fot. ARCH. PAULINY GOSCH OMI

Maroko i Hiszpania: światło wśród uchodźców [ROZMOWA/MISYJNE DROGI]

Siostra Paulina Gosch OMI pracuje z migrantami w Madrycie i w Maroku. Razem z nimi co roku spędza święta Bożego Narodzenia. Poprzez swoją obecność pokazuje im, że Jezus jest dostępny dla wszystkich i że tak jak 2000 lat w Betlejem – tak i dziś może narodzić się w ich sercach.

Karolina Binek: W swojej misjonarskiej pracy wiele razy była Siostra świadkiem Betlejem, które wciąż się powtarza?

Siostra Paulina Gosch OMI: – Współpracuję z centrum dla migrantów prowadzonym przez jezuitów w Madrycie oraz wyjeżdżam na doświadczenia misyjne do Maroka. Tam często zabieramy ze sobą młodzież z Hiszpanii, z którą pomagamy migrantom. Najczęściej są to mężczyźni lub młodzi chłopacy, którzy zostawili swoje rodziny i chcą się dostać do Europy, bo mają nadzieję na lepsze życie w tej części świata, a potem chcą sprowadzić rodziny do siebie. Betlejem powtarza się współcześnie również w tym miejscu, ale w sensie symbolicznym, bo Pan Bóg zstępuje i staje się bliski tym ludziom, przychodzi do nich w postaci innych osób oraz przynosi im nadzieję. Chociaż bardzo często zdarza się tak, że mimo wielkich chęci, nie możemy zmienić sytuacji, w której ci ludzie się znajdują. Możemy natomiast poprzez wiarę, obecność, bliskość i czułość zmienić sposób, w jaki przeżywają sytuację, w której się znaleźli.

Domyślam się, że wielu mężczyzn, że wiele rodzin niekoniecznie chciało, ale wręcz musiało wyjechać z miejsca, z którego pochodzą.

– W Hiszpanii najczęściej spotykam rodziny, które dostały się do Europy z powodu wojny, która trwa w ich kraju, albo z powodów ideologicznych. Znam jedną rodzinę, dobrze wykształconą, pochodzącą z Salwadoru, która ze względu na poglądy polityczne musiała opuścić swoją ojczyznę. Ich poglądy nie były spójne z ogółem poglądów w tym państwie. U nas ci ludzie zaczynają swoje życie na nowo.

fot. ARCH. PAULINY GOSCH OMI

Migranci, z którymi Siostra pracuje są różnych wyznań? Zdarzają się wśród nich katolicy?

– Większość migrantów, z którymi mam kontakt to muzułmanie. Może w jednym lub w dwóch mieszkaniach, w których się z nimi spotykam, mieszkają chrześcijanie albo katolicy. Pozostali wyznają islam.

W jaki sposób reagują na to, że przychodzi do nich siostra zakonna?

– Wszyscy wiedzą, że jestem siostrą. To sprawia, że ich relacja ze mną jest dość specyficzna. Oni wiedzą, że dla nas, chrześcijan, modlitwa jest bardzo ważna. Znajdujemy więc coś, co nas łączy. Trudno im natomiast zrozumieć, że nie mamy swojej rodziny i że nie wyjdziemy za mąż. Ale mają do nas duży szacunek, bo jesteśmy blisko Boga. I chociaż pojmują Go inaczej niż my, to jest to coś, co nas bardziej łączy niż dzieli. A jeśli chodzi o relacje między migrantami różnych wyznań – to wszyscy są dla siebie dobrzy. Nasz projekt polega na tym, że każdy z tych chłopaków ma swojego opiekuna, który jest katolikiem. Oni o tym wiedzą i jeszcze nigdy nie spotkałam się z podziałami spowodowanymi wiarą. Różnice między nimi tutaj zanikają i nie są aż takie ważne.

fot. ARCH. PAULINY GOSCH OMI

Jak wygląda na co dzień praca Siostry wśród uchodźców? Zapewne codziennie spotyka się w niej Siostra zarówno z różnymi trudnościami, jak i z nadzieją?

– Moja praca odbywa się na różnych poziomach. Pierwszy kontakt, jaki mam z migrantami, zawsze odbywa się w ramach lekcji hiszpańskiego, które dla nich prowadzę. To „drzwi”, które otwierają mi możliwość nawiązania z nimi głębszej relacji. Bardzo często z ćwiczeń albo ze spontanicznych rozmów dowiaduję się czegoś o ich rodzinie oraz o drodze, jaką przeszli, by dostać się do Europy. Często jestem jedną z nielicznych osób, przed którymi się otwierają. Podczas takich rozmów zdarza mi się słyszeć: „Przeżyłem, bo Pan Bóg tego chciał”. Można więc powiedzieć, że w Bogu odnajdują sens tego, co przeszli. To dla mnie piękne, że wiara pomaga im zrozumieć to, czego doświadczyli.

Czym dla migrantów w Hiszpanii i w Maroku jest Boże Narodzenie? Wielu z nich obchodzi je pewnie z Siostrą pierwszy raz w swoim życiu.

– To prawda. Obchodzą Boże Narodzenie ze mną oraz ze swoimi chrześcijańskimi opiekunami. W domu, w którym migranci przebywają, wspólnie ubieramy choinkę oraz przygotowujemy różne dekoracje. Ustawiamy szopkę. Jest wspólna kolacja wigilijna i śpiewanie kolęd. Są na to bardzo otwarci i lubią towarzyszyć nam w świętowaniu ważnych dla nas uroczystości. Poza tym Jezus dla muzułmanów też jest ważną postacią i ważnym prorokiem, którego szanują. Aktualnie jednak w Madrycie sytuacja wygląda tak, że służby na prośbę władz deportują wielu migrantów, przez co ci żyją w ciągłym strachu. Tegoroczne Boże Narodzenie może być dla nich więc jeszcze większym znakiem, że Pan Bóg zawsze jest przy nich, że ich nie zostawi.

fot. ARCH. PAULINY GOSCH OMI

Często zdarza się, że migranci pytają o historię Bożego Narodzenia?

– Nie spotkałam się jeszcze z takim pytaniem, ale ciekawi ich to, w jaki sposób my przeżywamy te święta oraz jak się modlimy. Są bardzo otwarci na historie związane z tym tematem oraz na nasze zwyczaje. Może też dlatego, że Jezus jest dla nich prorokiem i znają tę historię?

Co Siostrze daje ta praca? Doświadcza w niej Siostra powtórzenia historii z Betlejem? Kobiety rodzą dalej na końcu świata, opuszczone, w trudnych warunkach. Rodziny są zmuszone uciekać, ale On przychodzi.

– Dzięki tej pracy moje serce jest żywe i wrażliwe. Nie obojętnieje. Słuchając różnych historii migrantów, rozumiem słowa papieża Leona XIV, że bycie migrantem to nie tylko problemy. Bo ci ludzie mają swoje pragnienia i marzenia, które chcą zrealizować. Uczę się od nich wytrwałości w dążeniu do celów. Za każdym razem, kiedy słyszę: „Moja rodzina nie ma co jeść. Ja musiałem przyjechać do Europy, żeby ją uratować” – to bardzo się poruszam i rozumiem, że moja praca ma sens. A to trochę powtórzenie sytuacji z Betlejem. I dociera do mnie, że można nie mieć nic, ale mieć miłość, dzięki której się żyje. Często nie jesteśmy w stanie zmienić sytuacji żadnej z tych osób, ale możemy chociaż stworzyć dla nich środowisko, w którym spotykają się z szacunkiem i są dobrze traktowani. W takich sytuacjach szczególnie uosabia się Bóg. Tak jak te 2000 lat temu w Betlejem zabłysło światło i przyniosło Dobrą Nowinę ludziom, tak dziś zwykłe wysłuchanie drugiego człowieka i obecność może go przemienić oraz przynieść mu nadzieję.

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Zamów prenumeratę<<<

Pewnie dzięki pracy z migrantami oraz spędzaniu z nimi świąt postrzega dziś Siostra Boże Narodzenie inaczej.

– Tak, bo praca wśród ubogich sprawia, że mogę kontemplować ubogiego Jezusa wśród nich. Jego ubóstwo sprawia, że jest On dostępny wszystkim i nikt nie boi się do niego przyjść. Wszyscy mogą do Niego trafić.

fot. ARCH. PAULINY GOSCH OMI
Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze