Fot. YouTube

Indiański szaman idzie do nieba 

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Czarny Łoś był szamanem, czcił duchy, walczył z białymi. Stracił dwie żony i kilkoro dzieci. Nigdy jednak nie stał się zgorzkniały. W wieku 40 lat przyjął chrzest, a dzięki jego słowom nawróciło się około 400 osób. 

Urodził się na prerii w środkowych Stanach Zjednoczonych. Jego rodzina była rodziną wodzów z plemienia Lakota należącego do Siuksów. Imię nadano mu po dziadku i ojcu. Dokładne tłumaczenie to Czarny Jeleń, ale anglojęzyczni Amerykanie przetłumaczyli je jako Czarny Łoś i takie tłumaczenie zostało przyjęte i zapamiętane.  

Jako kilkuletni chłopiec ciężko zachorował i przez kilka dni był nieprzytomny. Jak opowiadał, miał wtedy wizje, w których spotykał się z istotami z indiańskich wierzeń. Kilka lat po tych wydarzeniach opowiedział o tym szamanowi, a ten zdecydował, że młodzieniec powinien w związku z tym zostać szamanem. I tak też się stało. 

Koszule duchów obronią was przed pociskami 

Czarny Łoś bardzo lubił tradycyjne indiańskie święta, muzykę, stroje. Po latach wspomina, że czasy, w których polował na bizony i budował indiańskie namioty, zwane tipi, to był najszczęśliwszy okres jego życia. Kiedy jako dziesięciolatek po raz pierwszy zobaczył białego człowieka, był przekonany, że skoro jest aż tak blady, to na pewno jest bardzo chory. Jako młody szaman zaangażował się w ruch Tańca Duchów. Członkowie tej grupy oddawali się ekstatycznym tańcom, wierząc, że w ten sposób udam im się doprowadzić do wyjazdu białych i powrotu bizonów na prerię. Czarny Łoś zaczął także szyć tak zwane koszule duchów, które miały chronić przed pociskami. Niestety efekt tego okazał się tragiczny. 

Tragiczne konsekwencje 

Walka z białymi nie miała tylko charakteru duchowego. Dochodziło także do krwawych starć międzyIndianami a żołnierzami. Do jednej z największych masakr doszło nad potokiem Wounded Knee. Indianie uwierzyli, że uszyte przez szamana koszule uchronią ich przed pociskami, ale tak się nie stało. Wojsko otworzyło ogień. Zginął wtedy wódz o imieniu Wielka Stopa oraz około 150 Indian, także kobiet i dzieci.  

Ranny został także Czarny Łoś. Próbował później jeszcze walczyć z siłami rządowymi, ale Indianie nie mieli szans i wkrótce zostali zmuszeni do zaprzestania walk. Za radą szamana o imieniu Czarna Droga został uzdrowicielem. 

Czarny Łoś wziął ślub z chrześcijanką. Jej indiańskie imię to Wojenny Czepiec, natomiast z chrztu  – Katie. Mieli razem trójkę dzieci, ale po 11 latach małżeństwa Katie zmarła. Spośród dzieci jeden z synów zmarł krótko po narodzinach, a drugi w wieku 12 lat. Wtedy, po śmierci Katie, jako czterdziestolatek, przyjął chrzest i przyjął imię Nicholas. 

Szaman cyrkowiec 

Niedługo potem Czarny Łoś zaczął pracować w cyrku. W widowisku Wild West Show, zorganizowanym przez byłego żołnierza wojny secesyjnej Buffalo Billa Cody’ego, brali udział prawdziwi rewolwerowcy oraz Indianie. Pokazy dobywały się m.in. w Nowym Jorku oraz Chicago. Czarny Łoś mówił, że te miasta wywołały w nim wielki smutek, ponieważ dostrzegł, że biali nie żyją w zgodzie z naturą i brakuje im sekretów, których mogliby strzec. Później podróżował także po Europie. Jedynie Anglia zostawiła w jego wspomnieniach dobre wrażenie.  

Później podróżował jeszcze z cyrkiem meksykańskim, m.in. do Włoch, Niemiec i Francji. W Paryżu poznał dziewczynę, z która się związał. Wkrótce ciężko zachorował, a rodzina dziewczyny się nim zaopiekowała. Podczas choroby znów otrzymał wizję, w związku z którą postanowił wrócić w rodzinne strony.

Fot. Wikicytaty

Moje serce jest smutne 

Po powrocie do Stanów Zjednoczonych Czarny Łoś poślubił Indiankę o chrześcijańskim imieniu Anna. Mieli razem trójkę dzieci. Jednak jeden z synów zmarł jako małe dziecko. Także dwie córki Anny z pierwszego małżeństwa zmarły na gruźlicę. 

Pomimo tego, że stracił tak wielu bliskich, w pamięci ludzi pozostał jako ten, który nie buntował się przeciwko cierpieniu. „Moje serce jest smutne, ale nigdy nie stanie się złe” – mówił. 

Nawróciło się 400 Indian 

Czarny Łoś po chrzcie nie porzucił swoich indiańskich korzeni, ale zaprzestał szamańskich praktyk i bardzo zaangażował się w życie parafii. Zawsze był w niedzielę w kościele, nawet wtedy, kiedy już był bardzo słaby z powodu gruźlicy. Pracował także jako świecki katecheta. Dzięki jego naukom na chrześcijaństwo nawróciło się około 400 Indian. Jako współplemieniec, jeden z nich, był dla Indian bardziej wiarygodny niż jezuici, którzy prowadzili tam misje.  

W drodze na ołtarze 

Dzięki Johnowi Neihardowi, pisarzowi, który pasjonował się etnografią, wspomnienie o Czarnym Łosiu nie zginęło. W ciągu kilku tygodni przeprowadził on z Indianinem mnóstwo rozmów. Dowiadujemy się znich o dzieciństwie Czarnego Łosia oraz o jego duchowych przeżyciach. Opowieść urywa się jednak na 14 lat przed przyjęciem chrztu. Po Czarnym Łosiu pozostały jednak inne pisma, które tłumaczy na angielski diakon Czarny Niedźwiedź z Misji św. Franciszka. Ta praca jest także materiałem w procesie beatyfikacyjnym Nicholasa Czarnego Łosia, który rozpoczął się oficjalnie mszą świętą w rezerwacie Pine Ridge w październiku 2018 r. 

Indiański szaman idzie do nieba 
6 (100%) 5 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze