Sebastian Szymczak/MD

8 filmów, które mówią o znaczeniu życia więcej, niż plakaty pro-life 

6 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Jak przekonująco wyrazić, że jest się „za życiem”? Czasami nie wystarczą deklaracje czy nakładki na zdjęcia profilowe w mediach społecznościowych. Tzw. postawa pro-life nie dotyczy tylko kwestii aborcji, ale również wsparcia życia na każdym jego etapie. Obojętnie, jakie to życie jest.  

Postanowiłam stworzyć subiektywny ranking filmów, które opowiadają nie tyle o aborcji czy ciąży, ale… o wyborze życia, na dobre i na złe.  

>>> Niewiarygodne. Czy wiara w Boga pomaga w rozwiązywaniu zagadek?  

„Złodziejaszki” 

Świat jest niesprawiedliwy, ale mamy przecież siebie. Tak można wprowadzić do filmu Hirokazu Koreedy, japońskiego scenarzysty i reżysera, zdobywcy wielu nagród, w tym nominacji do Oscara. Jego filmowe dzieło – „Złodziejaszki” – opowiada nie tylko o rodzinie, ale przede wszystkim o więzach, które przekraczają dostępne nam definicje bliskości. To kino, które nie daje jednoznacznych odpowiedzi, jednak w prosty sposób pokazuje, że więzy między ludźmi są fundamentem życia. Jednak nie muszą to być więzy krwi… „Czy urodzenie dziecka automatycznie czyni cię matką?” – to pytanie, które przewija się przez cały film, od pierwszych chwil. Są to jednak więzy o wiele głębsze, które Koreeda ukazuje w niezwykły sposób.  

„Cuda z nieba” 

Gdyby nie fakt, że to historia prawdziwa, film byłby tylko ckliwą opowieścią o nierealnym zdarzeniu. A jednak internauci na całym świecie piszą, że ten film pomógł im w ich własnym przeżywaniu wiary. Dlaczego? Pewnego dnia rodzice małej Anny Beam dowiadują się, że ich córka jest chora. Cała rodzina wpada w kryzys. Film ten nie straszy wizją piekła, nie poucza, nie moralizuje, ale pokazuje to, co w chrześcijaństwie jest najlepsze i to, z czego każdy powinien być dumny. Co więcej, prócz rozwiązania całej historii obraz ten pozostawia w widzu głębokie poczucie wdzięczności. Rzadko reżyserom się to udaje.  

>>> Maria Magdalena. Apostołka apostołów – a nie prostytutka  

Przestrzegam, by nie czytać opisu tego filmu na portalu „Filmweb”, ponieważ zawiera ogromny spoiler. 

>>> Kraina wielkiego nieba. O pewnym kryzysie 

Nise – O Coração da Loucura 

Natknęłam się na ten film przypadkiem. Przyciągnął mnie przede wszystkim dlatego, że przedstawia prawdziwą historię. Lata pięćdziesiąte XX wieku. Doktor Nise da Silveira, brazylijska psychiatra, uczennica Carla Junga dostaje pracę w szpitalu psychiatrycznym. Od razu jednak widać, że kobiecie tej zależy na pacjentach, a nie na sukcesie naukowym. W pierwszych dniach pracy jest świadkiem szokujących scen: elektrowstrząsów dokonywanych na pacjentach. Postanawia wprowadzić nowatorską metodę leczenia… mając na uwadze nie tyle swoja karierę, co tych ludzi, którzy do życia potrzebują, jak chyba każdy, miłośći. Film ten pozwala dostrzec w ludziach najbardziej odrzuconych ich człowieczeństwo. Labirynt ludzkiego umysłu, tym bardziej chorego, nie jest łatwy do przejścia. Dr Nise da Silveira się to udało. Cenna historia.  

„Opiekun” 

Trevor ma dystrofię mięśniową. Oznacza to, że do końca życia przykuty będzie do wózka, a w dalszej perspektywie czeka go wcześniejsza śmierć. Nie jest to, delikatnie mówiąc, pozytywna wizja. Zwłaszcza, gdy jest się uzależnionym od opiekuna, z którym trzeba chodzić nawet do toalety. Choć historia ta może wydawać się trochębajkowa”, to jest nam potrzebna, żeby uwierzyć nie tylko w siebie, ale także w siłę przebaczenia. Nawet, jeśli wiąże się to z odrzuceniem. To film o potrzebie życia, radości (choć może się wydawać, że choroba ją zabrała), szczęścia i docenienia tego, co się ma. I choć może to wydawać się  banałem to jestem przekonana, że taka historia jest nam wszystkim potrzebna. 

„Chce się żyć” 

To prawdziwa historia. Niepełnosprawność, komunizm i polska służba zdrowia.  To jedna strona tego filmu. Druga to nieodparta chęć do życia. Dwie przeciwności, które się w sobie uzupełniają. Wydawać się może, że film z motywem upośledzenia automatycznie sprzeda się światu, ponieważ wystarczy tylko opowiedzieć o odkrywaniu człowieczeństwa w niepełnosprawności. Tu jednak mamy do czynienia z wyżej zawieszoną poprzeczką. Widzowie po obejrzeniu piszą: „Aż chce się żyć!”. To dowodzi, że nie tylko o dostrzeżenie człowieczeństwa chodzi w tym obrazie. Życie mamy tylko jedno, więc warto odkryć jego sens.  

>>> Ukryte Życie. Niesprawiedliwość lepiej znosić niż ją wyrządzać 

„Służące” 

Czarnoskóre służące w latach 60 XX wieku. USA. Dwa światy. Białe kobiety, żony wielkich biznesmenów i ich czarne służące, wciąż pozbawione wielu praw kobiety. Na horyzoncie pojawia się młoda dziennikarka, która dopiero „odkrywa” ich historię. Wywołuje tym prawdziwą burzę. Jednak to nie tylko historia o równouprawnieniu czarnych, ale też o ponadczasowych wartościach. To my decydujemy, kim jesteśmy dla innych ludzi i kolor skóry nie ma tutaj większego znaczenia. Choć dzisiaj wydaje się to oczywiste, jeszcze kilka dekad temu takie nie było.  

„Drzewo życia” 

Już chyba sam tytuł jest mocno, ale to mocno symboliczny. Problematyki wiary w Boga Terrence Malick tutaj nawet nie maskuje. Jack dorasta w rodzinie na przedmieściu jednego z amerykańskich miast. Wychowywany przez surowego ojca i kochającą go ponad wszystko matkę, powoli wkracza w dorosłość. W pierwszych scenach filmu poznajemy go już jako dorosłego pracownika korporacji. Jack jest jednak z jakiegoś powodu wyobcowany…. To genialna opowieść przebaczeniu, potrzebie życia, miłości i wiary. „Drzewo życia” to transcendentna próba odpowiedzi na najbardziej fundamentalne pytania, jakie może postawić sobie człowiek. Ta opowieść dzieje się wciąż w każdym z nas. Nie jest to film ślepo poszukujący religii, jako odpowiedzi na nasze pytania, ale to historia, która opisuje relacje Boga z człowiekiem.  

>>> Ostatni trik Hitchcocka. O czym nie wiedzieli jego przyjaciele? 

„1917” 

O tym filmie pisałam na tych łamach całkiem niedawno, zaraz po przedpremierowym seansie. Wojna to zupełnie inny świat. Świat, w którym każda kolejna minuta życia jest błogosławieństwem. Scenarzystka (Krysty Wilson-Cairns) określała te wydarzenia nawet jako „pierwszą mechaniczną wojnę, ponieważ przemysł bardzo mocno ją wspierał. Zaczęło się od konnych szarż i ataków piechoty, ale wkrótce wojnę zaczęły prowadzić czołgi, karabiny maszynowe, gaz oraz samoloty”. Ten film to pochwała braterstwa, przyjaźni i życia. Po prostu.  

Zobacz pozostałe #RecenzjeZofii

Zobacz także
Wasze komentarze