fot. z ARCHIWUM JOLI PŁOMIŃSKIEJ SSPC

Bóg zawsze idzie przed misjonarzem [MISYJNE DROGI]

Już jako młoda dziewczyna marzyłam o wyjeździe na misje do odległych krajów. Pragnęłam głosić Ewangelię ludziom, którzy jeszcze nie poznali Chrystusa. Pan Bóg poprowadził mnie jednak drogami, których nigdy bym sobie nie wyobraziła.

Przez wiele lat mieszkałam i pracowałam we Włoszech. To właśnie stamtąd dane mi było towarzyszyć wielu młodym ludziom podczas doświadczeń misyjnych w Afryce, Indiach i brazylijskiej Amazonii. Wyjeżdżaliśmy z przekonaniem, że mamy coś do ofiarowania, wracaliśmy natomiast bogatsi o doświadczenia, których nie sposób zmierzyć.

Wspólnie przemierzaliśmy zakurzone drogi, docieraliśmy do odległych wiosek i dzieliliśmy codzienność tamtejszych wspólnot. Wielokrotnie słyszeliśmy, że wraz z nami Bóg na nowo zawitał do ich wioski i znów zaczął kroczyć jej drogami. Dopiero z czasem odkrywałam jednak, że największa przemiana dokonywała się nie tyle w tych, których odwiedzaliśmy, ile w nas samych. Misje uczyły pokory i nowego spojrzenia na świat. Pozwalały zrozumieć, że nasz sposób myślenia nie jest jedynym, a tym bardziej najlepszym.

fot. z ARCHIWUM JOLI PŁOMIŃSKIEJ SSPC

Spośród wielu osób, które noszę w pamięci, szczególnie pozostała mi jedna dziewczynka. W niewielkiej kenijskiej wiosce, tuż przed naszym wyjazdem, Myriam podeszła do mnie i zapytała, czy mogłabym zostawić jej coś na pamiątkę. Przeszukałam kieszenie, ale nie znalazłam nic poza paczką chusteczek higienicznych, w której została już tylko jedna chusteczka. Pokazałam jej ją, tłumacząc, że to jedyne, co mam. Jej twarz natychmiast rozjaśnił uśmiech. Przyjęła ten drobiazg jak najcenniejszy skarb i powiedziała, że to najpiękniejszy prezent, jaki kiedykolwiek otrzymała, i podaruje go swojemu tacie. Tak naprawdę to sama Myriam stała się jedną z najpiękniejszych pamiątek, jakie „przywiozłam” z Afryki.

Obecnie moją misyjną drogą jest Urugwaj. Tutaj, w społeczeństwie głęboko zsekularyzowanym, misja ma zupełnie inne oblicze. Nie ma już dzieci, które – jak w Afryce – zatrzymują mnie na ulicy, zaciekawione kolorem mojej skóry, i zapraszają do wspólnej zabawy. Są za to ludzie, którzy często nawet nie uświadamiają sobie, jak bardzo tęsknią za Bogiem.

Pewnego dnia sąsiad zapytał mnie, czy w tym małym pomieszczeniu z czerwoną lampką, widocznym z ulicy, znajduje się jakiś święty. Wyjaśniłam mu, że to nasza kaplica i że jest tam obecny Jezus w Eucharystii. Zdziwiony zapytał, czy Jezus jest świętym i czy mógłby czasami wejść, aby się do Niego pomodlić. Od tamtej pory często dzwoni do naszych drzwi. Wchodzi do kaplicy, zatrzymuje się przy ołtarzu i przez długie minuty pozostaje w ciszy. Patrząc na niego, odnajduję to samo głębokie pragnienie Boga, które spotykałam w afrykańskich wioskach, nad brzegami Amazonki, w Indiach i w wielu innych miejscach świata.

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Zamów prenumeratę<<<

Bo niezależnie od miejsca, kultury czy języka człowiek nosi w sobie tęsknotę za Nieskończonym. I być może właśnie to jest najpiękniejszym odkryciem, jakie nieustannie przynosi mi misja: to nie my niesiemy Boga ludziom. On zawsze jest przed nami. Czeka już w sercu każdego człowieka i zaprasza nas, abyśmy potrafili rozpoznać Jego obecność oraz towarzyszyć Mu w dziele, które rozpoczął na długo przed naszym przybyciem.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

zł
Zobacz także
Wasze komentarze