakcja wspominała też m.in. o kard. Robercie Prevoście, ówczesnym prefekcie Kongregacji ds. Biskupów. Przyznam, że to wtedy po raz pierwszy miałem okazję przeczytać o nim coś więcej, wcześniej z jego nazwiskiem miałem styczność co najwyżej wtedy, gdy pojawiały się jakieś newsy o nowych biskupach. Miałem trochę czasu, więc googlowałem sobie potem trochę te mniej znane nazwiska z tekstu. Kardynał Prevost w różnych miejscach przedstawiany był jako kandydat, który mógłby pogodzić dwie frakcje kardynałów – liberalną i konserwatywną – gdyby konklawe się przedłużało i byłyby problemy z wyborem papieża. Znacznie większe szanse watykaniści dawali jednak innym, bardziej znanym kardynałom.

Pod wieczór byłem w lokalnym dyskoncie. Między kolejnymi alejkami odświeżałem sobie wiadomości w internecie, bo wciąż jeszcze nie było wieści o wynikach popołudniowych głosowań na konklawe. I nagle czytam, że w Watykanie pojawił się biały dym. Szybko, po jednym z pierwszych głosowań – więc podejrzewałem, że wygrał któryś z „murowanych” faworytów. Zastanawiałem się tylko, która ze stron „wygrała”. Jakże byłem zdziwiony, gdy okazało się, że papieżem został kard. Robert Prevost, o którym zaledwie kilka godzin wcześniej sporo czytałem. Krótkie konklawe – a udało się wybrać kandydata „środka”. Duch Święty miał na ten wybór zupełnie inny pomysł, niż najbardziej doświadczeni watykaniści.
Inna droga
Środek. Myślę, że to słowo najlepiej oddaje po roku moje myślenie o Leonie XIV. I to mnie bardzo cieszy. Papież nie wpisał się w żadną ze stron wewnątrzkościelnego sporu. Nie opowiedział się ani po stronie kościelnych liberałów, ani konserwatystów. Wytyczył inną drogę – drogę środka. Szuka nici porozumienia z każdym. Oczywiście, stoi na straży doktryny, ale słucha przy tym każdej ze stron. I spogląda na nie z czułością i wyrozumiałością, nawet wtedy, gdy wie, że nie ma mocy prawnej zmienić np. sytuacji sakramentalnej niektórych ludzi. Bycie pośrodku to dobry wybór w trudnych czasach. Widać, że Leon XIV nie chce dolewać oliwy do ognia – chce raczej gasić pożary, których wewnątrz naszej wspólnoty nie brakuje. Wybierając takie podejście, zyskuje sobie szacunek nie tylko katolików, ale też ludzi innych wyznań i kultur. To ważne, bo dzięki temu głos papieża nabiera, być może na nowo, znaczenia na arenie międzynarodowej.

Pokój
Mam dość ironiczne, żartobliwe podejście do sformułowania „nasz papież”. Wciąż bowiem nie brakuje tych, dla których „nasz papież” to tylko i wyłącznie Jan Paweł II. Tymczasem „nasz” jest każdy urzędujący akurat papież. Jest „nasz”, bo jest głową Kościoła na ziemi. Zarazem też, myślę, że na to słowo „nasz” papież w jakiś sposób musi sobie „zasłużyć”. To wspólnota musi go za takowego uznać. Po roku pontyfikatu, przynajmniej dla mnie, Leon XIV to już „nasz papież”. Przestał być dla mnie „nowy”. Już nie przyglądam się temu, w jakim kierunku idzie jego pontyfikat. Ten pontyfikat już się rozkręcił i bardzo realnie wpływa na świat – w dużej mierze właśnie wybierając drogę środka. Obecny papież ma świadomość tego, że jest głos jest słuchany i ma znaczenie – dlatego nie boi się mówić wtedy, gdy jest to potrzebne. I opowiada się wtedy zawsze po stronie Ewangelii, zawstydzając niejednego wielkiego tego świata. Słowem, które dla mnie najmocniej identyfikuje jego pontyfikat jest pokój. Tak jak Franciszek skupiał się na biednych i ludziach z peryferii, tak właśnie dla Leona kluczowy jest pokój. Mam wrażenie, że słowo to zdominowało papieskie nauczanie – co uważam za ogromny walor. Papież twardo, trochę metodą zdartej płyty, podkreśla wartość pokoju i o ten pokój apeluje. Nieustannie. Przez to zresztą w jakiś sposób pojawiły się tarcia na linii Watykan – USA. Radykalnie – bo ewangelicznie – pokojowe podejście papieża Leona XIV jest nie w smak prezydentowi Trumpowi, który chciałby sam być architektem ładu światowego – opartego jednak na polityce przemocy. Amerykański prezydent toczy wirtualną rozgrywkę z papieżem z Ameryki. I obserwując ją, trudno nie odnieść wrażenia, że to papież jest tutaj wygrany. A skoro papież – to i Ewangelia. Leon XIV zrobił to, czego osobiście zabrakło mi trochę w pontyfikacie Franciszka – stanął po prostu po stornie ofiar (choćby w kontekście wojny w Ukrainie), nie próbując lawirować między stronami sporów. Historia może zapamiętać Leona jako papieża pokoju. Owszem, za nami dopiero rok pontyfikatu i nie wiemy, co przyniosą kolejne lata – jednak bardzo bym chciał, by takie określenie przylgnęło do niego już na stałe.

Spokój
Jest to więc papież pokoju, ale i – co równie ważne – spokoju. I to również uważam, za bardzo dobry objaw. W mediach nie ma non stop kolejnych zaskakujących informacji z Watykanu. Papież stara się niczym nie szokować – a zamiast tego solidnie, po cichu pracować. A gdy już jest mowa o nim mowa – to zawsze w istotnym kontekście. Często zresztą związanym z apelowaniem o pokój. Leon wprowadza do naszej wspólnoty więcej spokoju, zachęcając w ten sposób i nas do pójścia tym tropem. Bez szaleństw, pochopnie rzucanych słów, zamieszania będzie żyło nam się zwyczajnie łatwiej. Leon XIV pozostaje bardzo skromny – a jednocześnie jawi się teraz jako prawdziwy mąż stanu, opowiadający się nie tylko po stronie katolików, ale i wszystkich tych, którzy są ofiarami zbrodniczej polityki różnych wielkich tego świata. Już widać, że świat zaczyna się z tym skromnym augustianinem coraz bardziej liczyć. I jego zdanie będzie nabierało coraz większego znaczenia. Sytuacja międzynarodowa daleka jest od stabilizacji, do tego dochodzi też nieobliczalna prezydentura Donalda Trumpa. Nawołujący do pokoju i opowiadający się po stronie ofiar Leon XIV jest w takiej chwili darem dla świata. Wciąż pozostając przede wszystkim przywódcą religijnym i prowadząc Kościół, stał się też znaczącym uczestnikiem polityki międzynarodowej. Pewnie trochę wbrew samemu sobie – on po prostu jest za pokojem.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Leon XIV w Pompejach: tu miłość dokonuje cudów
Ojciec Wiesław Dawidowski OSA: Leon XIV kieruje się intuicjami św. Augustyna [ROZMOWA]
Siła spokoju Leona XIV i algorytmy Donalda Trumpa [KOMENTARZ]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny