fot. Mikołaj Lisiak/misyjne.pl

Ks. Stanisław Orzechowski – duszpasterz, który przyciągał tłumy

19 maja obchodziliśmy piątą rocznicę śmierci ks. Stanisława Orzechowskiego. Z tej okazji we Wrocławiu organizowane są liczne wydarzenia związane z tym popularnym na Dolnym Śląsku duszpasterzem. Była iesza pielgrzymka do Morzęcina, wieczory modlitewne, a nawet czy wieczór filmowy. 

Ksiądz Stanisław Orzechowski jest znany przede wszystkim jako duszpasterz DA „Wawrzyny”, diecezjalny duszpasterz ludzi pracy, duszpasterz kolejarzy i główny przewodnik Pieszej Pielgrzymki Wrocławskiej na Jasną Górę. 

Wieczór filmowy 

W środę, 27 maja, we wrocławskim kinie „Nowe Horyzonty” zgromadzili się ludzie, którzy przez wiele lat znali ks. Stanisława Orzechowskiego. Wielu z nich mówiło o nim jak o ojcu, duchowym przewodniku, a nawet kimś więcej. Wieczór rozpoczął się projekcją filmu „Orzech – zawsze chciałem być z ludźmi” w reżyserii Magdaleny Piejko i Damiana Żurawskiego. Następnie uhonorowano pośmiertne ks. Orzechowskiego Krzyżem Służby Niepodległości. 

>>> anMari: Każdy utwór jest dla mnie modlitwą [ROZMOWA]

Kolejnym punktem programu był panel dyskusyjny prowadzony przez Macieja Rajfura, rzecznika archidiecezji wrocławskiej. W rozmowie udział wzięli: ks. Aleksander Radecki, wieloletni przyjaciel ks. Orzechowskiego, oraz dr Andrzej Jerie, dyrektor Centrum Historii Zajezdnia. Następnie zaprezentowano reportaż z serii „Dekalog Orzecha” pt. „Rodzina to drużyna”. Po projekcji odbyła się kolejna rozmowa panelowa z udziałem Justyny Ostrowskiej oraz Damiana Żurawskiego, reżysera filmu. Na zakończenie uczestnicy wydarzenia mieli okazję spotkać się i porozmawiać w mniej formalnej atmosferze. 

fot. Mikołaj Lisiak/misyjne.pl

– Chcielibyśmy trafić do współczesnego człowieka, który scrolluje telefon, siedzi w internecie i szuka tam treści, które go zabawią, ale także poruszą, wzruszą, rozładują napięcie, które nam na co dzień towarzyszy i męczy – zaznacza Damian Żurawski, reżyser filmów o ks. Orzechowskim. 

– Stworzyliśmy serię krótkich filmów, reportaży, które będą przyjemne do obejrzenia – w warstwie wizualnej, artystycznej, ale jednocześnie będą zawierały w sobie głębię, która jest ukryta pod powierzchnią tych obrazów i słów. I o tym jest właśnie „Dekalog Orzecha”, żeby ludzi jakoś bawić, ale jednocześnie, by ich zainspirować do robienia dobra, czynienia pięknych rzeczy. Także, żeby widz mógł pomyśleć głębiej o wartościach, w które my wierzymy – dodaje reżyser.  

Duszpasterz akademicki 

Ksiądz Stanisław Orzechowski, prowadząc duszpasterstwo akademickie, przyciągał ogromną liczbę studentów na wieczorne msze św., tzw. 20-tki.  – Ludzie „wylewali się” wręcz z kościoła. Siedzieliśmy nie tylko w ławkach, ale też na posadzce, na stopniach ołtarza. Bardzo dobrze pamiętam ten obraz. Orzech miał po prostu taki charyzmat. Przyciągał chociażby swoim poczuciem humoru – opowiada Justyna. Gdy ludzi zostawali dłużej, mogli poznać go w prostych codziennych czynnościach. – Był z nami w kuchni, w pracy. Czuliśmy się jak w domu. Dla mnie był drugim tatą – dopowiada.  

– Orzech miał także charyzmat mocnej ręki. Wiedział, dokąd nas prowadzi. Wiedział, co chce w nas zaszczepić. Pamiętam pewną scenę podczas ogłoszeń duszpasterskich. Ktoś mówił, że „kontynuacja kontynuacji Odnowy w Duchu Świętym spotyka się jutro o 20”. W tym momencie Orzech wstał. Powiedział, że nie może tego słuchać. „Jak to brzmi? Kontynuacja kontynuacji? Dość spotykania się, idźcie na miasto, głoście Ewangelię, idźcie służyć” – snuje dalej opowieść o ks. Orzechowskim Justyna. – On chciał, żebyśmy szli budować Kościół. Mieliśmy być przedłużeniem rąk Jezusa i rzeczywiście to też pokazywał swoim życiem. Ta autentyczność podciągała nas za Nim, mimo Jego szorstkości. 

Duszpasterz „antymałżeński” 

Ksiądz Stanisław prowadził spotkania dla narzeczonych przygotowujących się do zawarcia sakramentu małżeństwa. O swoich naukach mówił, że są „antymałżeńskie”. Jednak wiele osób ceni sobie te przygotowanie aż po dziś dzień, po wielu latach. – Orzech wywarł bardzo duży wpływ na moje życie, na małżeństwo – dzieli się Barbara.  

– Miał niezwykły dar. Później miałam okazję z nim współpracować. Gdy rozmawiałam z jedną parą, młody chłopak wspominał, że przyjechał na spotkanie po to, by „popatrzeć na drzewa”, a jednak Orzech wywarł na nim takie wrażenie, że zaczął słuchać od pierwszego zdania. Myślę, że ważna była Jego autentyczność, to, że odwoływał się do swoich doświadczeń rodzinnych – dodaje moja rozmówczyni.  

fot. Mikołaj Lisiak/misyjne.pl

Duszpasterz kolejarzy 

W 1980 r. ksiądz Stanisław przyjechał do lokomotywowni Wrocław Główny, aby wesprzeć kolejarzy, którzy rozpoczęli strajk głodowy przeciwko komunistycznym władzom. – To był początek naszej współpracy. Nasze kontakty zacieśniły się po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce. Pomagałem księdzu jeździć do osób, które były internowane przez władze. Wspieraliśmy te rodziny materialnie i duchowo. Później ksiądz Orzechowski założył Duszpasterstwo Kolejarzy – opowiada Jerzy. – Przyciągał mnie tym, że dobrowolnie przyjechał na strajk i sam brał w nim udział. Przyciągnął mnie tym, że chciał po prostu być z ludźmi. A ludzie chcieli być z nim – podkreśla rozmówca.   

>>> O tym, czy potrafię rozpoznać Jezusa [FELIETON]

Duszpasterz dobrze wspominany 

Paulina i Tomek dobrze wspominają księdza Orzechowskiego. Wielokrotnie mieli okazję się z nim spotkać, czasem odwożąc go po mszy na probostwo. – Pamiętamy historię, którą opowiadał ks. Stanisław. Potrzebował pieniędzy na schody i modlił się w tej intencji. Po mszy św. podeszło do niego małżeństwo i wręczyło mu kopertę. Powiedział, że nie potrzebuje tej koperty i podziękował, ale gdy później otworzył kopertę w zakrystii, okazało się, że była tam dokładnie taka kwota, jakiej potrzebował – cztery tysiące złotych – wspomina małżeństwo.  

Małżonkowie sami przeżyli bardzo podobną sytuację. – Prowadząc działalność gospodarczą, znaleźliśmy się w trudnym momencie finansowym. Kontrahenci zalegali nam z płatnościami, przez co nie mieliśmy środków na wypłaty dla pracowników i zakup materiałów. Towarzyszył temu ogromny stres, który odbijał się także na rodzinie. Chcąc odpocząć od tego napięcia, pojechaliśmy do teściów – opowiada Tomek. – W drodze mąż powiedział: „Czy nie mogłoby być tak…”, a ja od razu dokończyłam: „jak u Orzecha ze schodami” – dodaje Paulina. 

fot. Mikołaj Lisiak/misyjne.pl

Jak okazało się po paru dniach mieli okazję doświadczyć czegoś podobnego. – Dostaliśmy przelew na kwotę 100 tysięcy złotych. Okazało się, że pieniądze nie przyszły od zalegającego kontrahenta, ale od kogoś, kto pomylił numer konta. Po dwóch dniach zadzwonił właściciel przelewu. Do tego czasu zdążyliśmy już wykorzystać około 30 procent tej sumy. Na szczęście podszedł do sprawy ze spokojem. Po dwóch tygodniach otrzymaliśmy zaległe płatności i mogliśmy oddać całą kwotę – opowiada Tomek.  

– To było dla nas niezwykłe doświadczenie. Zawsze, gdy patrzyliśmy na ks. Orzechowskiego, mieliśmy poczucie, że jest człowiekiem zapatrzonym w niebo. Był dostępny dla ludzi o każdej porze dnia i nocy – podkreśla małżeństwo.  

Duszpasterz Wrocławian 

– Trzeba powiedzieć, że w czasach komuny, gdzie wielu ludzi wątpiło, popadało w marazm i traciło nadzieje, ks. Orzechowski konkretnie wskazywał, jak radzić sobie z problemami dotyczącymi beznadziei – podkreśla Wiesław „Kuzyn” Wowk, prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Duszpasterstwa Akademickiego „Wawrzyny”.  

– Ksiądz poprzez swoją bezkompromisowość, ale przede wszystkim przez głoszenie Ewangelii, bardzo mocno motywował ludzi. Wskrzeszał w nich odwagę, aby mieli siłę. A także, by potrafili walczyć o swój byt, o swoje życie. Wiele ludzi podkreśla, że spotkania z nim, jego rady, msze św. były dla nich inspiracją do walki – dodaje rozmówca. 

Galeria (14 zdjęć)
Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze