Msza świąteczna w Damaszku, fot. EPA/YOUSSEF BADAWI

Aleppo: Boże Narodzenie w cieniu bomb i pocisków

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.
„To, że mniej bomb spada nie znaczy, że sytuacja się poprawiła. Bieda jest tak wielka, że trudno ją określić. Jednocześnie organizacje humanitarne ograniczają pomoc, tak jakby naprawdę wojna w Syrii już się skończyła, a tak nie jest” – mówi siostra Brygida Maniurka ze Zgromadzenia Franciszkanek Misjonarek Maryi.

Polska misjonarka pracuje w Aleppo od lat. Ocenia, że w sytuacja w syryjskim Aleppo jest dużo trudniejsza niż przed rokiem. Przetrwała m.in. oblężenie tego miasta, niosąc pomoc uciemiężonej ludności. Wyznaje, że ludzie starali się jakoś uczcić tegoroczne święta, ale były one bardzo ubogie. Także pomoc ze strony Kościołów była mniejsza niż wcześniej. „Środków wystarczyło nam jedynie na zakupienie ciepłej odzieży dla dzieci, na buty już zabrakło” – mówi papieskiej rozgłośni s. Maniurka. Wskazuje zarazem, że ze względów bezpieczeństwa Pasterki sprawowano wczesnym wieczorem. Mimo wielu trudności kościoły były pełne.

– Kościół franciszkanów wypełniony był po brzegi ludźmi, którzy przyszli. Przygotowaliśmy bardzo symboliczną szopkę, która ukazuje Jezusa, jako przychodzące światło, które oświetla każdego człowieka – mówi s. Maniurka. Relacjonuje, że o. Ibrahim Alsabagh, który jest proboszczem w tej parafii nawiązał w homilii do ciemności, w której żyją mieszkańcy Syrii. Chodzi o ciemność nie tylko tę fizyczną, ale też tę wynikającej z braku prądu, co sprawia, że wieczorem bardzo się to odczuwa, gdyż miasto pogrążone jest w kompletnym mroku. – To też jest mrok przyszłości. Patrząc na obecną sytuację wiele osób nie widzi jakiegoś światełka w tunelu naszych cierpień – mówi siostra. O. Ibrahim przypomniał, że tym światłem jest Jezus. Życzył, żeby dla całego kraju było On światłem i żeby zwalczył ciemności, które panują w Syrii.
>>> Ks. Sammi Hallak (Syryjczyk, JRS): W Syrii cierpią wszyscy, wszyscy z powodu wojny [ROZMOWA]

Damaszek, fot. EPA/YOUSSEF BADAWI

Gdy proszę o pomoc często słyszę: przecież wojna się już skończyła niech sami wezmą się do pracy. Tyle, że wojna wciąż trwa choć media już o niej nie mówią, a znalezienie pracy utrudnia nałożone na Syrię embargo” – mówi s. Maniurka. Podkreśla, że odbudowa zrujnowanego Aleppo wciąż się nie rozpoczęła, a ludzie są naprawdę rozczarowani brakiem jakichkolwiek perspektyw na przyszłość.

>>> Abp Jędraszewski: widziałem rzeźby Matki Bożej i Chrystusa pozbawione głowy

Docieplanie domu w Damaszku, fot. EPA/YOUSSEF BADAWI

Odwiedzałam z okazji świąt wiele rodzin i od wielu ludzi niezależnie usłyszałam, że teraz jest gorzej niż w czasie, jak codziennie spadały na nas pociski. Jak mi mówili, nasze życie było wówczas zagrożone, mogliśmy w każdej chwili zginąć czy zostać rannymi, ale było nas wówczas jeszcze stać na zakupienie żywności i podstawowych środków potrzebnych do przeżycia. A teraz wielu rodzinom doskwiera ogromne ubóstwo, czy wręcz śmierć głodowa zagląda w oczy” – mówi Radiu Watykańskiemu s. Maniurka.

Syria Aleppo

fot. Brygida Maniurka / Facebook

Jak donosi misjonarka, wciąż trwają walki, co jakiś czas spada jakiś pocisk, w nocy słychać odgłosy strzelaniny. Ludziom żyje się coraz ciężej i wielu żałuje, że nie wyemigrowało z miasta kiedy była ku temu jeszcze okazja. „Sytuacja ekonomiczna jest naprawdę tragiczna. Teraz było trochę ruchu, bo Kościoły kupowały ubrania dla najbardziej potrzebujących na zimę i na święta, dało to pracę ludziom. Wiele zakładów jest jednak pozamykanych, bo nie ma rynku zbytu. Ludzi zwyczajnie na nic nie stać” – mówi ze smutkiem siostra Brygida. Trudno jest prowadzić nawet zakład krawiecki, bo cały przemył w Syrii został zrujnowany i materiały trzeba sprowadzać z Turcji i płacić za nie w dolarach, co przy ogromnej dewaluacji syryjskiego funta jest praktycznie niemożliwe. „Problemem jest też to, że pomoc z zewnątrz drastycznie spada” – przypomina misjonarka.

Zobacz także
Wasze komentarze