PAP EPA

fot. EPA/WAEL HAMZEH

Kościół w Libanie: nieposkromione pragnienie życia

Pomimo ciężkich doświadczeń Liban promieniuje na świat nadzieją. Wystawa zatytułowana „Liban. Piękno, rany, nadzieja”, przygotowana podczas Meetingu Przyjaźni Między Narodami w Rimini, opowiada o kraju, naznaczonym wojnami, kryzysem gospodarczym i emigracją, który mimo wszystko wciąż potrafi zaczynać od nowa.

„Lilia pośród cierni” – tak Papież Leon X na początku XVI wieku określił Kościół libański, osadzony w złożonej mozaice narodów między Syrią a Palestyną. To jeden z najpiękniejszych cytatów zamieszczonych w katalogu wystawy „Liban. Piękno, rany, nadzieja”, przygotowanej w ramach Meetingu Przyjaźni Między Narodami w Rimini. Nieprzypadkowo, w tytule, pierwszym słowem jest piękno – ma ono podkreślić niezwykłą wytrwałość nieustannej odbudowy oraz światło nadziei, którego nie zdołały przyćmić nawet niezliczone rany zadane temu krajowi.

Laboratorium współistnienia

Liban nie jest jedynie państwem – mówił św. Jan Paweł II – lecz przykładem żywego pluralizmu, laboratorium współistnienia. „Pamiętam nieposkromione pragnienie życia, które promieniowało z twarzy ludzi, gdy słońce zachodziło nad autostradą prowadzącą z Dżubajl do Dżuniji – pisze kard. Angelo Scola, wspominając swoją wizytę w kraju cedrów sprzed szesnastu lat. – Pamiętam także spotkanie tego samego wieczoru z premierem Saadem Haririm. Myślę, że to właśnie ta wytrwałość i zdolność rozpoczynania od nowa, uczyniły Liban tak drogim św. Janowi Pawłowi II i tak ważnym w jego wizji odnowionego dialogu chrześcijańsko-muzułmańskiego”.

liban PAP EPA
fot. EPA/Antonio Lacerda

Więź, która nigdy nie została zerwana

Przez wieki ta więź z Rzymem nigdy nie została zerwana. Jeszcze 19 sierpnia libańskie flagi powiewały w bazylice św. Piotra, niesione przez trzydziestu młodych ludzi z Bejrutu. „Kiedy Ojciec Święty przybył do Libanu – powiedział ks. Michel Marie Barakat, wikariusz parafii Notre Dame de Sin-El-Fil w stolicy, który przewodził grupie – poprosił nas, abyśmy byli budowniczymi pokoju, abyśmy dzięki naszej bogatej historii wiary stawali się promotorami dialogu, pojednania i przykładem harmonii dla wszystkich wspólnot i pomiędzy nimi”.

Ks. Barakat był inicjatorem powstania w parafii młodzieżowej grupy Peacemaker, założonej właśnie po wizycie Leona XIV w grudniu ubiegłego roku. Jest to wspólnota, która pragnie podtrzymywać „krwiobieg dobra” w tkance społecznej rozdartej przemocą i osłabionej w strukturach zapewniających podstawowe dobra.

>>> Nowe drogi ewangelizacji sióstr zakonnych w Tanzanii

Poza nagłówkami wiadomości

O Libanie trzeba mówić także wtedy, gdy nie ma go w serwisach informacyjnych – są o tym przekonani kuratorzy wystawy przygotowanej na Meeting. Chcą oni pokazać „historie tych, którzy zostają, odbudowują i wciąż wierzą”. To opowieści zebrane dzięki doświadczeniu międzynarodowej współpracy organizacji Pro Terra Sancta: o szkołach, które ponownie otwierają swoje drzwi, o wspólnotach podnoszących się z ruin i o młodych ludziach, którzy odważają się wyobrażać sobie przyszłość.

„Nie chodzi o przemówienia, lecz o prawdziwe twarze i projekty. Spotkanie, które pozwala spojrzeć na Liban nowymi oczami” – wyjaśnia Andrea Avveduto, opisując niezwykle bogatą mozaikę odcieni libańskiego społeczeństwa.

W przygotowanie wystawy zaangażowali się Martino Diez, profesor języka i literatury arabskiej Katolickiego Uniwersytetu Najświętszego Serca, Andrea Caspani, były wykładowca historii współczesnej i dydaktyki historii oraz Danilo Zardin, profesor historii nowożytnej.

PAP EPA
fot. EPA/WAEL HAMZEH

Stuletni eksperyment

„Liban jest laboratorium, w którym chrześcijanie i muzułmanie próbowali zrealizować coś wyjątkowego – z pewnością na Bliskim Wschodzie, a być może nawet na całym świecie: państwo oparte na pełnej równości tych dwóch wspólnot” – wyjaśnia Martino Diez.

Rany kraju

Państwa trafiają na pierwsze strony gazet tylko wtedy, gdy wybucha wojna. Potem znów zapada cisza. Liban jest jednym z takich krajów – mówi o. Abdo Raad, kapłan melchicki i przewodniczący stowarzyszenia solidarności Annas Linnas.

Wygląda na to, że zapomniano o ciągłym cierpieniu wywołanym przez wojny oraz o wybuchu w porcie w Bejrucie z 4 sierpnia sprzed sześciu lat.

Wielu ludzi – podkreśla duchowny – straciło pracę, działalności gospodarcze z trudem wracają do funkcjonowania, a całe wioski na południu kraju wciąż czekają na odbudowę. Tysiące ludzi żyją w lęku, z dala od swoich domów i szkół, zagrożeni chorobami mogącymi prowadzić do śmierci z powodu braku opieki medycznej.

Wiele dzieci nosi w sercu niewidzialne rany wojny: lęk, traumę, strach przed przyszłością i ból po utracie bliskich. Wielu młodych – zaznacza o. Raad – wyemigrowało w poszukiwaniu pracy, pozostawiając podzielone rodziny i coraz bardziej wyludnione miejscowości. Ludzie starsi noszą głębokie rany, obserwując, jak kraj nazywany niegdyś Szwajcarią Bliskiego Wschodu przemienia się w ziemię ubóstwa i niepewności.

Wiele szpitali i ośrodków medycznych zostało zniszczonych, inne działają przy bardzo ograniczonych zasobach. Dostęp do leczenia pozostaje trudny, szczególnie dla ubogich i uchodźców. Oprócz przesiedlonych Libańczyków, którzy wciąż nie mogą wrócić do swoich wiosek, Liban – zauważa duchowny – nadal przyjmuje bardzo dużą liczbę uchodźców palestyńskich i syryjskich, dzieląc z ogromnym wysiłkiem ciężar kryzysu humanitarnego trwającego już od wielu lat.

Nadzieja pod gruzami

Wobec tej rzeczywistości możemy czuć się bezsilni. A jednak nadzieja nie umarła i nie może umrzeć pod gruzami. Żyje w odwadze matki, która nadal wychowuje swoje dzieci; w oddaniu nauczyciela, który ponownie otwiera szkołę; w hojności lekarza leczącego bez wytchnienia; w wolontariuszu rozdającym posiłki; w kapłanie pocieszającym zranioną rodzinę.

Prawdziwa historia Libanu – podsumowuje o. Raad – „nie pisze się jedynie w pałacach dyplomacji, lecz także w domach bez okien, na polach, gdzie rolnicy próbują zaczynać od nowa, w szkołach otwieranych mimo tysiąca trudności, w szpitalach, które nadal leczą, nawet gdy brakuje leków i środków. Pisze się przede wszystkim w oczach dzieci i w ich uśmiechach, mimo huku bomb”.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze