Kościół mało misyjny [MISYJNE DROGI]

6 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Fakty dotyczące świadomości misyjnej w Polsce są mało zachęcające. Poważna rozmowa o nich może spowodować, że rzeczywistość zacznie się zmieniać. Temu zadaniu miał służyć IV Krajowy Kongres Misyjny. Jeśli jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Zaangażowanie misyjne Kościoła w Polsce jest nierównomierne: w jednych miejscach jest świetnie, w innych temat misji nie istnieje. Kongres ma to zmienić.  Temat misji jako obowiązku każdego chrześcijanina powinien pojawić się we wszystkich parafiach. Gdy zaczniemy się dzielić, nasza wiara będzie wzrastać.

Mówi się, że Kościół jest misyjny: wysyła misjonarzy, wcześniej ich odpowiednio przygotowując, wspiera ich modlitwą, cierpieniem i finansami, bez których trudno jest dziś funkcjonować. To ideał. Życie czasem potwierdza te słowa, a czasem brutalnie je weryfikuje. Wydarzeniem, które miało ożywić misyjnie Kościół w Polsce, był IV Krajowy Kongres Misyjny. Dotykał tych spraw, które się udają, a także tych, które nie wychodzą. To dobrze. Bo w przypadku tych drugich jest szansa na zmianę. Diabeł tkwi w szczegółach – mówi stare powiedzenie. I o tych trudnych szczegółach chcę napisać:
o powołaniach, pieniądzach i zapleczu intelektualnym.

Ciągle za mało

O tym, że Kościół ze swej natury jest misyjny i posyła ludzi głoszących Ewangelię, mówią dokumenty soborowe (DM, 2). W tym kontekście zobowiązująco wybrzmiały słowa nuncjusza apostolskiego, abp Celestino Migliore: „Misje są zapisane w DNA Kościoła w Polsce”. Wypowiedział je w czasie homilii podczas mszy św. w katedrze warszawsko-praskiej na zakończenie pierwszego dnia kongresu misyjnego. Nuncjusz nawiązał do postaci św. Wojciecha. Powiedział o Kościele w Polsce: „On urodził się, wzrastał i kształtował w społeczeństwie dzięki działalności misyjnej swego patrona Wojciecha”. Chciał w ten sposób zachęcić do realnego zaangażowania się i wyjazdów na misje. W 97 krajach świata pracuje 2065 polskich misjonarzy: 1029 zakonników, 661 sióstr, 314 księży diecezjalnych i 61 osób świeckich. To imponujące liczby. Tym bardziej, gdy dodamy do tego około 1250 polskich księży, zakonników, zakonnic i świeckich pracujących w krajach byłego ZSRR. Warto porównać te dane z innymi krajami. Włochów na misjach jest około 20 tysięcy, Hiszpanów – 18 tysięcy, a Portugalczyków – 15 tysięcy (dane z października 2014 r.). Biorąc pod uwagę liczbę powołań w Polsce, okazuje się, że wysyłamy dość skąpą liczbę misjonarzy. Nie spodziewam się, aby coś tu się zmieniło. To „skąpstwo” biskupów i prowincjałów będzie się pogłębiać, gdyż liczba młodych zgłaszających się do seminariów spada: np. do seminariów diecezji bydgoskiej czy kaliskiej w tym roku zgłosiło się w pierwszym naborze po jednym kandydacie. A przecież wiadomo, że koszula jest bliższa ciału i biskupi najpierw chcą zaspokoić miejscowe potrzeby. Nie lepiej jest z zakonami. Jednak, czy nie warto otworzyć się, a przez to pokazać kolejnym młodym, jak bardzo są potrzebni i niezbędni Chrystusowi? Udaje się to doskonale w diecezji tarnowskiej, gdzie co roku biskup wysyła kilku księży na misje, klerycy wyjeżdżają na staże misyjne, a w seminarium jest ponad dwustu kandydatów na księży.


Bez pieniędzy

Działalność misyjna wiąże się bardzo często z zaistnieniem tzw. klasycznej triady misyjnej kaplica/kościół – szkoła – ośrodek zdrowia/szpital. Aby udało się ją urzeczywistnić, potrzebne jest zaplecze materialne. Nie chodzi o to, że bez pieniędzy nie da się ewangelizować misyjnie. Da się. Jednak działalność misjonarzy, która dotyczy poprawy sytuacji życiowej osób, wśród których
mieszkają, jest skuteczniejsza, a Kościół praktykujący opcję na rzecz ubogich jest bardziej przekonujący i ewangeliczny. W kraju ta pomoc jest bardzo zatomizowana. Osobno ofiary na misje
zbierają: Papieskie Dzieła Misyjne, Komisja Misyjna Episkopatu Polski (nawet księżą najczęściej nie rozróżniają, że to dwie różne instytucje), diecezje, zakony i poszczególni misjonarze w czasie pobytu w Polsce. Niedawno s. Tadeusza Frąckiewicz OP pracująca w Kamerunie przekonywała mnie skutecznie, że w Polsce misjonarze nie są na urlopie, tylko na pobycie, bo biegają za pieniędzmi i nie mają szans na odpoczynek. Coraz trudniej ze zbieraniem pieniędzy jest w parafiach. Księża proboszczowie, którzy borykają się z mniejszą liczbą praktykujących parafian, a nie zmniejszającą
się powierzchnią budynków czy liczbą pracowników do utrzymania, niechętnie zezwalają na takie zbiórki, nawet w zamian za kalendarze (oblaci) czy inne gadżety misyjne. – Czas wyłącznego zbierania funduszy misyjnych się kończy. Teraz nadszedł czas ich wypracowywania – tłumaczy Michał Piętosa koordynujący projekt misyjny „Młodzi dla Kamerunu”. Cieszą bez wątpienia kreatywne inicjatywy, które zdejmują z parafii, i tak nadmiernie obciążanych przez państwowe i kurialne podatki, obowiązek niesienia pomocy materialnej misjom. Werbiści propagują „Komórkę na misje” – zbierają nieużywane już telefony komórkowe, które albo poddają naprawie, albo recyklingowi, dzięki czemu pozyskują środki na działalność misyjną. MIVA Polska proponuje włączenie się w akcję „Kierowcy misjom”. We wspomnienie św. Krzysztofa kierowcy mogą złożyć ofiarę – 1 grosz za każdy bezpiecznie przejechany kilometr. Dzięki zebranym pieniądzom możliwe jest
dofinansowanie zakupu środków transportu na potrzeby pracy duszpasterskiej w krajach misyjnych. Ciekawą inicjatywą jest chociażby akcja „Kura na Madagaskar”, która wspiera Malgaszy przez zakup żywego inwentarza. Misje dzisiaj można też wspomóc w bardzo niepozorny sposób, np. przekazując 1% podatku lub wysyłając SMS, z którego dochód będzie przeznaczony na wsparcie misjonarzy. Dużą popularnością cieszy się adopcja na odległość prowadzona przez różne zgromadzenia, m.in. oblatów, salezjanów, werbistów czy gdańską fundację „Maitri”, która ma wśród
duchownych tylu zwolenników co przeciwników. Ludzie lubią proste zasady: cała przekazywana kwota jest przeznaczona na edukację dziecka, które potem pisze listy do swoich „rodziców adopcyjnych”, dzięki czemu ma się bezpośredni kontakt ze wspieranym. Łańcuch pośredników: proboszcz – kuria – papieskie dzieła misyjne – kolejna kuria – misjonarz generuje przeznaczenie części ofiar na koszty utrzymania tych instytucji. Przeciwnicy mówią o zawiłościach i problemach z obsługą projektu na miejscu i o tym, że wspiera się same dzieci, a zapomina o misjonarzu, który
przecież musi coś zjeść, za coś pojechać. Podobnie działają bardzo cenne świeckie inicjatywy, np. „Dobra Fabryka” Szymona Hołowni. Być może trzeba otworzyć się na taką formę pomocy i przyjąć do wiadomości fakt, że duża grupa ludzi z różnych powodów nie chce wspierać misjonarza, ale dzieci czy ośrodki zdrowia już tak.


Mądre i oczytane misje

Polska może się szczycić stworzeniem zaplecza intelektualnego dla działalności misyjnej. Dziś istnieje prawie 40 tytułów czasopism misyjnych. Tylko dwa z nich mają nakład powyżej 20 tys. egzemplarzy, a takie, które mogą same się utrzymać, można policzyć na palcach jednej ręki. Nakłady spadają i nie widać zmiany na lepsze. Młodzi ludzie już sporadycznie zaglądają do czasopism,
a często korzystają za to z Internetu. Te misyjne są dotowane przez diecezje czy zakony. Z jednej strony widać, że rynek wypiera te formy działalności, a z drugiej może czas na wzór niemiecki, wydawać dwa – trzy tytuły misyjne w kraju o ekonomicznym nakładzie, z wkładkami zakonnymi czy diecezjalnymi. Tak robią dziś redakcje najpopularniejszych tygodników: „Gościa Niedzielnego” „Przewodnika Katolickiego” czy „Niedzieli”. Wyzwaniem jest też jeszcze mała obecność misji w Internecie czy mediach społecznościowych. Bez wątpienia trzeba je „umisyjnić”. Do niedawna w kraju istniały cztery katedry misjologii: na Uniwersytecie Opolskim, Uniwersytecie Śląskim w Katowicach oraz dwie na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie (Katedra Historii Misji i Katedra Teologii Misji). Pozostała jedna na ostatnim uniwersytecie, gdzie też od kilku lat nie zostały uruchomione magisterskie studia teologiczne o specjalności misjologicznej. Za to bardzo dobrze rozwijają się studia doktoranckie. Kościół w Polsce jest na szczęście misyjny nie tylko z definicji. Wiele parafii czy diecezji jest rozbudzonych misyjnie. Dobrze działają koła misyjne, zwiększa się liczba młodych wolontariuszy misyjnych. Jednak do profesjonalnego traktowania misji w działalności duszpasterskiej jeszcze sporo brakuje. Dobrze, że odbył się IV Krajowy Kongres Misyjny. Jednym z jego celów jest ożywienie misyjne w kraju. Proponuję zacząć od dzielenia się powołaniami misyjnymi, od decyzji o systematycznym wspieraniu misji np. przez dziesięcinę i od odbudowy intelektualnego zaplecza misji.

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Wykup prenumeratę<<<

Zobacz także
Wasze komentarze