fot. CLAUDIO PERI, PAP/EPA.

List zakochanego papieża

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Po opublikowaniu posynodalnej adhortacji apostolskiej „Querida Amazonia” jedni triumfują, inni są rozczarowani. Czy w ogóle warto ją czytać? I dlaczego? 

Według anegdoty papież Jan XXIII przez pierwsze dni po wyborze na Stolicę Piotrową był tak przejęty odpowiedzialnością, jaka na niego spadła, że nie mógł spać. Którejś nocy doświadczył jednak pocieszenia. Duch Święty powiedział mu: „Spokojnie, to Ja kieruję Kościołem, a nie ty!”. Od tej pory inicjator soboru watykańskiego II zasypiał bez przeszkód. Ten sposób myślenia jest wyraźnie obecny w najnowszej posynodalnej adhortacji apostolskiej papieża Franciszka, zaczynającej się od słów „Querida Amazonia”. Z pewnością mało kto spodziewał się, że będzie to właśnie taki tekst. Nie sztywny dokument, pełen rozstrzygnięć i dyrektyw, lecz (jak zauważył Andrea Tornielli, dyrektor programowy watykańskich mediów), wręcz list miłosny. Każdy słownik podpowiada, że „querida”, znaczy „ukochana”. Tak mówią zakochani.

EPA/GIUSEPPE LAMI

Poemat miłosny 

Najnowsza papieska adhortacja dowodzi, że nie tylko św. Jan Paweł II spośród następców św. Piotra w ostatnich dziesięcioleciach miał zmysł poetycki. Franciszek napisał miłosny poemat o Kościele i o Amazonii. Bez odkrycia i przyjęcia tego faktu trudno zrozumieć papieski dokument. Nie sposób nie tylko nadążyć za Franciszkową narracją, ale chyba nawet pojąć istotę jego przekazu. A jest to przekaz bardzo osobisty. Papież tego nie kryje. „Poprzez tę adhortację pragnę wyrazić oddźwięk, jaki wywołał we mnie ten (chodzi o Synod dla Amazonii przyp. A.S.) proces dialogu i rozeznania” napisał i wyraźnie dał do zrozumienia, że jego tekst stanowi całość z synodalnym „Dokumentem końcowym”. To również coś nowego. To mocne dowartościowanie efektu prac uczestników Zgromadzenia Synodu Biskupów.

>>> Co brazylijscy biskupi sądzą o najnowszej adhortacji papieża?

Kościół a rzeczywistość 

W adhortacji Franciszek przypomina rzecz wydawałoby się oczywistą, a jednak umykającą nie tylko obserwującym działania Kościoła katolickiego z pozycji „zewnętrznych”, ale również części jego wiernych na całym świecie. Chodzi o to, że Kościół żyje i pełni swą misję w konkretnej rzeczywistości społecznej, kulturowej, ekologicznej. Nie robi tego (nie powinien tego robić) w oderwaniu od niej. Sposób działania Kościoła zależy (powinien zależeć) od tej wieloskładnikowej rzeczywistości. Z drugiej strony Kościół również wpływa (powinien wpływać) na jej kształt. Także przez sposób, w jaki pełni misję. Także przez własne struktury i rozwiązania funkcjonalne. One nie mogą być obok rzeczywistości. Muszą ją uwzględniać. Także jako zadanie.

papież Franciszek synod dla amazonii

fot. EPA/VATICAN MEDIA

O czym marzy Franciszek? 

Dlatego Franciszek opowiada o swoich czterech „marzeniach”. Są to „marzenia” bardziej w znaczeniu „snu”, o którym mówił niegdyś Martin Luther King, niż w sensie rozrysowanych planów i szczegółowych wytycznych, w jaki sposób je zrealizować. Nie ma w adhortacji gotowych recept dla Kościoła w Amazonii. Jest otwarcie i gotowość przyjęcia rozwiązań wykraczających być może bardzo daleko poza nasze obecne wyobrażenia o tym, co dobre dla Kościoła i co możliwe do zrealizowania. To dokument pokazujący, że Kościół musi wyjść ze schematów oraz gotowych szablonów i pozwolić działać Duchowi Świętemu. Jeśli wydaje się komuś, że w taki czy inny sposób „rządzi” Kościołem, że jest on całkowicie zależny od naszych ludzkich decyzji, od tego, czy coś dopuścimy, czegoś surowo zakażemy, a z czegoś zrezygnujemy, papieski tekst drastycznie pozbawia tego rodzaju złudzeń. A toczone (także w niektórych środowiskach w Polsce) zażarte dyskusje dotyczące treści adhortacji przed jej upublicznieniem teraz okazują się zupełnie nietrafione i w zestawieniu z jej treścią okazują się wzorcowym przykładem zastosowania w praktyce powiedzenia „Ja o niebie, ty o chlebie”. Papież naprawdę nie napisał adhortacji o celibacie.

amazonia franciszkanin

Fot. cathopic

Amazonka i… Wisła 

Czy w ogóle powinniśmy się zajmować adhortacją „Querida Amazonia” w Polsce? Może trzeba ją sobie odpuścić? W końcu nasz kraj od amazońskiej puszczy dzielą tysiące kilometrów… 

A jednak trzeba ją czytać uważnie i nad Wisłą i nad Odrą i nad Wartą. Nie tylko dlatego, że sam papież skierował adhortację do całego świata. Także dlatego, że jest to miłosny list, poemat na temat rozumienia i kochania Kościoła powszechnego. Dlatego adresatami są wszyscy ludzie dobrej woli na świecie, a nie tylko mieszkańcy Amazonii. Dlatego w naszej ojczyźnie trzeba czytać tę adhortację i uczyć się z niej Kościoła. Kościoła zbudowanego w różnych kulturach. Kościoła, który nie wiąże się tylko z jedną z nich tak bardzo, że chce ją narzucać, bo wydaje mu się, że bez niej nie będzie w stanie spełniać skutecznie swej misji.

>>> Abp Gądecki: adhortacja posynodalna to połączenie mądrości z wiedzą współczesną

fot. cathopic

Rozpoznać sytuację 

Ks. Tomasz Szyszka SVD w komentarzu dla KAI stwierdził, że Kościół w Amazonii od dawna stoi przed trudnym wyzwaniem dotyczącym nowego dookreślenia swojej tożsamości, tj. wypracowania swojego amazońskiego oblicza. Nie tylko Kościół w Amazonii od dawna stoi przed takim wyzwaniem, dotyczącym nowego dookreślenia swojej tożsamości, czyli wypracowania swojego konkretnego oblicza w różnych uwarunkowaniach społecznych, kulturalnych, środowiskowych. Kościół wszędzie musi nieustannie rozpoznawać swoją rzeczywistą sytuację, rozpoznawać rzeczywistość, w której żyje w określonym miejscu na ziemi. Ma ją uwzględniać w swojej ewangelizacyjnej misji i ma na nią wpływać właśnie przez wprowadzanie w codzienne życie Dobrej Nowiny o zbawieniu. Dlatego czytając w Polsce posynodalną adhortację apostolską „Querida Amazonia” mimo woli odpowiadamy sobie na pytanie, czy jesteśmy zdolni, czy potrafimy i czy chcemy myśleć o Kościele w kategoriach powszechności. 

Zobacz także
Wasze komentarze