Fot. pixabay

Rwanda: ogromna rana na kontynencie afrykańskim, która zrodziła męczenników 

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Tydzień Misyjny to dobry czas, aby powiedzieć, że głoszenie Chrystusa w krajach misyjnych wymaga czasami ogromnego heroizmu. To czasami wiąże się z męczeństwem. 

Masakra dokonała się w 1994 r. Szacuję się, że Hutu wymordowali dwie trzecie populacji Tutsi. Ale w tym morzu bestialstwa znalazły się też osoby, które były gotowe do heroicznego dobra i ofiarowania życia za innych. 

Rany podziałów 

Tutsi to plemię bardzo inteligentne, chytre, przezorne, bystre, zajmujące się hodowlą krów. Natomiast Hutu to rolnicy. Różnica między nimi jest taka, jak kiedyś w Polsce między arystokracją a chłopami – tak o walczących plemionach mówi o. Bazan, pallotyn pracujący w Rwandzie. To powodowało, że prawie nieustannie trwały konflikty. Tutsi chcieli ziemi na pastwiska, ale Hutu chcieli uprawiać te same tereny. Trwała także walka o władzę polityczną. 

Rwanda uzyskała niepodległość w 1962 r., ale nie oznaczało to polepszenia sytuacji, jeśli chodzi o konflikty wewnątrz kraju. 

Rany od maczet 

Masakra została dokonana w 1994 r. przez plemię Hutu na ludności Tutsi. Ale nie była to sytuacja, której nikt nie mógł się spodziewać. Już w styczniu 1993 r. ks. Augustini Nkezebera w swoim dzienniku pisał o kobietach, które chciały się schronić w parafii w miejscowości Muramba, ponieważ uciekały przed siłami rządowymi, które organizowały „obławy”, by wyłapać i zabić Tutsi. Wielu szukało schronienia w kościołach, ale to nie dawało żadnej gwarancji ochrony. 

Fot. pixabay

Rana rodząca męczenników 

Byli też księża, którzy ginęli razem z wiernymi. Można ich śmiało nazwać męczennikami. Muzułmanka, zgwałcona na oczach swoich dzieci, zakażona wirusem HIV opowiada o takich kapłanach. 

Schroniła się w kościele w Mukarange w niedzielę 10 kwietnia. Byli tam dwaj księża: Jean Bosco Munyaneza i Joseph Gatare. Choć wiele razy mieli okazję uciec, to nie zrobili tego. Zresztą ksiądz Jean Bosco nie musiał uciekać – był Hutu. Mógł przejść na stronę oprawców, schronić się, uniknąć śmierci. Wybrał jednak organizowanie jedzenia dla ludzi, chronienie ich. Ale nie dał rady. Najpierw weszli żandarmi, by sprawdzić, czy ludzie schronieni na terenie kościoła nie mają broni. Nie mieli. Puścił serię z karabinu. To był znak, że mogą wejść mordercy z maczetami. Nie chcieli marnować naboi na te karaluchy.  

Ksiądz Gatare próbował schronić się u pobliskich sióstr, ale tam go dopadli. Zaraz potem księdza Jeana Bosco. Pomimo że był Hutu, zabili go za karę – za to, że pomagał Tutsi. Ale można powiedzieć, że miał szczęście, bo zginął od kuli. Potem jego ciało ciągnęli po ziemi. Wtedy na drogach było błoto. 

Śmierć księdza Agustini Nkezabera nikogo nie zaskoczyła. Od dłuższego czasu pomagał tym, którzy uciekali przed śmiercią, organizował dla nich ucieczki. „Ksiądz August nigdy nie zostanie zapomniany, będzie nadal postrzegany jako bohater miłości, a nawet gdy śmierć przyjdzie do jego ciała, to jego przesłanie do ludzi nie przeminie”. 

Felicitas Niyitegeka pracowała jako świecka misjonarka Apostolatu w Gisenyi. Pochodziła z Hutu. Kilka dni przed planowanym atakiem na miasteczko, w którym pracowała, jej brat, który był żołnierzem i brał udział w zbrodniach na Tutsi, ostrzegł ją, że planowane są tam mordy. Ona odpisała mu w liście, że nie może opuścić ludzi, którym pomaga. Prosiła go jeszcze, by modlił się za nich, by trafili szybko do Nieba.  

*** 

Tych męczenników jeszcze świat nie poznał. Rwanda zdaje się nie być jeszcze gotowa do tego, by rozliczyć się z tak okrutnej zbrodni. Są aresztowania, są zapełnione więzienia, ale jednocześnie zacierana jest pamięć o ofiarach. Nazwiska zamordowanych kiedyś wypisane na murach są zamalowywane, zasłaniane. A wraz z ukrywaniem ofiar umykają także pamięci cisi bohaterowie, którzy byli do końca ze swoimi owcami. 

 

Zobacz także
Wasze komentarze