Wieczerza w Emmaus (1601), Caravaggio, fot. Autorstwa Caravaggio – Zeskanowane przez osobę przesyłającą, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=15219722
O tym, czy potrafię rozpoznać Jezusa [FELIETON]
Już w niedzielę usłyszymy fragment o dwóch uczniach Jezusa, którzy po Jego śmierci opuszczają Jerozolimę i wyruszają do wsi o nazwie Emaus. Ta historia jest dla mnie niezwykła, bo pokazuje, jak często nasze oczy pozostają zamknięte na Boże działanie i jak łatwo nie rozpoznać Jezusa, nawet gdy jest tak blisko.
Jezus idzie razem z człowiekiem
Uczniowie rozmawiają między sobą o tym wszystkim, co wydarzyło się w ostatnim czasie. Z pewnością są zawiedzeni, smutni. Ewangelista Łukasz wspomina o tym w słowach: „Zatrzymali się smutni”, a dalej: „A myśmy się spodziewali”. Dla mnie ten fragment w wyraźny sposób ukazuje, że w momentach, kiedy jest nam ciężko, kiedy jest nam źle, kiedy coś może poszło nie tak, łatwo przeoczyć Boże działanie. Ewangelista pisze, że uczniowie mieli oczy „niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali”. Mieli prawdziwego Jezusa obok siebie, a jednak Go nie rozpoznali.
Jezus jednak się tym nie załamuje – chce ich wysłuchać, a następnie pokazuje im, że są w błędzie. Uczniowie rozpoznają Go dopiero przy łamaniu chleba, po przejściu z Nim drogi. Wtedy On znika im z oczu, ale oni są już gotowi do głoszenia Ewangelii.
Moje doświadczenie drogi
Jestem miłośnikiem pieszych pielgrzymek i odkąd wybrałem się pierwszy raz, tak do dziś staram się trwać przy tej formie modlitwy. Dla mnie pielgrzymka jest często takim kroczeniem z Jezusem, podczas którego nie wszystko rozumiem. Czasem samo pójście na pielgrzymkę wydaje się po ludzku bezsensowne – bo po co znowu mam pokonywać taką samą drogę? A jednak duchowo zawsze jestem w innym miejscu. Człowiek zmienia się, każdego dnia przybywa nam wiele doświadczeń.
>>> Oliwia Adamowicz (podboje.we.dwoje): trudności są normalną częścią życia we dwoje [ROZMOWA]

To doświadczenie pielgrzymowania naprawdę pokazuje mi, jak łatwo jest zgubić Jezusa z oczu i jak trzeba na nowo z Nim pójść, by Go odnaleźć. W pędzie życia, w różnych doświadczeniach, przez które przechodzimy, możemy mieć oczy niejako na uwięzi, bo nie potrafimy się zatrzymać. Kiedyś usłyszałem w kazaniu, że my, ludzie żyjący w dzisiejszym świecie, jesteśmy tacy: „Jak siedzimy, to już stoimy. Jak stoimy, to już idziemy. A jak idziemy, to już biegniemy”. Nigdy nas nie ma tu i teraz. Uciekamy od rzeczywistości, bądź skupiamy się tylko na jednym jej aspekcie.
Rozczarowanie, które coś odsłania
Wiele razy doświadczyłem takiego momentu w życiu, gdy czułem się rozczarowany – i wtedy łatwo było mi się na tym skupić. Po czasie okazywało się, że to doświadczenie było po coś, a nawet było bardzo istotne w moim życiu. Nie działo się to jednak od razu – trzeba było przejść drogę.
Wracając do uczniów – oni nawet po usłyszeniu wszystkich proroctw o Jezusie – z ust samego Jezusa – nadal Go nie rozpoznają. Dzieje się to przy wspomnianym łamaniu chleba, czyli dopiero wtedy, gdy się zatrzymali. Przestali iść swoją drogą, przestali podążać za swoimi wyobrażeniami, pozwolili Jezusowi zostać. To mocna chwila, bo nie jest łatwo się zatrzymać.

Wiara to nie tylko wiedza
Jestem człowiekiem wierzącym, studiuję teologię, mam pewną wiedzę o Bogu. Czy to jednak wystarcza, bym potrafił dostrzec Jego działanie w codziennym życiu? Z doświadczenia wiem, że niestety nie. Jeśli się nie zatrzymam, nie poświęcę Mu czasu, będzie On dodatkiem do mojego życia, a nie jego istotą.
Modlitwa zmienia spojrzenie
Ojciec Paweł Hańczak OCD, odnosząc się do słów świętej Teresy z Ávili: „Chociaż zawsze jesteśmy przed Bogiem – wydaje mi się, że na inny sposób są ci, którzy zajmują się modlitwą myślną, bo widzą, że On na nich patrzy”, pisał: „Modlitwa daje nam głębsze spojrzenie i pomaga przeżywać naszą codzienność «z Tym, o którym wiemy, że nas kocha». Świadomość Bożej obecności daje siłę do niesienia trudów, ale też pomaga doświadczać prawdziwej radości. Trudy nie znikają, ale przeżywamy je z Tym, który jest naszym Przyjacielem”.

Myślę, że najważniejsze jest, by zgodzić się na to, że nasze problemy nie znikną cudownie w jednej chwili, że wiara nie sprawi, iż nagle wszystkie trudy odejdą. Trzeba zobaczyć, że wiara pomaga nam przez nie przejść. Istnieje perspektywa tego, że nie idziemy sami. Oczywiście, jak trudno to zobaczyć, gdy jest ciężko… Jednak ta Ewangelia pokazuje, że słowa o tym, że „Jezus idzie z tobą przez to”, są jak najbardziej prawdziwe. Myślę, że uczniowie też, gdyby usłyszeli to zdanie, nie uwierzyliby. Musieli sami tego doświadczyć.
Gdy o tym myślę, wierzę, że w każdym momencie naszego życia jest nadzieja. Wierząc, trwając przy Jezusie, nawet w nocy ciemnej, jestem w stanie kiedyś Go odkryć.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Czy osiągniecie celu w życiu jest najważniejsze? [FELIETON]
O. Maciej Jaworski OCD: poznałem ludzi, którzy żyli razem z męczennikami [ROZMOWA]
Nadzieja pośród ciemności. Święty Jan od Krzyża i sztuka oczyszczonej pamięci [ROZMOWA]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny