materiały prasowe/md

Żegnaj, mój synu. Epicka opowieść o Chinach, miłości i przebaczeniu 

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

30 lat życia małżeństwa i transformacji Chin w jednej, poetyckiej i zarazem epickiej opowieści o pragnieniu miłości i próbie przebaczenia. Kino azjatyckie przeżywa prawdziwy renesans. Ten film jest tego dowodem.  

„Żegnaj, mój synu” to nie tylko opowieść o dramatyzmie polityki jednego dziecka w Chinach, ale o przebaczeniu i miłości, które są uczuciami totalnymi, a przede wszystkim wyborami. To pełne 3 godziny prawdziwej uczty kinowej. Po obejrzeniu filmu czułam się… ukontentowana. Zobaczyłam dopełnioną historię, która podobnie jak w „Zimnej wojnie” przedstawia intymną historię ludzi, na tle której pokazana jest wielka transformacja Chin. Twórcom udało się przy tym uniknąć niepotrzebnej polityki – a trzeba przyznać, że w kontekście Chin to naprawdę niełatwe zadanie. Film ten jest kompletną opowieścią, która w wysublimowany i niezwykle poetycki sposób (unikając przy tym patosu), ukazuje studium cierpienia i tego, że można je przejść.

>>> Złodziejaszki. Jesteśmy rodziną, tylko nie mów o tym nikomu

Transformacja uczuć  

W dziele Wanga Xiaoshueia mamy do czynienia z ewolucją zarówno Chin, jak i głównych bohaterów. Obraz trwa 3 godziny i nie daje ani chwili wytchnienia, mimo iż akcja rozgrywa się głównie na poziomie kadrów i krótkich wymian zdań. Takie właśnie kino cenię najbardziej. Proste, unikające długich dialogów i monumentalności (tak bardzo w kontrze do historii społeczeństwa, rozgrywającej się w tle).

>>> 8 filmów, które mówią o znaczeniu życia więcej, niż plakaty pro-life

W tej opowieści mamy do czynienia z dwoma rodzinami: Yaojun i Liyun (Wang Jingchun i Yong Mei, nagrodzeni aktorskimi Srebrnymi Niedźwiedziami) z synem Xingxingiem oraz Yingming i Haiyan z synem Haohao. Rodziców i chłopców łączy przyjaźń. Dochodzi jednak do tragedii. Dzieci tych par udają się po szkole nad wodę. Jeden z nich (Xingxing) tonie. Jego nagła śmierć wstrząsa wszystkimi. To centralne wydarzenie, wokół którego orbitują wszystkie pozostałe. Jesteśmy świadkami transformacji emocji zarówno jednej, jak i drugiej rodziny. Ale także Chin, które od 1977 r. prowadziły traumatyczną w skutkach politykę jednego dziecka, oficjalnie zniesioną dopiero w 2015 r.

Wielką siłą filmu Xiaoshuaia jest jednak niechronologiczny sposób opowiadania historii. Przeplatają się tutaj sceny przymusowej aborcji czy tajnych domówek, podczas których radość ustępuje strachowi przed donosem ze scenami, w których główni bohaterowie po wielu latach wracają do komunistycznej fabryki czy mieszkania, w którym 30 lat wcześniej tworzyły się między nimi wszystkimi największe więzi.

Historia małżeństwa Yaojun i Liyun naznaczona jest cierpieniem. Zanim ginie ich ukochany syn, Liyun odkrywa, że jest w drugiej ciąży. Mimo próby ukrycia tego faktu, prawda wychodzi na jaw. Liyun musi dokonać aborcji, za co ich małżeństwo zostaje… uhonorowane przez komitet komunistyczny. Dzieje się to w tym samym szpitalu, w którym później umiera ich pierwszy syn. Jednak widz dowiaduje się o znaczeniu tego miejsca dopiero później, mimo iż ta historia dzieje się chronologicznie wcześniej.

>>> Ukryte Życie. Niesprawiedliwość lepiej znosić niż ją wyrządzać

W tym filmie nie potrzeba scen z zamieszek na placu Tiananmen. Widzimy wyraźne skutki tej polityki w życiu ludzi, którzy pragną prostego i tak naprawdę niewymagającego szczęścia. Twórca filmu, Wang Xiaoshuai nie idzie na skróty. Umiejętnie dawkuje nam opowieść o złu totalitaryzmu, które wchodzi z butami w osobiste relacje między ludźmi. Xiaoshuai wciąż zmienia perspektywę czasową, która pokazuje, że historia życia tych ludzi dzieje się na wielu poziomach jednocześnie: teraźniejszości i przeszłości, z którą próbują się pogodzić.

Człowiek planuje, a Bóg tylko się śmieje 

W pewnym momencie dowiadujemy się, że Yaojun i Liyun adoptują trzeciego syna, który sprawia im ogromne trudności i przysparza kolejnych cierpień. W tym samym czasie Yaojun zdradza swoją żonę. Okazuje się, że będzie miał dziecko. Jego kochanka nie chce dokonać aborcji. Żona Yaojuna to podejrzewa i proponuje rozwód. Ich małżeństwo, mimo kolejnych cierpień, trwa jednak nadal. „Człowiek planuje, a Bóg tylko się śmieje” – mówi w jednej ze scen kobieta, z którą Yaojun zdradził Liyun. Wszyscy bohaterowie tego filmu, choć ich życie pełne jest przygniatającego cierpienia, trwają w nim nadal, niczym niezauważalni przez nikogo herosi. Podczas turbulencji w samolocie, Yaojun i Liyun trzymają się za ręce, mówiąc: „Czy to nie jest zabawne, że nadal boimy się śmierci?”. Na ich twarzach pojawia się uśmiech.

>>> Niewiarygodne. Czy wiara w Boga pomaga w rozwiązywaniu zagadek?

Uważam, że ten film mówi o „chceniu życia” więcej, aniżeli niejeden „religijny” film. Oczywiście, jest to kino bardzo wymagające, ale jednocześnie dojrzałe i rzetelne. W jednej ze scen, w której doświadczeni już przez życie i wiekowi Yaojun i Liyun odwiedzają grób swojego małego synka nie ma żadnych słów, ale nie ma w tej scenie również niepotrzebnego patosu. Nigdy jednak nie oglądałam tak prostego w swojej formie aktorstwa, które by miało tak wielki ładunek emocjonalny. Widzimy dwójkę starszych ludzi, którzy godzą się z tym, że nie ma z nimi już ich synka, nie mają już marzeń o potomstwie, ani lepszym życiu, ale siedzą na grobie i akceptują to, co przeżyli.

Najważniejsza lekcja (a było ich kilka), jaką dała mi ta opowieść, to akceptacja tego, że smutek i cierpienie są integralną częścią naszego życia i nie da się ich wyeliminować. Nie można przed nim też uciec, to część naszej drogi. Zdanie sobie z tego sprawy czyni nas dojrzalszymi i w gruncie rzeczy mądrzejszymi. Sprawia też to, że gdy przychodzą trudne momenty, to nas nie paraliżuje. A gdy przychodzi radość, jest ona wtedy prawdziwa. Na tym polega życie.

*** 
Film dostępny jest na platformie VOD. 

Zobacz pozostałe #RecenzjeZofii

Zobacz także
Wasze komentarze