fot. unsplash
Książki na lato. Co warto zabrać ze sobą na plażę lub na górskie szlaki?
Wakacje i czas urlopowy za pasem. Niektórym przyjdzie dokądś wyjechać, inni spędzą wolne dni w domu. Nie brakuje też oczywiście tych, którym na razie przyjdzie pracować, wszak urlop nie jest z gumy. Ale i ci mogą skorzystać z uroków lata – długich, ciepłych i jasnych wieczorów. A co warto zrobić w tym czasie? Czytać! Bo na dobra lekturę czas zawsze znaleźć! Mam kilka propozycji książkowych na początek lata, wśród których każdy powinien trafić na perełkę specjalnie dla siebie!
„Cuda niewidy” Aleksandra i Grzegorz Koper (Wydawnictwo Znak)
Skoro są wakacje to zacznijmy od propozycji podróżniczej. Aleksandra i Grzegorz Koprowie, znani na Instagramie jako byli_widzieli, zapraszają nas na… „alternatywne wędrówki po Polsce”. Brzmi intrygująco? Ja bym tę książkę określił po prostu tak: spodziewaj się niespodziewanego. Bo faktycznie autorzy odchodzą od utartych schematów, którymi kierują się twórcy większości przewodników turystycznych. Nie chodzi im bowiem o to, by pokazać nam te najpopularniejsze miejsca. Aleksandra i Grzegorz Koprowie zabierają nas na wędrówki szlakiem miejsc mniej oczywistych, często nawet mało znanych, albo i zapomnianych. Ale za to miejsc niezwykle ciekawych, intrygujących, może trochę tajemniczych (oj, przy niektórych ciekawostkach to po ciele przechodzą ciarki!). . Podczas niektórych wypraw będziemy się śmiać, podczas innych trochę się przestraszymy. Ciekawa jest forma tego nieprzewodnika turystycznego. Poszczególne rozdziały nie dotyczą konkretnych regionów – a bardziej tematów, wątków, motywów. W jednym rozdziale możemy więc „skakać” po różnych częściach Polski. Do tego – autorzy nie opisują miejsc, a raczej snują o nich niezwykłe opowieści, jak gawędy opowiadane przy harcerskich ognisku. Chcą przede wszystkim opowiedzieć o historii miejsc, które odwiedzają. Sporo jest w tych gawędach nawiązań kulturowych, które pomagają nam zrozumieć kontekst powstania czy funkcjonowania jakiegoś miejsca (jak wiersze Gałczyńskiego i Fogga, które tak pięknie wybrzmiewają w rozdziale, który omawia m.in. stare kina). Nawet te bardziej znane miejsca Koprowie starają się pokazać z mniej oczywistej strony (jako Poznaniak mało wiedziałem dotąd np. o naszym pręgierzu – a i o nim wspominają autorzy „Cudów niewidów”. Polska ma turystycznie wiele do zaoferowania, a dzięki lekturze książki Aleksandry i Grzegorza Koprów nawet jeszcze więcej. Bo jak tu nie wyruszyć teraz tropami tajemnic, które trochę przed nami odsłonili? Ta książka służy właśnie temu, by się najpierw zachwycić jakimś miejscem – a potem chcieć je odwiedzić i zobaczyć na własne oczy!

„Pamięć drzewa” Tina Vallès (Wydawnictwo Znak)
Kolejna propozycja trafi na pewno do miłośników literatury pięknej. To niezwykła książka poruszająca temat pamięci, bliskości i upływającego czasu. Jan to kilkuletni chłopiec. Mieszka z rodzicami w Barcelonie. W pewnym momencie zaczynają mieszkać z nimi także dziadkowie. Dotąd Jan jeździł do nich na prowincję, skąd zresztą ma fantastyczne wspomnienia. Ta książka jest niezwykła, ponieważ napisana jest z perspektywy samego Jana. To on w krótkich fragmentach opowiada o swoich relacjach z rodziną, zwłaszcza zaś z ukochanym dziadkiem. Dzieli się swoimi refleksjami. Jest dzieckiem, więc odbiera świat trochę inaczej, niż robią to ludzie dorośli. Opowiada o tym, co obserwuje. Nie rozumie jednak wszystkiego, co dzieje się wokół niego. Zauważa jednak, że dorośli członkowie jego rodziny zaczynają zachowywać się inaczej. Dlaczego zamykają się, by prowadzić między sobą jakieś rozmowy? Dlaczego z nim i z rodzicami zamieszkali dziadkowie? To pełna czułości opowieść o relacji dziadka z wnukiem. O tym, jak dwa odległe od siebie pokolenia rozumieją się. Ale też o zanikaniu pamięci, o chorobie, która dotyka wielu starszych ludzi. Bo to właśnie przez chorobę seniorzy pojawiają się na stałe w domu Jana. Historię snuje dziecko, więc nazwa schorzenia nie pada (a przynajmniej nie pamiętam, by padła), ale dorośli czytelnicy wiedzą, że chodzi o alzheimera bądź jakiś inny typ demencji. Tina Vallès udowadnia jednak, że nawet najgorsza choroba nie jest w stanie zniszczyć bliskości i relacji. Pamięć może zniknąć, możemy stracić swoje ja. Ale czułość, wrażliwosć pozostanie. A ostatecznie zostanie też pamięć o nas – choć już w innych. To poruszająca, napisana prostym językiem przypowieść o życiu. Zdecydowanie polecam.

„Schron” Marcel Moss (Wydawnictwo Filia)
Zmieniamy klimat – tym razem na bardziej kryminalny. Marcel Moss, jeden z najpoczytniejszych i najpłodniejszych polskich autorów, przygotował dla czytelników trzecią część przygód komisarza Sambora Malczewskiego i mieszkańców Runowa. Jak się okazuje, mroczny las pod Gorzowem Wielkopolskim skrywa wiele tajemnic. Tym razem komisarz wraz ze swoim psem, Terrorem, pomaga młodym ludziom, którzy po burzliwej nocy ukryli się w starym schronie. Okazuje się jednak, że w schronie znajdują się też ludzkie szczątki. Rodziny Wilczków nie mogli jednak zamordować uratowani przez Sambora nastolatkowie – bo familia zaginęła 20 lat temu. Kto więc stoi za tym morderstwem? I za kolejnym – tym razem popełnionym już współcześnie, w którym również zabita została cała rodzina. Tropy poprowadzą Malczewskiego m.in. do pewnego więźnia, który przed laty zamordował swoją żonę, teściową oraz syna. Poza śledztwem Sambor zmaga się też ze swoim wrogiem, znanym już z wcześniejszych powieści biznesmenem i panem miejscowego półświatka. Moss po raz kolejny zabiera czytelników na pełną zwrotów akcji kryminalną podróż. Kolejne odkrywane fragmenty tej historii pokazują, jak wiele mroku może tkwić w ludziach. To faktycznie bardzo mroczna opowieść, przy której lekturze nieraz będziemy wstrząśnięci. Ale jednocześnie napisana w tak wciągający sposób, że nie sposób się od niej oderwać. „Schron” będziecie chcieli pochłonąć na raz. Ja już czekam na kolejny tom opowieści z runowskiego lasu.

„Kot pierwszego kontaktu” Shō Ishida (Wydawnictwo Marginesy)
Już po raz trzeci Shō Ishida zabiera czytelników do Kioto i znajdującej się tam tajemniczej przychodni Kokoro – poradni zdrowia psychicznego. Tajemniczej – i dziwnej – bo przyjmujący tam lekarz zapisuje swoim pacjentom koty. Dostajemy do rąk cztery kolejne fragmenty tej historii – w pewnym sensie są to opowiadania, które jednak coś łączy. Bohaterowie poszczególnych historii są bardzo różni, znajdują się też na różnym etapie życia. Trafiają jednak, przez przypadek lub z polecenia, do przychodni Kokoro, w której – o dziwo – akurat nie ma pacjenta. Ponoć się spóźnia, albo odwołał wizytę. To nie ma znaczenia – ważne, że udaje się wejść na wizytę „z ulicy”. I tak zaczyna się dla każdego pacjenta ta niezwykła kocia terapia. Bo choć pozornie koty wydają się dalekie od problemów, z którymi zmagają się bohaterowie – to ostatecznie okazują się najlepszym lekarstwem. Pomagają, na różny sposób, zmierzyć się z życiowymi troskami. Czasem przez zajęcie czasu i głowy, innym razem przez analogię do tego, ile różnych kocich cech jest w nas – ludziach. Kolejne części serii Shō Ishidy pokazują, że kontakt z naturą, przyrodą – w tym przypadku z kotami – ma ogromny wymiar terapeutyczny. Zwierzęta pomagają uspokoić nasze skołatane nerwy, koją, pomagają nam odkryć w sobie coś nowego. Trzeba tylko im – i sobie też – na to pozwolić. Ta część sporo też mówi nam o odpowiedzialności za mieszkające z nami zwierzęta. Japończycy ostatnio specjalizują się w tzw. comfort books – „Kot pierwszego kontaktu” to właśnie jedna z takich historii. Polecam czytać zwłaszcza wtedy, gdy ma się gorszy dzień – lektura pomoże odzyskać równowagę.

„Wypożyczalnia zagubionych książek” Kim Ho-Yeon (Wydawnictwo Znak Literanova)
Jest i w naszym zestawieniu coś dla miłośników tzw. litaratury cozy – przytulnej. Mistrzami w tym gatunku są w ostatnich latach są Azjaci z Dalekiego Wschodu. Jest wśród nich Kim Ho-Yeon, autor „Nietuzinkowego sklepu całodobowego”. W Polsce ukazała się niedawno jego kolejna książka – „Wypożyczalnia zagubionych książek”. Na pewno spodoba się wielbicielom literatury, ale też… kina. Bo i dla X Muzy znalazło się w niej trochę miejsca. Najbardziej jednak spodoba się marzycielom, zwłaszcza tym niepoprawnym. Literackim patronem tej opowieści jest Don Kichote. Sol, główna bohaterka, dzięki panu Donowi i jego Wypożyczalni Wideo Don Kichote pokochała kino. Po latach odkrywa, że ukochane przez nią w młodości miejsce już nie działa, zostało zamknięte. Za to prowadzący je pan Don – zniknął. Kobieta postanawia go odszukać. Okazuje się, że czeka ją przygoda, w trakcie której to literatura zacznie odgrywać pierwsze skrzypce i będzie prowadziłą bohaterkę na kolejne tropy. Czy Sol uda się dowiedzieć, co stało się z właścicielem wypożyczalni? I jaki związek z jego życiem miał błędny rycerz z La Manczy – dobrze znany nam Don Kichote? Dostajemy do rąk książkę o niezwykłej i fascynującej „wyprawie poszukiwawczej”. Tak przytulna powieść przygodowo-kryminalna (z naciskiem jednak na „przytulna”, bo jednak nie jest to kryminał, choć wątki detektywistyczne tu odnajdziemy). Tym razem literatura cozy przypomina nam o tym, jak wielką wartość mają książki i jak bardzo mogą wzbogacić nasze życie. Nawet ci twardo stąpający po ziemi przypomną sobie, że warto czasem pomarzyć. Bo to dzięki książkom zamiast jednego życia mamy ich wiele.

„Mała kwiaciarnia w Tokio: Yukihisa Yamamoto (Wydawnictwo Znak Koncept)
To jeszcze jedna pozycja dla miłośników azjatyckich przytulnych książek, takich comfort books. Tym razem przenosimy się do Tokio, do prowadzonej przez Maritę Kwiaciarni Kawarazaki. Dzięki dość nieoczywistemu spotkaniu z Maritą pracę w tym miejscu zaczyna Kikuko. Dziewczyna odeszła niedawno z firmy, w której nie była doceniana jako pracowniczka i do tego musiała pracować tam ponad normę. Była zmęczona miejscem, w którym wyzysk był na porządku dziennym. Jakże inna od poprzedniej firmy okazuje się mała kwiaciarnia. Szefowa i współpracownicy są bardzo mili, tworzą w pracy rodzinną atmosferę, przyjmują Kikuko jak swoją. Ksiązka Yamamoto jest niezwykłą opowieścią i o tej dziewczynie, i o kwiatach, z których pracownicy kwiaciarni układają piękne bukiety. Ale właściwie jest to historia o emocjach, które niosą ze sobą poszczególne gatunki kwiatów. Jest ich tak wiele – tak samo jak emocji przeżywanych przez ludzi. Każdy kwiat coś symbolizuje, niesie ze sobą jakieś przesłanie. I to odkrywa Kikuko, tworząc bukiety dla kolejnych klientów i poznając ich historie. Niezwykła, trochę tajemnicza opowieść pozwala nam lepiej zrozumieć świat kwiatów i nasze splątanie z naturą. To klucz do lepszego zrozumienia siebie i otaczających nas ludzi. Dla Kikuko praca w księgarni to czas przemiany, zwolnienia, zrozumienia. Czas otulenia – przez kwiaty i przez ludzi. I taka właśnie, otulająca nas kojącym, kwiecistym kocykiem jest właśnie ta lektura. Idealna na lato. Bo przecież, „tam, gdzie kwitną kwiaty, zakwita też nadzieja”.

„Urwisko” Remigiusz Mróz (Wydawnictwo Filia)
Znów zmieniamy klimat na bardziej kryminalno-sensacyjny. To już jedenasty tom tatrzańskiej serii o komisarzu Wiktorze Forście. I od razu zaznaczam, że nie warto zaczynać lektury od tej części – tylko zacząć ją od pierwszych tomów i dojść do „Urwiska”. U Remigiusza Mroza bowiem każda książka ma oczywiście swój własny, główny wątek, ale też istotna jest kontynuacja. A historii z „Urwiska” nie da się zrozumieć bez znajomości wcześniejszych tomów serii. Może więc w wakacje warto nadrobić lekturę całej serii o Forście? W 11. tomie komisarz z Zakopanego prowadzi śledztwo związane z morderstwami, do których dochodzi na terenie tatrzańskich jezior. Trop prowadzi Forsta do wydarzeń sprzed 20 lat i do jednej ze spraw, której nie udało mu się wówczas rozwiązać. Wychodzi na to, że ktoś morduje teraz osoby związane z tamtym śledztwem? Dlaczego? I jaki związek z ta historią ma też lokalna wróżka i duchy gór? Wraz z Wiktorem i bliskimi mu osobami przemierzamy górskie szlaki, tropiąc naprawdę sprytnego i bezwzględnego mordercę. Jak to u Mroza bywa, wielokrotnie też zaskakiwani jesteśmy zwrotami akcji. Atmosfera gęstnieje ze strony na stronę, a problemów naszym bohaterom przybywa. Okazuje się, że w Warszawie może dojść do zmiany rządu – i na jego czele miałby stanąć Błażej Wyszogrodzki, wróg Forsta, Dominiki, inspektora Edmunda Osicy i Olgi Szrebskiej. I do tego – bardzo niebezpieczny człowiek? Czy polityczne trzęsienie ziemi ma jakiś związek z wydarzeniami, które rozgrywają się równocześnie w Tatrach? Pewnie nikogo nie zdziwi, że Mróz znów trzyma czytelników w napięciu do ostatniej strony. I że rozwiązanie niektórych spraw przyjdzie… w kolejnych książkach. „Urwisko” to bardzo sprawnie napisana powieść kryminalno-przygodowa, która świetnie wpisuje się w uniwersum stworzone przez Mroza. Trzeba przyznać, że jak mało kto pisarz ten naprawdę potrafi uzależnić od siebie czytelników. I to akurat dobre uzależnienie!

„Dolcze wita” Leszek Talko (wydawnictwo Znak)
To książka idealna na wakacje. Lekka, błyskotliwa i pełna humoru. Warto ją czytać na wakacjach – we Włoszech, ale też wszędzie indziej. A opowiada właśnie o Italii. Leszka Talko pewnie wielu z was kojarzy z genialnych felietonów, które pisał swego czasu do „Gazety Wyborczej”, ale też m.in. do „Twojego stylu”. Sam byłem zawsze urzeczony jego spostrzeżeniami na temat codziennego życia. Zawsze z nutą ironii. I ten jego charakterystyczny styl obecny jest też w „Dolcze wita”. W formie książki autor opowiedział o swojej przeprowadzce z Polski do Włoch. Decyzja o tym, by zamieszkać za granicą była bardzo spontaniczna. Równie szybko Leszek Talko zaczął działać. Wybór padł na stary dom w Gioviano, w malowniczej Toskanii. Autor opowiada nam o życiu we Włoszech. O tym, jak wyglądały rodzinne początki w tym kraju i jak szybko udało im się poczuć w Italii, jak u siebie. Jest to książka i o Włoszech, i o włoskim sposobie bycia, i o mieszkańcach Półwyspu Apenińskiego. I też o tym, jak wiele Polaków może z Włochami łączyć (począwszy od rozbudowanej biurokracji). Leszek Talko pisze w swoim charakterystycznym stylu – bardzo przystępnie, angażując czytelnika w pełni, a zarazem też z wyraźnie literackim zacięciem. W efekcie dostajemy bardzo przystępny, lekki, żartobliwy tekst. Poszczególne rozdziały przypominają jakby obrazki z życia. Nie jest to oczywiście obiektywny przewodnik po Włoszech. To książka bardzo subiektywna – i to właśnie jest jej bardzo mocna strona. Bo Talko opowiada o Italii doświadczanej przez niego, i przez jego rodzinę. O tym, co im się przytrafiło i o Włochach, których oni spotkali. Opowieść to barwna, pełna zaskakujących przygód, pięknych widoków i włoskiego temperamentu. A do tego też mnóstwo zdjęć z rodzinnego albumu i artystycznych grafik, które uprzyjemniają tę leniwą lekturę – wszak dolce vita!

„Zabójcza kro korekta” Stefano Bartezzaghti (Wydawnictwo Znak)
Tym razem propozycja dla tych, którzy chcieliby w wakacje mocniej uruchomić swoje szare komórki. To powieść, w której wcale nie fabuła jest najważniejsza. Opowiada o tajemniczej – podobno samobójczej – śmierci przyjaciela narratora. Narrator jest przekonany, że to wcale nie było samobójstwo. I zaprasza czytelników do odkrycia prawdy o tej śmierci. Dodajmy, że będzie to bardzo aktywne odkrywanie prawdy. Dlaczego? W stu rozdziałach tej książki ukrywa się 1000 błędów, po 10 w każdym rozdziale. Błędów, których tropienie spodoba się przede wszystkim miłośnikom języka (i zawodowym korektorom oraz redaktorom). Są literówki, błędy merytoryczne, gramatyczne… Naszym zadaniem jest ich odnalezienie – a potem odkrycie ostatecznego rozwiązania. Wskazówka – nie zaczynajcie lektury od razu od tropienia błędów. Najpierw przeczytajcie kilkanaście pierwszych rozdziałów, a najlepiej całą książkę. Znajdziecie w nich instruktaż, dzięki któremu zrozumiecie, o co w tej książce chodzi. A potem zacznijcie szukać błędów. I uwaga, łatwo nie będzie, bo choć literówki rzucą się nieraz od razu w oczy, to już błędów merytorycznych tak łatwo nie wykryjecie. A czyhają na nas już w pierwszym rozdziale! Ba, nawet w pierwszym akapicie! To świetna rozrywka, która zapełni Wam wiele letnich wieczorów (bo to nie jest łamigłówka do rozwiązania w godzinę). Sam wciąż jeszcze ją rozwiązuję. Literackie eksperymenty angażujące czytelnika – zabawy formą – są ostatnio bardzo popularne. Nic dziwnego –dają dużo mądrej rozrywki. Dobrej zabawy!

„Wakacyjne łamigłówki” Gareth Moore (Wydawnictwo Znak Koncept)
Znów książka, która nas mocno zaktywizuje! Kto chętny na „gimnastykę umysłu dla młodszych i starszych”? Gareth Moore, autor licznych bestsellerów z łamigłówkami, przygotował tym razem zbiór zagadek, które uprzyjemnią nam urlopowy wyjazd lub po prostu wakacyjny, wolny czas. W książce znajdziemy aż 158 zadań – i ponad 40 rodzajów łamigłówek. Sprawdzają nasze różne umiejętności – logiczne myślenie, spostrzegawczość, wiedze matematyczną. Na stronach „Wakacyjnych łamigłówek” nie brakuje zadań dość znanych – choćby sudoku, labiryntów czy wykreślane (z liczbami, trzeba więc być jeszcze bardziej spostrzegawczym!). Ale jest też wiele mniej znanych typów zadań. Z każdym z nich warto się zmierzyć i sprawdzić swoje szare komórki. Oczywiście nie rozwiążecie tej książki w jeden czy dwa dni. Ona może Wam towarzyszyć nawet przez wiele tygodni – zadania rozwiązujcie w swoim tempie. Ale się nie zrażajcie, jeśli gdzieś na chwilę utkniecie, coś okaże się trudniejsze. Po prostu dobrze się bawcie. Umysł Wam podziękuje za taki solidny, regularny trening! Wychodzi coraz więcej tego typu zbiorów zadań. Widać, że jest w nas duże zapotrzebowanie na to, by zachęcić mózg do pracy. Świetnie, oby tak dalej!

„Po włosku” Maria Pasquale (Wydawnictwo Znak Koncept)
I na koniec jeszcze jedna włoska propozycja. Dokąd w tym roku wybieracie się na wakacje? Może właśnie do Włoch? A nawet jeśli nie – to i tak sięgnijcie po książkę „Po włosku”. Maria Pasquale opowiada w niej o „jedzeniu, miłości i codzienności w stylu la dolce vita”. Dzięki autorce bez wychodzenia z domu przeniesiemy się do miast i miasteczek słonecznej Italii. I poczujemy prawdziwie włoski klimat. Autorka na czynniki pierwsze rozbiera włoski styl życia, odkrywając przed nami jego sekrety. Dzięki niej zrozumiemy, co naprawdę znaczy „po włosku”. Będzie o jedzeniu, piciu, modzie, miłości, stylu życia, podróżowaniu, komunikacji. O słodkim nicnierobieniu, czyli dolce far niente. Autorka nie rozpisuje się na wiele stron, dzięki czemu książkę czyta się bardzo szybko i przystępnie. A jednocześnie też… niespiesznie, bo to przecież książka napisana we włoskim stylu. Nieraz zatrzymacie się nad jakąś fotografią, by sobie po prostu nad nią podumać, zastanowić się, pokontemplować. Sporo tu po prostu ciekawostek, które pozwolą nam lepiej zrozumieć włoską kulturę, ale też duszę samych Włochów. Na każdy rozdział składa się kilka krótkich tekstów wokół głównego tematu. I jeszcze kilak dodatków – tekstowych i wizualnych, które uprzyjemnią nam lekturę (i skondensują też najważniejsze treści). Myślę, że słoneczny czas lata (oby taki był!) to doskonała okazja, by sięgnąć po tę iście wakacyjną pozycję.

Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Książka do mruczenia i wzruszenia [RECENZJA]
Seniorzy w akcji, czyli jak pokonać potwora [RECENZJA]
Tam, gdzie po ludzku wydaje się, że nie ma światła, tam wciąż może rodzić się nadzieja [RECENZJA]






Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny