do widzenia do jutra

fot. YouTube

Wróćmy do starych filmów

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Wróćmy na moment do starych i zapomnianych filmów. Chociaż nie mają efektów specjalnych, to niosą coś więcej niż rozrywkę. Niosą wartości.

Filmy mogą pełnić różne funkcje. Zamysłem większości producentów, reżyserów i aktorów jest przyciągnięcie do kin lub przed telewizory jak największej liczby odbiorców. Jest to, mówiąc wprost, opłacalny biznes. Media proponują nam niezliczoną ilość produkcji, które mają zaspokoić potrzeby najbardziej wymagających widzów. Liczą się efekty specjalne, obsada pełna gwiazd i celebrytów, akcja trzymająca w napięciu oraz rozmach, z jakim film był kręcony. Ale sprowadzając film jedynie do wieczornej rozrywki tracimy z oczu fakt, że kino może nieść także idee.

>>> Dom. Bezpieczna twierdza czy więzienie samotności?

Filmy niosą wartości

Produkcje filmowe mogą spełniać rolę przekaźnika idei oraz wartości. Często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Jesteśmy przesiąknięci tandetnymi serialami, operami mydlanymi lub pozbawionymi jakiegokolwiek sensu produkcjami w stylu „zabili go i uciekł”. Cierpi na tym nasza wrażliwość na bardziej wyrafinowane treści ukazywane w sztuce filmowej. Jest zatem inna kategoria ekranizacji niż te typowo komercyjne. Nie brakuje przecież filmów z głębią. Takich, po których obejrzeniu czujemy się jak po przeczytaniu znakomitej książki. Idee można przecież głosić i przekazywać innym za pomocą różnych środków przekazu. Kinematografia jest jednym z bardziej interesujących i inspirujących sposobów przekazywania określonych idei czy sposobów myślenia oraz postrzegania świata.

>>> Pięć tysięcy książek i audiobooków za darmo, czyli sposób na narodową kwarantannę

do widzenia do jutra

fot. YouTube

„Do widzenia, do jutra”

Jako jeden z pierwszych tego typu filmów przychodzi mi do głowy „Do widzenia, do jutra” Janusza Morgensterna. Oglądałem ten film kilka dobrych lat temu. Dobrze pamiętam z pozoru prosty i zwykły, ale jednak bardzo ujmujący monolog Zbigniewa Cybulskiego. Był on skierowany do szmacianej lalki, jednej z „aktorek” biorących udział w jego spektaklach. Monolog przedstawił głównego bohatera filmu jako osobę samotną, zamkniętą i wrażliwą. Wymowny był także fakt, że obiektem jego wypowiedzi była lalka teatralna. To właśnie sztuka, w tym ta teatralna i filmowa, stanowi okazję do przekazania innym swoich uczuć, emocji, wrażeń, opowieści, historii z życia. Ale nie tylko to. Sztuka zachęca również do refleksji nad samym sobą; do spojrzenia na siebie, na różne sytuacje z zupełnie innej perspektywy, z punktu widzenia obiektywnego obserwatora, a nie tylko zaangażowanego emocjonalnie i zazwyczaj subiektywnego uczestnika zdarzeń. Dla filmowego Jacka sztuka teatralna pełni funkcję terapeutyczną. Za jej pomocą otwiera się na świat i leczy nieco obolałe od miłosnych zawodów serce. Można odnieść wrażenie, że nie ma dla niego większej różnicy pomiędzy rzeczywistością a teatrem.

Te dwie sfery przenikają się wzajemnie. Jedna czerpie z drugiej. Teatr chce odgrywać sceny rzeczywiste, natomiast w życiu chcemy, aby czasem nasze gesty nabrały głębszej, teatralnej wymowy. Główny bohater przenosi swoje doświadczenia na scenę, jednak uczestnicząc w krótkotrwałej znajomości z piękną Francuzką sam miał poczucie odgrywania pewnej roli. Jego życie jest swego rodzaju balansowaniem pomiędzy jedną sceną, a drugą. Kiedy kończy opowiadać o swojej niespełnionej miłości, pociesza teatralną lalkę, mówiąc: „Nie martw się, przecież to się mogło nigdy nie wydarzyć”. Cienka jest granica między prawdą a fikcją, między jawą a marzeniem. W tym filmie udało się to pokazać.

>>> „Historia małżeńska” męskim i kobiecym okiem redaktorów misyjne.pl [RECENZJA]

„Sztandar”

Z czasów studiów w pamięci został mi jeszcze jeden niszowy i na pewno mało znany film, który jest dowodem na to, że wiele ważnych treści można przekazać nawet w produkcji krótkometrażowej. Chodzi o „Sztandar” ze znakomitą muzyką Krzysztofa Komedy. Porusza on problem totalitaryzmu. Chodzi szczególnie o zdominowanie umysłów jednostek należących do społeczeństwa totalitarnego przez idee narzucane siłą. Widać w nim wyraźnie, jak niezbędną podstawą takiego systemu jest konformizm, wyzbycie się własnej tożsamości, własnego sposobu myślenia i interpretowania świata. Kiedy pojawi się ktoś, kto chce patrzeć na świat inaczej, przez pryzmat innych wartości, a nade wszystko przez pryzmat nienaruszalnego prawa do wolności, budzi on niepokój i wręcz zagubienie reszty wspólnoty. Taka osoba burzy ich nienaruszalny porządek, wymyka się schematom i przez to zaprowadza nieład. Element różnorodności jest w takim modelu społecznym absolutnie nie do przyjęcia – znakomicie widać to w tym filmie. Reszta obywateli zmuszona jest „wyprać” mózg beztroskiego marzyciela, pozbyć go jego odmienności, jak i również skłonności to refleksji.

Filmu „Sztandar” z pewnością nie można interpretować w oderwaniu od naszych polskich realiów i komunistycznej przeszłości, w której nawet sztuka musiała mieścić się w określonych przez władzę ramach realnego socjalizmu. Zwrócenie uwagi widza na problem utraty osobowości na rzecz reżimu w tak krótkim obrazie wydawać by się mogło trudne do osiągnięcia, jednak ten film bardzo mocno przemawia do odbiorców swoją niepozorną, ale trafną formą. „Sztandar” pokazuje, jak łatwo można zaszczepić ideę buntu, nonkonformizmu i chęci manifestowania swojej odmienności w myśleniu. To film, który pokazuje jak można walczyć z totalitaryzmem za pośrednictwem bogatej w symbole, ale również idee, sztuki.

Lubię wracać do starych, zapomnianych filmów. Nie są popularne, ich produkcja nie kosztowała fortuny, a tak bardzo dają do myślenia. Dotykają często uniwersalnych tematów, które z biegiem czasu nie tracą nic ze swojej aktualności.

Zobacz także
Wasze komentarze