Zdjęcie (31.12.2006 r.): kard. Bergoglio i o. Grzegorz z parafianami Matki Bożej w Buenos Aires

Papież Franciszek woli Kościół po wypadku, niż w stanie ciągłej choroby [ROZMOWA]

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Grzegorz Górski OMI jest od 30 lat misjonarzem w Argentynie. Obecnie posługuje w parafii Matki Bożej Gromnicznej w Córdobie, w środkowej części tego kraju. Opowiada nam o tym, jak poznał przyszłego papieża Franciszka.

Zofia Kędziora (misyjne.pl) Jak poznał ojciec kard. Bergoglio? 

Grzegorz Górski OMI: Spotkaliśmy się w archidiecezji Buenos Aires, on jako kardynał, a ja posługując w parafii Matki Bożej OMI w tym samym mieście. Kard. Bergoglio jako zakonnik, jezuita, z szacunku dla drugiej osoby starał się odwiedzać parafie i to dosyć często. W mojej parafii w ciągu 10 lat był, o ile dobrze pamiętam, mniej więcej 13 razy. Miał taki zwyczaj, że przyjeżdżał zawsze na święto patronalne parafii. Polskim odpowiednikiem jest odpust parafialny. Robił tak jeszcze jako biskup pomocniczy, a potem kontynuował tę tradycję, kiedy został arcybiskupem całego Buenos Aires. Najczęściej był już dzień wcześniej, 31 grudnia, ponieważ 1 stycznia przypadało nasze święto parafialne. Swój przyjazd zawsze zapowiadał kilkanaście tygodni wcześniej, a w przeddzień jeszcze potwierdzał, czy może przyjechać. Ja to odczytywałem jako znak jego wielkiej pokory. Mimo pełnienia tylu swoich obowiązków, o takich rzeczach można by powiedzieć drobnych, zawsze pamiętał. 

fot. CLAUDIO PERI, PAP/EPA.

Spotykał się ojciec z kard. Bergoglio tylko oficjalnie? 

Te spotkania przeważnie miały właśnie taki charakter. Przybywał samodzielnie, pozdrawiał ludzi spotkanych w drodze do kościoła jak i w świątyni.  Odwiedzał, modląc się, kaplice ołtarzowe poświęcone świętym i błogosławionym. Następnie udawał się do miejsca , w którym znajdował się Przenajświętszy Sakrament, a po adoracji kierował się do konfesjonału,  w którym był spowiednik by wyspowiadać się. Potem odprawiał mszę świętą, z homilią. Po Eucharystii ze wszystkimi wiernymi żegnał się, rozmawiał i składał im noworoczne życzenia. Zawsze go wspominam jako człowieka bezpośredniego. 

Jakie w Argentynie były reakcje na wybór rodaka na papieża? 

Różne, ja dowiedziałem się przypadkowo oglądając wiadomości . Następnie udałem się do kościoła na mszę świętą, w której wzięło udział bardzo dużo ludzi. W Buenos Aires całą noc i cały dzień trwała fiesta. To był widzialny znak, ponieważ on stamtąd pochodził i był znany. Córdoba w tym względzie zachowała się bardziej wstrzemięźliwie.  W Polsce np., jeszcze dwa miesiące po wyborze kardynała Karola Wojtyły na papieża trwały rozmowy w rodzinie, w sklepie, pociągu, autobusie i tak dalej. Wciąż się o tym mówiło, ludzie jakby odkrywali, kim są.

La Boca – portowa dzielnica Buenos Aires, jedna z 47 dzielnic stolicy Argentyny, fot. unsplash

Franciszek dużo podróżuje, ale Argentyny nie odwiedził. Dlaczego? 

Dużo jest teorii na ten temat, nie będę ich nawet powtarzał. Myślę, że on ma swoją filozofię i to trzeba uszanować. Z drugiej strony on jest w środkach masowego przekazu, on po prostu jest. Chce się dzielić, mówić. I mi się wydaje, że to dla niego teraz najważniejsze, żeby być dostępnym, dla biskupów, kapłanów i ludzi. Ale kiedy do nas przyjedzie? Może na ukoronowanie swojego pontyfikatu (śmiech).  

Franciszek wspomniał w 2014 r., że być może po kilku latach abdykuje. Zamierza wtedy na zawsze zostać w Argentynie? 

Być może, chociaż trudno mi tutaj wyrokować. On jest teraz w dobrej kondycji i mimo wszystko, jest świadomy tego, że wszystko może się wydarzyć.  

Dlaczego Franciszek wzbudza takie kontrowersje? Zwolennicy nazywają go prorokiem a przeciwnicy heretykiem. I z jednej i z drugiej strony opinie są dosyć mocne. 

Żeby dobrze poznać człowieka i coś o nim powiedzieć, trzeba przyjechać do miejsca, w którym się urodził. Jorge Mario Bergoglio urodził się w Buenos Aires, jako jedno z pięciorga dzieci włoskich imigrantów. Uczył się w technikum, w niełatwej dzielnicy miasta. Buenos Aires i Argentyna to miejsce  niezwykle specyficzne, miejsce zarówno emigrantów jak i tubylców. Papież Franciszek jest poddawany ciągłej próbie, niektórzy patrzą, by złapać go na jakimś błędzie i zrobić z tego poczytną sensację. W Ewangelii czytamy, że faryzeusze bez przerwy, w każdym pytaniu ustawiali Jezusa w sytuacji podchwytliwej, oczekiwali Jego błędu. Ciągle Go próbowali, by móc Go oskarżyć. Pomimo XXI wieku, to się wiele nie zmieniło, tylko jeszcze bardziej wyostrzyło. To wielka trudność, żeby wszystkim dogodzić. A papież Franciszek taki właśnie jest, chce każdemu odpowiedzieć, jest naturalny, prawdziwy. Niestety, niektóre dzisiejsze media niemające Ducha Bożego, które wyrywają wypowiedzi z kontekstu, szkodzą takiemu nastawieniu. Zresztą, paradoksalnie, gdy papież był jeszcze kardynałem, unikał mediów, wolał działać. Dzisiaj będąc papieżem, mimo takiej swojej mentalności, chce być dla każdego dostępny.

Papież

fot. twitter.com

Zresztą media też się zmieniają.  

Pamiętam, za pontyfikatu św. Jana Pawła II, media działały inaczej, były, jak gdyby powolniejsze. Dzisiaj, w dobie Internetu i mediów społecznościowych nie jest trudno kogoś zdyskredytować. A Jan Paweł II potrafił znaleźć się w tych sytuacjach. Na pewno pontyfikat papieża Franciszka przybliżył Stolicę Apostolską ludziom, zmniejszył dystans między Argentyną a Rzymem. 

Jakie przesłanie wyłania się z pontyfikatu papieża Franciszka? 

Chodzi o działalność pastoralną, żeby Kościół wciąż był w akcji, albo inaczej mówiąc w stanie ciągłego pogotowia. Myślę, że ojcu świętemu chodzi o to, żeby Kościół nadawał ton życiu człowieka w świecie. Zresztą nie raz się wypowiadał i mówił, że woli Kościół po wypadku, niż w stanie ciągłej choroby. Tą chorobą jest konformizm. A chodzi o to, żebyśmy my, jako Kościół, jako wspólnota nadawali ten ton. Dzisiaj to widać: jest więcej pytań, które poddają pod wątpliwość, niż Dobrej Nowiny, która utwierdza człowieka w przekonaniu, że Pan Bóg go kocha, że jest życie wieczne, które nie kończy życia, tylko je zmienia.  

Fot. Flickr/EpiskopatNews

 

Papież Franciszek woli Kościół po wypadku, niż w stanie ciągłej choroby [ROZMOWA]
3 (50%) 2 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze