Zdjęcie: w roli „Kuriera” Philippe Tłokiński, fot. mat. prasowe

„Kurier”: jego życiową misją była wolna Polska

6 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Myślisz, że idziesz na film historyczny, a tu zaskoczenie – to przede wszystkim film szpiegowski, wręcz sensacyjny. Oczywiście historia II wojny światowej jest tam cały czas obecna, ale najważniejszy jest człowiek i jego misja. „Kurier” Władysława Pasikowskiego gości od piątku na ekranach kin. To historia Jana Nowaka Jeziorańskiego – w czasach II wojny światowej Jana Kwiatkowskiego.  

Dostał rozkaz: przekazać dowódcom AK, że nie mogą liczyć na wsparcie Aliantów, jeśli zaczną zbrojne wystąpienie przeciwko niemieckim okupantom. I że nie powinni zaczynać powstania. Geopolityczny stan rzeczy – niekorzystny dla Polski poznał Jan Nowak Jeziorański podczas osobistej rozmowy z premierem Winstonem Churchillem. „Kurier” pokazuje, że nie trzeba wielu środków, bogatych samochodów i sprzętu Secret Service, by wykonać dobrą szpiegowską robotę. I to w centrum wojennej zawieruchy. Najnowszy obraz Pasikowskiego to historia o misji, pasji i służbie. 

Zdjęcie: Philippe Tłokiński jako Jan Nowak-Jeziorański i Julie Engelbrecht jako Doris, nazistowska agentka, fot. mat. prasowe

Nie miał dobrych wiadomości 

Przy okazji losów jednego z najbardziej znanych polskich emisariuszy wojennych poznajemy historię przygotowań do wybuchu powstania warszawskiego. Warszawa była jednak zbyt daleko od sfery zainteresowań Zachodu zbyt daleko, by jej pomóc. Wojskowi słyszeli, że jeśli chcą pomocy militarnej… „to do Sowietów”. Generał Tadeusz Bór-Komorowski „zażartował”, że może lepiej poprosić o to Eskimosów. Kurier usłyszał od brytyjskich sojuszników, że ewentualna wojna w Polsce będzie na Zachodzie odbierana jako „burza w szklance wody”. 

To historia opowiedziana tak, by nawet ci, którzy niewiele wiedzą o „Kurierze z Warszawy”, obejrzeli nasz film z zainteresowaniem. Są plany związane z pokazami poza Polską (Philipp Tłokiński, odtwórca głównej roli, w rozmowie z „Wprost”)  

Nieustannie w drodze, nieustannie w niebezpieczeństwie  

W 1943 r. zgłosił się jako ochotnik na funkcję kuriera Armii Krajowej do władz polskich poza krajem. Pod przybranym nazwiskiem Jan Kwiatkowski został wysłany do Poselstwa Polskiego w Sztokholmie. Przekazał pocztę i powrócił do kraju. Po sukcesie tej wyprawy powierzono mu znacznie poważniejszą funkcję: miał dotrzeć do rządu RP w Londynie. To właśnie na potrzeby tej misji przybrał pseudonim Jan Nowak. Wyruszył w 1943 r. W Anglii odbył rozmowy zarówno z przedstawicielami rządu polskiego, jak i władz angielskich, również z premierem Winstonem Churchillem – co zostało pokazane w filmie. 


(teledysk został zrealizowany przy współpracy z Muzeum Powstania Warszawskiego)

Z Anglii został przetransportowany do Włoch. W nocy z 25 na 26 lipca 1944 r. leciał z bazy lotniczej w Brindisi i wylądował w pobliżu Tarnowa. Ten sam samolot zabrał na pokład szczątki rakiety i kilku polskich polityków. Była to tak zwana akcja Most III i tę akcję, mrożącą krew w żyłach, widzimy w filmie. Lądowanie i start takiego samolotu to był za każdym razem wyścig z oddziałami SS. Gdyby wystartował o kilkanaście minut później (a miał problemy ze startem), to i piloci, i ładunek i wszyscy, którzy pomagali przy jego rozładunku, wpadliby w poważne tarapaty. „Kurier” w końcu dotarł do Warszawy jako ostatni emisariusz przed wybuchem powstania warszawskiego. Akcja filmu prowadzi nas do wybuchu powstania, nie dowiadujemy się, że w przeddzień kapitulacji niepodległościowego zrywu, działając z rozkazu komendanta AK gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego, kurier wyrusza znowu do Londynu. Wywiózł wówczas setki dokumentów i zdjęć. Nie opowiedziano też tragicznych losów powstańców. 

Jeśli nikt nam nie pomoże… 

Jako emisariusz Armii Krajowej Jan Nowak-Jeziorański zyskał przydomek „Kurier z Warszawy”. Używał wówczas fałszywych dokumentów, w których zapisano nazwisko Jan Nowak. Siłą filmu jest jego bohater. Wojenne wydarzenia są oczywiście w filmie obecne, ale to przede wszystkim historia o konkretnym człowieku. Ten „agent”, który nie dał się złapać i zabić nazistom to nie James Bond uzbrojony w najlepszy szpiegowski sprzęt.

To dość drobnej postury mężczyzna, który ma po prostu misję i jak mówi ówcześni przywódcy polityczni i wojskowi – „nie zatrzyma go nic”, dotrze do celu „choćby miał wpław przepłynąć całą drogę”. Historia dzieje się w tle, a na pierwszym planie jest on młody kurier. Trudno mu nie kibicować, trudno nie trzymać za niego kciuków. Dogłębnie poruszająca jest też historia „starej Stolarskiej”. To mieszkanka wsi, która straciła już męża, traci też syna. 

 

Muszę do Warszawy. 

Do Warszawy nie trafisz. Ewentualnie na gestapo w Kielcach. 

(dialog między „kurierem” a maszynistą w pociągu) 

Musimy to zrobić sami  

Kurier nie miał dobrych wiadomości dla swoich ludzi. Alianci nie mogą, nie chcą pomóc. Gdy jest już w Warszawie, z jego ust padają bolesne słowa: „lepiej polec z honorem, jeśli już przegraliśmy” oraz: „jeśli poddamy się bez walki, złamiemy ducha tego narodu. Zrobimy coś, co nie udało się nawet Niemcom”. Kurier ma co innego do przekazania, a co innego sam myśli. Premier z Londynu apeluje do dowodzących z Warszawie, by nie rozpoczynali powstania, bo będzie miało zgubne skutki. Gdy już przekazał depeszę, został zapytany o swoją opinię. Była zupełnie odmienna. „Rozkaz przekazałem, opinię wyrażam” powiedział wtedy Jeziorański. Był przekonany, że Polacy nie mogą się poddać, bo to oznaczałoby oddanie się wprost w ręce sowieckiej „bydlentyzacji”. Wśród rozmówców padły wtedy oddające sytuację Polski słowa: „Co dotyczy Polski, musimy zrobić sami”. Wśród nazistów Jeziorański określany był jako „zwykły kurier – posłaniec Boga”. 

fot. Bartosz Mrozowski/mat. dystrybutora

Uczucie czy szpiegostwo  

Interesującym wątkiem jest znajomość między Janem Nowakiem-Jeziorańskim a Doris. To piękna kobieta, którą poznał w Londynie. Między nimi narodziło się uczucie. W ich znajomości ważne znaczenie miało to, co stało się już poza Londynem. Znaczenie miał znany warszawski kościół, przed którym – jak opisywał Jeziorański – „stoi krzyż, który wskazuje ludziom drogę”. Nic więcej już nie mówię to ciekawa historia, pełna zwrotów akcji, także tych uczuciowych.  

 Wobec „Kuriera” padają zarzuty (szczególnie na branżowych, filmowych portalach), że to film bardzo poprawny politycznie, patetyczny. Podkreśla się, że dobrze zagrany, dobrze zmontowany, ale raczej dla wycieczek szkolnych, a nie „Jack Strong”. Pamiętajmy, to nie jest film stricte biograficzny. Fo film, który skupia się na jednej z licznych misji Kuriera – tej ostatniej. Może krytycy, znawcy kinematografii mają swoje racje, ale mnie ten film po prostu wcisnął w fotel i pozwolił lepiej poznać legendarnego emisariusza.  

***  

W filmie gra również Patrycja Volny, Tomasz Schuchardt, Cezary Pazura, Adam Woronowicz, Zbigniew Zamachowski, Mirosław Baka, Rafał Królikowski, Grzegorz Małecki i Jan Frycz.   

Zobacz także
Wasze komentarze