Beata i Maged, fot. arch. prywatne

Cicha rewolucja Ducha Świętego, czyli jak Jego powiew odmienia życie człowieka

9 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Maged i Beata są małżeństwem, które, jak sami mówią, nie miałoby szansy na szczęście, gdyby nie działanie Ducha Świętego. Maged pochodzi z Egiptu, Beata jest Polką, pewnego razu spotkali się i stworzyli szczęśliwe małżeństwo. Niedawno brali udział w wieczorze świadectw, zorganizowanym przez grupę Chemin Neuf Łódź – „Misja Młodych 18-30”.  

Chemin Neuf to międzynarodowa katolicka wspólnota o powołaniu ekumenicznym. Na kilka dni przez uroczystością Zesłania Ducha Świętego uczestnicy internetowego spotkania mówili o tym, co daje otwarcie się na Jego powiew, na Jego „wiatr zmian”. Jak Duch Święty zmienia życie? Bo On je zmienia, ale robi to niepostrzeżenie. I choć zmienia diametralnie, to nie jest to rewolucja, a raczej harmonijna ewolucja, którą człowiek zauważa najczęściej dopiero wtedy, gdy w życiu widać już jej owoce. Magded i Beata mieszkają we Francji, w Normandii, blisko Góry św. Michała. Są małżeństwem od 2006 r., mają 12-letnią córkę. 

Beata i Maged a w oknie ich córka Lucie, fot. arch prywatne

Ważne momenty życia  

Maged pochodzi z rodziny katolickiej, co w Egipcie jest rzadkością (to kraj w większości muzułmański). Pewnego razu przyjaciel zaprosił go na Światowe Dni Młodzieży do Rzymu. Maged pracował wtedy w księgowości, był już zaręczony, nie myślał o dalekich podróżach, raczej martwił się o swoje finansowe zabezpieczenie. Przyjaciel oraz inni znajomi z parafii w końcu jednak namówili go na wyjazd. Był to dla niego jednak bardziej wyjazd turystyczny, okazja do zobaczenia świata, niż przeżycie typowo religijne. Pamietam, że w dużym namiocie były jakieś 2 tysiące osób. Pochodziłem z tradycyjnego kościoła i gdy zobaczyłem ludzi modlących się w sposób charyzmatyczny, to była dla mnie duża nowość i spore zaskoczenie – wspomina dziś Maged. Pamięta, że stał wtedy z tyłu i największą niepewność poczuł wówczas, gdy inni zaczęli śpiewać w różnych językach. Jednocześnie zobaczył, że wiara może być czymś niezwykle żywym, nieodległym, czymś tu i teraz. Ci ludzie byli w tym bardzo autentyczni, widziałem, że są głęboko zakorzenieni w wierze – mówi Maged. Po powrocie do Egiptu rozmawiał z narzeczoną na temat wiary i swojego pomysłu na jej przeżywanie. Okazało się, że moje i jej pragnienia są w tej kwestii zupełnie odmienne. To był główny powód rozstania się. Nie było możliwości, byśmy szli tą samą drogą – wspomina Maged

Przeczytaj też >>> Kard. L. A. Tagle: to Duch Święty jest prawdziwym twórcą misji Kościoła

Po pewnym czasie ten sam przyjaciel, z którym był w Rzymie, zainteresował go spotkaniem modlitewnej wspólnoty Chemin Neuf. Gdy tam przyszedłem, to od razu miałem poczucie czyjejś fizycznej obecności – czułem, że ktoś tu jest, że nie ma pustki, że ta grupa jest przez kogoś konkretnego zamieszkiwana – wspomina Maged. To tam spotkał księdza z Libanu, który organizował wyjazd do Francji na rekolekcje grupy Jerycho. Maged pojechał tam, bo coraz bardziej interesowała go odpowiedź na pytanie: „Kim jest Jezus”. To było moje najważniejsze pytanie, na które bardzo chciałem znaleźć odpowiedźopowiada. – Chciałem poznać, kim jest dokładnie Jezus. To było moje wejście na drogę duchowego rozwoju – wspomina. 

fot. unsplash

„Idź do banku i wypłać 2 tysiące dolarów” 

  I wtedy wszystko się zmieniło. Moje życie zaczęło być inne. Nie ja je planowałem, ale jednocześnie nie czułem się z tego powodu w jakikolwiek sposób ubezwłasnowolniony czy ograniczony – dodaje mężczyzna. Zaczął czytać Biblię. Czytał w domu przed pracą i po powrocie z niej. – Miałem smak i przyjemność słuchania muzyki uwielbiania. Byłem zaskoczony tym, co się ze mną dzieje. Tak samo moi przyjaciele. Mówili mi: „Do tej pory byłeś normalny, co ci się stało?”. Moje nowe życie było nietypowe – ocenia tamte dni z perspektywy czasu. By na tej drodze nie zrobić błędu udał się do księdza, by po prostu porozmawiać. Myślał nawet o tym, czy jego droga nie prowadzi do kapłaństwa. Ksiądz powiedział: To poważne, ale musisz poświęcić na to więcej czasu, rozeznać, co się dzieje z Tobą w środku”. Zaproponował mężczyźnie formację we Francji. Maged myślał, co w tej sprawie zrobić. Wyjazd oznaczał co najmniej 2 tysiące kosztów. Tu miał pracę, zobowiązania. Kalkulował to w głowie, myślał, jak to pogodzić. I chwilę później dostał SMS o treści: „Idź do banku, możesz wypłacić swoje 2 tysiące dolarów”. Okazało się, że kolega, któremu jakiś czas wcześniej pożyczył pieniądze, właśnie tego dnia postanowił je oddać. Dokładnie w tym dniu i dokładnie taką sumę, jaka była potrzebna. – To był znak Ducha Świętego. Nie mam co do tego wątpliwości! – mówi dziś Maged.

>>> Abp Ryś: Duch Święty jest darem, którego najbardziej potrzebujemy

„Szukajcie najpierw Królestwa niebieskiego”  

Beata, żona Mageda, urodziła się w Polsce, w rodzinie katolickiej, ale jak wspominała w czasie spotkania Chemin  Neuf – jako nastolatka buntowała się i oddaliła od Kościoła. Jak dziś wspomina, na niedzielną mszę patrzyła bardziej jak na cotygodniową tradycję, rytuał, niż jak na głębokie i realne spotkanie. Wewnętrznie jednak zawsze byłam przekonana, że Bóg istnieje i że mnie kocha – mówi. Pamięta, że gdy jeździła na weekendy do cioci, nie chcąc sprawiać jej zawodu, szła z nią na mszę do kościoła. I pewnego razu usłyszała śpiew dziecięcego chóru: „Szukajcie najpierw Królestwa niebieskiego, a wszystko inne będzie wam dodane”. Te słowa „Szukajcie najpierw…” wsiąkały we mnie, jak kropla wody, która wpada na suchą gąbkę. Tą suchą gąbką było wtedy moje serce – wspomina Beata Ta kropla nawadniała mnie. Wiedziałam już, że to jest to! Moja nowa misja. Chcę szukać Królestwa niebieskiego – mówi i podkreśla, że od tamtego momentu wzrastała w niej świadomość, że w życiu tak naprawdę wystarczy tylko zatroszczyć się o szukanie Królestwa niebieskiego. To słowo stało się drogowskazem w moim życiu – mówi. 

Fot. pixabay

Beata wspomina, że na tych pierwszych spotkaniach bywało tak, że irytowała ją radość, jaką ci ludzie odczuwali z przeżywanej wiary. Denerwowało mnie to. Byłam wkurzona, że są tak szczęśliwi i w pewnym stopniu im tego zazdrościłam. Potem zrozumiałam, że Pan Bóg przyszedł do mnie przez radość. Ta radość to był efekt działania Ducha Świętego Beata wspomina też, że w czasie tych rekolekcji przeżyła bardzo konkrety moment spotkania z Jezusem. Pan Bóg niekiedy zatrzymuje człowieka. Tak było wtedy. Przechodziłam obok sali, w której trwała adoracja. Zatrzymałam się, uklęknęłam i płakałam z radości, bo dotarło do mnie, że nic więcej nie potrzebuję. Naprzeciwko jest Pan. To spotkanie z Bożą miłością, która jest za darmo – dodaje kobieta.

>>> Franciszek: Duch Święty uczy nas łagodności, delikatności. Duch Święty nie uczy nas obrażania

„Wiedziałam, że coś się otwiera…” 

Na spotkaniu Chemin Neuf w Wesołej koło Warszawy zobaczyła ludzi, którzy mają w sobie radość życia i radość z przeżywanej wiary. To nie było udawane. Pomyślałam wtedy, że coś z tego królestwa, o którym słyszałam w tamtej pieśni, tu jest! – wspomina. Podkreśla, że bardzo ważnym elementem takiego spotkania jest możliwość indywidualnej rozmowy z członkami grupy oraz z osobami duchownymi. W takich momentach często pojawiają się wątpliwości, są pytania. Beata zaczęła się modlić i odkrywać słowo Boże. Postanowiłam, że chcę żyć tym Kościołem, chcę być jego członkiem. Zawsze wiedziałam, że Bóg mnie kocha, ale teraz już chciałam mu na tę miłość odpowiedzieć – mówi z niemałym wzruszeniem i radością w głosie. Oddałam życie Jezusowi, wiedziałam, że coś się otwiera, coś się szykuje. Poczułam powiew Ducha Świętego. Nie wiedziałem, co będzie dalej, ale wiedziałam, że to będzie dobre – mówi Beata. 

fot. usplash

Przyszedł czas, że Maged i Beata spotkali się na swoich życiowych drogach. Było też tak, że cały czas towarzyszyła im lektura Pisma Świętego. To Maged zaproponował, by razem czytać Pismo Święte, jeden rozdział dziennie – wspomina jego żona. Maged modlił się też tekstem Abrahama, który „opuścił swój kraj, swoją rodzinę”. I ja, czytając ten tekst, mam wrażenie, że to słowo jest dla mnie. Miałem wrażenie, że to Bóg mówi do mnie – wspomina. Pamięta, że od tamtego czasu jego wybory „nie były jego”. To były wybory z Duchem Świętym. Dla Niego nie ma barier. On wchodzi w rodzinę, w relację z dziewczyną, w pracę, we wszystkim tym Duch Święty zamieszkuje, prowadzi i otwiera kolejna drzwi – mówi Maged. Podobny werset rezonował w głowie Beaty. To oczywiście wspominane wyżej „Szukajcie najpierw Królestwa niebieskiego…”. I przypomniała sobie wtedy swoje myśli sprzed kilku lat: „Jeżeli mam wyjść za mąż, to ważniejsze jest szukanie Królestwa niebieskiego, a mąż będzie mi dany”. Wiedziałam, że w odpowiednim czasie i miejscu spotkamy się. Jak spojrzałam w jego oczy, to już wiedziałam, że to mój przyszły mąż i ojciec moich dzieci. Żyłam z taką ufnością, że Bóg się mną opiekuje i dba o moje życie – mówi z przekonaniem. A uczestnikom spotkania i wszystkim innym radzi: Nie bójcie się otworzyć drzwi Chrystusowi. On nic nie zabiera, ale odda Wam wszystko”. 

Zobacz także
Wasze komentarze