Foto: Andrzej Danilewicz SVD

Najbiedniejsi z biednych [MISYJNE DROGI]

Indie. To dla nas wyjątkowo trudny rok. Brak deszczu i fala ogromnych upałów wszystkim dały się we znaki. Rolnicy zostali bez pracy i zarobku.

Kishore Babu stracił oboje rodziców. Nietrudno się domyślić, że ich odejście bardzo wpłynęło na życie chłopca. Musiał szybko dorosnąć. Na szczęście ma dobry charakter i przez wielu jest bardzo lubiany. To pozwalało mu przetrwać, zanim trafił do nas. Co jakiś czas dostawał od kogoś coś do jedzenia lub potrzebne ubrania. Teraz znakomicie się uczy, mimo że nie ma nikogo z rodziny, kto mógłby go wspierać i pomagać wchodzić w dorosłość. W kwietniu tego roku skończył dziesiątą klasę. Niebawem okaże się, jak dalej potoczą się jego dalsze losy. Ma przed sobą kilka dróg. Może zostanie stolarzem, spawaczem lub nawet nauczycielem. Jest bardzo zdolny. Najważniejsze, żeby znalazł dla siebie uczciwe zajęcie i zarabiał na przyzwoite życie.

Bez rodziców

Dzieci, które się u nas uczą, są biedne. Pochodzą z trudnych, często rozbitych rodzin. Wiele z nich to sieroty lub półsieroty, którymi nikt się nie interesuje – ani dalsza rodzina, ani państwo. Są całkowicie osamotnione. Nawet jeśli mają rodziców, to ojcowie najczęściej szukają ucieczki od problemów w papierosach i alkoholu – używkach, które dają im chwilę złudnego wytchnienia, widzą cały swój świat. Często odchodzą od żony i dzieci, szukając szczęścia z inną kobietą. Choć niekiedy nawet matki bywają nieodpowiedzialne i swoim zachowaniem ściągają nieszczęście na własne dzieci.

Skrajności, które uderzają

Trudny los Kishore podziela wielu młodych ludzi, których znam. Indie to kraj wielkich nierówności społecznych. Bogaci są tutaj naprawdę nieliczni, ale jeśli już posiadają jakiś kapitał, to zazwyczaj jest on pokaźny. Kupują drogie domy i samochody. Mają po kilka posiadłości w najdroższych dzielnicach. Inni natomiast mają problem, żeby zapewnić sobie i najbliższym zaspokojenie podstawowych potrzeb. Nie mają pracy, więc nie zarabiają, a kiedy nie mają dochodów, popadają w jeszcze większą biedę. Rząd słabo interesuje się pomocą tym, którzy jej naprawdę potrzebują. A przecież edukacja dzieci to pierwsza i najważniejsza potrzeba. Dlatego naszą misją jest praca z tymi najbiedniejszymi z biednych. Kto ma się nimi zainteresować, jeśli nie my? Dajemy uczniom możliwość rozwoju intelektualnego, społecznego i moralnego, bo tego domaga się ludzka godność. Mieszkańcy Indii z ledwością zarabiają na jedzenie. Nie starcza im już pieniędzy na takie wydatki jak ubezpieczenie na życie czy opieka zdrowotna. Dlatego ludzie tutaj borykają się z poważnymi problemami zdrowotnymi. Kiedy nie ma wczesnego rozpoznania choroby, a później właściwej diagnozy i leczenia, umieralność jest na bardzo wysoka. To powoduje kolejne rodzinne dramaty. Dzieci wcześnie tracą rodziców, a przez to ich przyszłość stoi pod znakiem zapytania.

Foto: Yesuratnam Gunthamala OMI

Wykluczeni

– Moi rodzice są zarażeni wirusem HIV, a bieda bardzo daje nam się we znaki. Ledwo starcza nam na dwa posiłki dziennie. Trudno w takich warunkach myśleć o nauce, bo po prostu nie ma jak za nią zapłacić. „Misja Szkoła” pozwala mi patrzeć w przyszłość z większym optymizmem – mówi jeden z chłopców wspieranych przez nasz program. W przyszłości chciałby zostać nauczycielem, bo jak podkreśla, nauka jest jedną z najważniejszych dziedzin życia. Nasz program jest dla nich niezwykle ważny. Gdyby nie on, nie mogliby się uczyć, chociaż teoretycznie wszyscy mają zagwarantowane takie prawo. Historie takich rodzin czasem mogą szokować, ale ich autentyczność powinna nas uderzać i dawać nam do myślenia. Pokazują też kontekst, w jakim żyją i z jakim zmagają się na co dzień ci najbardziej zmarginalizowani i wykluczeni. Jako misjonarze oblaci spotykamy się z takimi sytuacjami na co dzień. Chcemy o tym mówić, ale przede wszystkim temu przeciwdziałać.

Szkoła to nadzieja

Uday Kiran ma tylko matkę i starszą siostrę. Ojciec zostawił ich zaraz po urodzeniu chłopca. Związał się z inną kobietą i nie interesuje się już swoją rodziną. Nie przekazuje żadnych pieniędzy, a przecież wychowanie dzieci kosztuje. Matka robi, co może. Próbuje zarabiać, ale pieniędzy nie wystarcza, żeby wykarmić dzieci. Czasem nie jedzą nic przez cały dzień. Mieszkają kątem u kogoś obcego, wynajmują mały pokój, bo oczywiście nie mogą pozwolić sobie na własne mieszkanie. Sytuacja chłopca zmieniła się, kiedy dołączył do naszego programu. Zdobył akceptację wśród nauczycieli i innych uczniów. Jest szanowany i ceniony. To ma wielki wpływ na jego psychikę. Jest tutaj kimś, a nie anonimowym dzieckiem żebrzącym na ulicy o kawałek chleba. Może rozwijać swoje zainteresowania, których nie brakuje, bo dobrze sobie radzi i chętnie uczy się nowych rzeczy. Mama i siostra są zachwycone. Obserwują chłopaka, który widzi w swoim życiu jakiś cel. To niesamowita frajda obserwować, jak w młodym człowieku rodzi się ciekawość świata, a przede wszystkim promyk nadziei. Bóg jest z cierpiącymi. Ten chłopak dzięki ludziom, którzy go wspierają, czuje to na własnej skórze.

Dzieci pracujące w fabryce

Poruszają mnie też życiowe losy innej, bliskiej mi rodziny. Mają olbrzymie problemy finansowe. Ojciec, głowa rodziny, zmarł nagle na zawał serca w bardzo młodym wieku. Jego żona, mimo wysiłków, nie jest w stanie zapewnić synowi (Kumarowi) utrzymania. Problemem jest głównie stan jej zdrowia, który najczęściej nie pozwala jej pracować. Głód i brak opieki lekarza jest u nich przykrą codziennością. Kumar chciałby iść do szkoły, ale brakuje na to pieniędzy. Tylko bogatszą część społeczeństwa stać na odebranie starannej edukacji. To sprawia, że znaczna większość osób biednych to analfabeci. Bez umiejętności czytania i pisania mogą co najwyżej nająć się w jakiejś fabryce czy w porcie. Pracują tak również dzieci. Panuje na to przyzwolenie, bo trudno znaleźć tu jakiekolwiek inne wyjście. Zarabiając równowartość kilku dolarów, mogą przynajmniej kupić sobie lub młodszemu rodzeństwu coś do jedzenia lub picia. Kumar trafił jednak do nas i – podobnie jak wiele innych dzieci – otrzymuje pomoc. Nie musi już martwić się o to, czy jutro będzie miał co jeść, a jego dalsza przyszłość maluje się w bardziej kolorowych barwach.

Foto: Heinz Helf SVD

Hindusi, chrześcijanie i muzułmanie

Ramanakkapeta, miejscowość, w której znajduje się nasza szkoła, jest zamieszkiwana głównie przez hindusów, chociaż w naszej szkole stanowią oni około 20% uczniów. Pozostali to chrześcijanie. Po ukończeniu szkoły (dziesięciu klas) absolwenci mogą uczyć się dalej. Mogą się nauczyć zawodu, który w przyszłości da im pracę i pieniądze. Nie będą wtedy musieli liczyć na innych. Sami będą mogli stanowić o sobie, a może nawet pomagać innym. Dzisiaj jednak potrzebują wsparcia. Dzieciaki w większości wywodzą się ze środowiska, które ma problemy nie tylko finansowe, ale i społeczne. Ich socjalizacja to zadanie dla nas, ale odbywa się ono przy wielkiej pomocy z Polski. Najbardziej wzruszające jest to, że dla większości rodziców adopcyjnych relacja z naszymi dziećmi jest naprawdę ważna. Widać to po listach i prezentach, które dostają. Uczniowie też bardzo przeżywają tę relację. Choć te mniejsze nie zawsze wiedzą, na czym to wszystko polega, widzę w ich oczach wdzięczność za szansę, którą dostali.

Pokonać przeszkody

Wszystkie problemy i wyzwania, z którymi się borykamy, można pokonać. Konieczna jest tylko świadomość, że ktoś jest z nami solidarny, że nie jesteśmy sami. Takie poczucie daje nam właśnie program „Misja Szkoła”, który „Misyjne Drogi” organizują już od kilku lat. Dzielą nas tysiące kilometrów, a mimo wszystko mamy poczucie, że kogoś obchodzi nasz los. Historie, które tutaj przytoczyłem, to tylko niektóre z cudów, które codziennie dzieją się na naszych oczach. Przemiany i poprawa jakości życia rodzin są dla nas niesamowitą radością. Jest jeszcze wiele dzieciaków, o których warto byłoby tutaj napisać, ale nie sposób tego zrobić. Każda z rodzin jest na swój sposób wyjątkowa i każda zasługuje na uwagę. Jestem pewien, że z Bożą pomocą program pomoże jeszcze wielu ludziom, bo edukacja to prawdziwy klucz do lepszej przyszłości. Chcemy dać ten klucz dziesiątkom, setkom, a nawet tysiącom dzieci.

Rok Miłosierdzia w Kościele co prawda dobiegł końca, ale jego efekty ciągle możemy obserwować. Niektórzy mówią, że przeszedł on trochę bez echa, ale przecież nie da się wyeliminować całego zła i biedy w ciągu jednej chwili. To proces, do którego każdego dnia jesteśmy przez Boga zaproszeni. Wszystko zależy od nas. Trzeba zakasać rękawy i brać się do pracy.

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Wykup prenumeratę<<<

Wybrane dla Ciebie

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze