fot. EPA/ROMAN PILIPEY

Siostra Franciszka z Żytomierza: ludzie głodują, nie mają nic [ROZMOWA]

„Wojna jest potworna, ale skupiamy się by działać, pomagać. Po wojnie trzeba będzie odbudować kraj. Najważniejsze teraz by zakończyć rosyjską okupację, na tych terenach na których są Rosjanie i dokonują zbrodni” – mówi w wywiadzie dla KAI Siostra Franciszka ze Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu w ukraińskim Żytomierzu.

Michał Bruszewski (KAI): Obwód żytomierski był przez tygodnie intensywnie ostrzeliwany rakietami przez Rosjan. Jak Siostry dawały sobie radę w tym trudnym czasie?

Siostra Franciszka: – Był taki wieczór, że nad naszym domem przeleciała rakieta. Nie wiedziałyśmy czy uderzy w nas, czy przeleci dalej. Do syren można przywyknąć, ale nie wiem czy do głośnego dźwięku wybuchu da się przyzwyczaić. Człowiek zawsze jednak nasłuchuje, jest czujny. Gdy były największe bombardowania to jakby trzęsienie ziemi. Dziwne dźwięki, huki. Nie wiesz do końca co to jest, wiesz tylko że jest bardzo groźne. Teraz inaczej reagujemy, nasza psychika przywykła do zagrożenia, ale nadal nasłuchujemy.

Mamy XXI w. a artykułem pierwszej potrzeby są… świeczki.

– Tak, ponieważ w schronie jest ciemno, nie ma prądu i światła. Świeczki się przydają. Także karimaty, koce, śpiwory. Ich zawsze jest za mało. Pamiętam pierwszą noc w schronie. Było bardzo zimno. Masz na sobie kurtkę, koc, ale i tak jest Ci bardzo zimno. Tak zimno, że nie zaśniesz. Po pierwszych bombardowaniach wolontariusze starali się jak najwięcej ciepłych nakryć zgromadzić w schronach. Pamiętajmy też, że ludzie chowają się także w piwnicach – nie tylko przygotowanych schronach – ale prowizorycznie zastosowanych w tym celu piwnicach.

>>> Wielki Tydzień w Ukrainie będzie inny niż wszystkie

Żytomierz, Ukraina, fot. PAP/DSNS

Jak wojna zmieniła Siostry posługę?

– Bardzo. Przed wojną pracowałam w biurze, w sądzie biskupim. Miałam zaplanowane spotkania na następne miesiące. Wybuchła wojna. Putin zaatakował Ukrainę i wszystko się zmieniło. Teraz pomagamy w Caritas. Ratujemy ofiary wojny.

Obwód żytomierski graniczy z Białorusią i obwodem kijowskim. Był bardzo zagrożony na ataki. Jakie są potrzeby?

– Sam Żytomierz był bombardowany ale bardzo trudna jest sytuacja wiosek nadgranicznych. Zostały zniszczone. Ludzie tam głodują, nie mają nic. Staramy się pakować i wysyłać pomoc. Drogi są nieprzejezdne, a przecież była dobra droga z Żytomierza do Kijowa przed wojną. Makarów jest wyzwolony, ale zniszczony. Trzeba pomagać ludziom.

Siostra jest mocno związana z Żytomierzem. Jak Siostra to przeżywa?

– To mój rodzinny dom. Jestem w Żytomierzu od 11 lat, bo wcześniej byłam w Polsce. Jestem Ukrainką. Wojna jest potworna, ale skupiamy się by działać, pomagać. Po wojnie trzeba będzie odbudować kraj. Najważniejsze teraz by zakończyć rosyjską okupację, na tych terenach na których są Rosjanie i dokonują zbrodni.

W Żytomierzu mieszkało dużo Polaków. Jak sobie radzą?

– Część wyjechała, ale tęsknią. Tęsknią za domem. Polska nam bardzo pomaga. Dziękuję za Wasze konwoje humanitarne. Sytuacja jest trudna. Gdyby nie pomoc z Polski wielu ludziom w obwodzie żytomierskim groziłaby śmierć z głodu.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze