Fot. YouTube/rivendell

Tomasz Budzyński: nikt mi nie mówił o miłości Boga do mnie

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

„Trzeba zobaczyć tę ciemność i osobiste zło. Jak się go nie zobaczy, to nie można się nawrócić. O własnej »racji« można sobie teoretyzować na kanapie w domu. Fakty w życiu szybko to zweryfikują” – mówi Tomasz Budzyński w rozmowie z Piotrem Witwickim w dodatku „Rzeczpospolitej” „Plus Minus”.


Na Drodze

Czy muzyk jest już nawrócony? „Ja jestem na Drodze, która do tego prowadzi. Każdego dnia mogę upaść i powstać. Bóg jest dobry i mi w tym powstawaniu, podnoszeniu się pomaga. Na moje teksty miały wpływ obrazy, wiersze, książki, a nawet filmy. Jest taka powieść Hermanna Hessego »Podróż na wschód«, która mnie dawno temu bardzo zainspirowała. Tam główny bohater przeżywa takie »poznanie« samego siebie” – wyjaśnia  na łamach weekendowego wydania „Rzeczpospolitej” Tomasz Budzyński.

Mówi też, że  piosenka Armii „Podróż na wschód” z tekstem „Krok za krok, jak dudni most. Zostaw to. Uciekaj stąd”, jest właśnie o duchowej Drodze, która prowadzi do Chrystusa.

W nawróceniu nie da się teoretyzować

Rozmowa o muzyce, tekstach piosenek i poezji stała się też pretekstem do pytania o Biblię. Piotr Witwicki zapytał, czy Pismo Święte jest wciąż obecne w życiu Tomasza Budzyńskiego. Muzyk ten, a także Litza i Darek Malejonek, wciąż kojarzeni są z głośnym nawróceniem, kiedy to chłopacy znani ze scen rockowych w Polsce wkroczyli na drogę życia z Bogiem.

„Słowo Boga daje światło, aby zobaczyć samego siebie, zobaczyć, kim się jest naprawdę. Wtedy dopiero można próbować jakoś się nawracać. To jest podstawa. Trzeba zobaczyć, kim się jest, by wiedzieć, z czego się nawraca. Trzeba zobaczyć tę ciemność i osobiste zło. Jak się go nie zobaczy, to nie można się nawrócić. O własnej »racji« można sobie teoretyzować na kanapie w domu. Fakty w życiu szybko to zweryfikują”.

>>> Tomasz Budzyński: nie możemy odbywać pielgrzymek, ale mamy naszą wewnętrzną pielgrzymkę. W głąb nas samych [OPINIA] 

Zapragnąć

Tomasz budzyński opowiada, że od 25 lat, razem z żoną jest na Drodze Neokatechumenalnej. I od 25 lat poznaje Tajemnicę, która jest sednem chrześcijaństwa.

„Miał pan takie momenty, gdy zastanawiał się pan, czy to właściwa droga?” – zapytał go dziennikarz. „To jest tak, jak się w kimś zakocha. To nie jest żaden przymus, tylko pragnienie. Żeby czegoś pragnąć, trzeba najpierw tego skosztować. Trzeba usłyszeć tę Dobrą Nowinę, która mówi, że Bóg kocha grzesznika, a miłość jest możliwa. To może całkowicie zmienić życie” – odpowiedział Budzyński.

Chrześcijaństwo to nie moralizm

„Jak byłem dzieckiem, wmawiano mi, że Pan Bóg kocha tylko ludzi dobrych i świętych, i powtarzano, żebym w związku z tym był grzeczny – powiedział Budzyński. – Z chrześcijaństwa zrobiono moralizm. Nikt mi nie mówił o miłości Boga do mnie. Ale trafiłem z żoną na katechezy Drogi Neokatechumenalnej i tam usłyszałem tę »głupotę przepowiadania«. To jest tak, jakby w ciemności zabłysło światło! Taka świadomość zmienia wszystko. To się musi przełożyć na relacje codzienne, bo skoro mnie wszystko przebaczono, to ja też powinienem przebaczać innym” – dodaje artysta.

>>> Modlitwa o przebaczenie samemu sobie

Każdego prosić o przebaczenie

Przebaczenie jest czymś radykalnym, ale też czymś, co powinno być jak oddech dla chrześcijanina. Nie tylko dawanie przebaczenia, ale też proszenie o przebaczenie, kiedy zrobimy coś, co nie jest zgodne z Ewangelią.

Tomasz Budzyński mówi o tym, że nie zawsze przebaczanie „wychodzi”. Przyznaje, że najlepiej to wychodzi mu grzeszenie. Ale w praktyce Ewangelii chodzi o to, czy człowiek potrafi służyć innym swoim przebaczeniem. „To nie o to chodzi, że poeta cierpi za miliony, tylko o codzienne życie. Jeżeli dzieci widzą awanturę, to powinny też widzieć przebaczenie. Jeśli widzą grób rodzinny, to powinny też widzieć zmartwychwstanie. Dlatego, jak z żoną się kłócimy, to prosząc ją o przebaczenie, chcę, aby dzieci to widziały. Miłość polega na tym, aby służyć tej drugiej osobie i przebaczeniu. Czasem wydaje się to niemożliwe, ale ja się o to modlę. Nie chodzi zresztą tylko o rodzinę, ale również o różne kontakty w pracy czy w sklepie, gdzie można obrazić ekspedientkę. Później można wrócić do tego sklepu i prosić ją o przebaczenie. Ten otaczający nas świat słowami Sartre’a mówi, że »piekło to inni« – my mówimy, że »drugi jest Chrystusem«”- mówi muzyk.

Dziennikarz zapytał też, czy zdarzyło mu się kiedyś tak pójść do sklepu i prosić o przebaczenie panię ekspedientkę. Tomasz Budzyński przyznał, że nie było to łatwe, ale prosił Ducha świętego, by mógł to zrobić. Prosić i zaryzykować. „Ja to zrobiłem i ta pani była bardzo zadowolona, a i mnie było lżej” – powiedział Tomasz Budzyński.

Zobacz także
Wasze komentarze