Fot. oblaci.pl/Paweł Gomulak OMI

Sumienia nieużywane [KOMENTARZ]

Mam wrażenie, że w mówieniu o rozeznawaniu i moralności zdecydowanie zbyt rzadko odwołujemy się do prymatu sumienia. I to nie tylko moje wrażenie, bo katoliccy publicyści co jakiś czas próbują wywołać szerszą debatę na ten temat. Z różnym skutkiem.

Jednym z głosów, który odbił się ostatnio echem w katolickich mediach, jest głos o. Dariusza Piórkowskiego SJ. Jezuita odniósł się do jednego z tekstów ks. Tomasza Jaklewicza opublikowanego na łamach „Gościa Niedzielnego”. Krytycznie odniósł się do definicji sumienia, którą autor tygodnika zaproponował w swoim tekście. Zarzucił ks. Jaklewiczowi, że nie przedstawił, intencjonalnie lub też nie, całej prawdy dotyczącej nauczania Kościoła o sumieniu.

Ksiądz Tomasz Jaklewicz napisał tak:

– W wystąpieniach niektórych teologów, duchownych czy grup kościelnych pojawia się nacisk na zmianę podejścia do całości etyki seksualnej, której naucza Kościół. Bardzo często autorzy tych projektów odwołują się do sumienia jako ostatecznej instancji, która podejmuje decyzje w oderwaniu od obiektywnej normy moralnej. To prawda, że człowiek ma obowiązek kierować się własnym sumieniem, ale to nie znaczy – jak przypomniał Jan Paweł II – że „osąd moralny jest prawdziwy na mocy samego faktu, że pochodzi z sumienia” (Veritatis splendor). Sumienie człowieka może być błędne. Duch czasu absolutyzuje wolność jednostki, uznając sumienie za narzędzie w służbie „mojej” prawdy – czytamy w „Gościu Niedzielnym”.

Fot. 123RF/unsplash

Ojciec Dariusz Piórkowski SJ polemizuje z tym fragmentem, powołując się na Katechizm Kościoła Katolickiego oraz nauczanie św. Tomasza z Akwinu:

– Idąc za nauczaniem św. Tomasza z Akwinu, Katechizm Kościoła Katolickiego w artykule o sumieniu wspomina zarówno o nieustannej formacji sumienia, jak i o sumieniu błędnym. Ale nigdzie nie przeczytamy, że sumienie nie może być ostateczną instancją, która podejmuje decyzje. Przeciwnie. Sumienie jest ostateczną instancją, której człowiek ma być wierny, nawet jeśli jego sumienie jest w błędzie. Zajrzyjmy do Katechizmu: [1790] „Człowiek powinien być zawsze posłuszny pewnemu sądowi swojego sumienia. Gdyby dobrowolnie działał przeciw takiemu sumieniu, potępiałby sam siebie. Zdarza się jednak, że sumienie znajduje się w ignorancji i wydaje błędne sądy o czynach, które mają być dokonane lub już zostały dokonane” – cytuje ojciec Piórkowski.

>>> Czy każde zło jest grzechem?

W Katechizmie jest mowa o „pewnym sądzie”, a nie o „bezbłędnym sądzie” sumienia. To sprawa absolutnie kluczowa, która najczęściej budzi poważne wątpliwości i kontrowersje. Wedle opinii części duchownych człowiek ma prawo do pójścia za swoim sumieniem jedynie wtedy, kiedy prowadzi ono w przewidziane przez Kościół rozwiązania. Tymczasem człowiek ma obowiązek pójść za głosem sumienia zarówno w przypadku prawdziwego, jak i błędnego osądu. Inaczej, jak przypomina Katechizm, „potępiałby sam siebie”. Nie chodzi zatem o to, że sumienie ustanawia prawdę moralną, ale o to, że Kościół w swoim nauczaniu katechizmowym wprost dowartościowuje wewnętrzny głos sumienia.

fot. freepik

Ojciec Dariusz Piórkowski zastrzega jednak, że osąd sumienia wymaga tego, aby potraktować go z pełną powagą.

– Pójście za głosem sumienia, nawet błędnego, nie oznacza pójścia za zachcianką, samowolą, chwilową opinią, za uczuciami i popędami, za wygodą, którą nazwiemy sumieniem. Zakładamy tutaj, że człowiek szuka prawdy, szuka woli Bożej, modli się, radzi i może dojść do takiego przekonania, że powinien iść za jakimś rozwiązaniem, nawet jeśli ono jest przeciwne nauczaniu Kościoła – tłumaczy.

>>> Jak rozpoznać, czy jesteś w stanie łaski uświęcającej?

Rozumiem troskę o to, żeby nie zagubić tego, co jest prawdą obiektywną. Bo można porzucić nie tylko ją samą, ale także chęć jej odkrywania i poszukiwania. To byłaby droga, która z pewnością prowadziłaby na manowce. Katolik jest zobowiązany do tego, żeby pogłębiać swoją świadomość tak, żeby jego sumienie mogło jak najlepiej rozpoznawać dobro i wolę Bożą. Każdy powinien dążyć do tego, by minimalizować ryzyko błędnego rozeznania. Nie chodzi przecież o to, żeby rozsiąść się w błędnej, ale wygodnej decyzji moralnej i rozkoszować ciszą zagłuszonego sumienia.

Nie możemy jednak w Kościele forsować ślepego posłuszeństwa normie moralnej wbrew wewnętrznemu przekonaniu. Uczymy się również na błędach. A zatem używając swojej intuicji moralnej, nawet popadając czasem w błąd, kształtujemy swoje sumienie, jeśli staramy się o rozwój duchowy i poszukiwanie prawdy. Problem w tym, że niektórzy chcieliby drogi na skróty, w której nie ma miejsca na rozeznawanie. Jest za to lista rzeczy zakazanych, do których katolik ma się nie zbliżać. Tyle że sumienie w takim przypadku staje się nie tylko nieistotne, ale też nieużywane. Przez to nie jest ukształtowane. W najlepszym razie jest po prostu wytresowane. A Bóg chce przejść razem z człowiekiem drogę jego wzrastania. Nie stoi na jej końcu ze spisem gotowych rozwiązań, ale inspiruje i prowadzi do dobra w Sobie tylko znany sposób.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze