Grafika: Agnieszka Robakowska/Mikołaj Lisiak

Tadeusz Chudecki: kto jest częścią Kościoła, ten wszędzie czuje się jak w domu [ROZMOWA]

– Bardzo cenię sobie kontakt z chrześcijanami różnych tradycji. Myślę, że to bardzo wzbogaca moją własną wiarę – mówi Tadeusz Chudecki, aktor i podróżnik.

Tadeusz Chudecki to aktor filmowy i teatralny, znany szerokiej publiczności z ról w takich serialach jak „M jak miłość” czy „Klan”. Od lat łączy pracę artystyczną z pasją podróżniczą. Odwiedził ponad 150 krajów, a swoje doświadczenia opisał w kilku książkach. Jest również osobą wierzącą i zaangażowaną w życie Kościoła.

Piotr Ewertowski (misyjne.pl): Jest Pan nie tylko aktorem, ale i zapalonym podróżnikiem, który odwiedził już 153 kraje. Jako człowiek wierzący i związany z Kościołem doświadczał Pan jego uniwersalizmu? Czuł się Pan jak w domu w kościołach w różnych zakątkach świata?

Tadeusz Chudecki: – Mam poczucie, że kto jest częścią Kościoła, a jednocześnie eksploruje i poznaje świat, ten wszędzie czuje się jak w domu. Kiedy wyjeżdżam, ludzie często pytają, czy się nie boję, bo gdzieś trwa wojna, gdzie indziej bywa niebezpiecznie, a w kolejnym miejscu właśnie coś wybuchło. A ja nie mam w sobie lęku związanego z podróżowaniem. Nawet wtedy, gdy trafiam do regionów kulturowo czy religijnie odległych od naszego.

Mam wrażenie, że jestem prowadzony Bożą łaską. Staram się nie prowokować zagrożeń i zachowuję ostrożność, ale jednocześnie nie obawiam się żadnego zakątka świata. Nawet takich miejsc, które uchodzą za trudne czy ryzykowne, jak choćby Ciudad de Mexico czy Johannesburg.

>>> S. Daria Tyborska CSFB: nie chodzi o czucie, ale o decyzję [ROZMOWA]

Fot. arch. Tadeusza Chudeckiego

Odwiedził Pan bazylikę Matki Bożej z Guadalupe? 12 grudnia przypada Jej święto.

– W bazylice Matki Bożej z Guadalupe byłem bardzo krótko, zaledwie godzinę, więc za dużo nie mogę o niej powiedzieć. Natomiast samo spotkanie z tym miejscem zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Ciekawym zbiegiem okoliczności jest też to, że w Polsce mieszkam w parafii pw. Matki Boskiej z Guadalupe, co w pewien sposób dodaje temu wszystkiemu osobistego znaczenia. Nie często przecież spotyka się parafie pod tym wezwaniem w naszym kraju.

W podróżach odwiedził Pan wiele sanktuariów. Nawet poświęcił im Pan osobny rozdział w jednej z książek.

– Tak. Jako katolik bardzo lubię jeździć w takie miejsca. W rozdziale „Podróże dla duszy” w mojej książce „Wspaniałe podróże na każdą kieszeń”, pisałem przede wszystkim o sanktuariach europejskich, o miejscach takich jak Lourdes czy Fatima. Choć każde sanktuarium, jakie odwiedziłem, głęboko mną poruszyło.

>>> Nie zamknąć się w kościelnej salce. O niedocenianej roli przyjaźni [FELIETON]

Fot. arch. Tadeusza Chudeckiego

Czy w odwiedzanych kościołach katolickich w różnych zakątkach świata było coś, co szczególnie Pana poruszyło? Czy jest moment, miejsce albo sytuacja, która najmocniej zapadła Panu w pamięć?

– To jest niezwykłe, że nawet kiedy podróżuję do krajów azjatyckich czy arabskich, gdzie chrześcijan jest bardzo mało, zawsze gdzieś znajduje się kościół. W Ameryce Łacińskiej to naturalne, ale w Azji czy świecie arabskim wydawałoby się, że będzie o to trudno. A jednak nawet tam, gdzie katolików jest pół procenta, te wspólnoty istnieją.

Zawsze staram się je odnajdywać. Idę na mszę i okazuje się, że praktycznie wszędzie ten Kościół jest obecny. Pamiętam, jak modliłem się w katedrze w Pekinie, w Tokio, w Dubaju. Mówię o miejscach, gdzie teoretycznie trudno wyobrazić sobie kościół katolicki, a jednak on tam jest, nawet jeśli wspólnoty są niewielkie.

Dlatego myślę, że jeśli ktoś jest wierzący i ważne jest dla niego uczestnictwo we mszy świętej, przynajmniej w niedzielę, to naprawdę – gdziekolwiek pojedzie, tam szanse na odnalezienie kościoła katolickiego są bardzo duże. Czasem nawet w miejscach najmniej oczywistych.

Pochodzi Pan z wierzącej rodziny. Czy miał Pan jakiś moment przełomowego nawrócenia, czy raczej wiara wzrastała w Panu w naturalny sposób?

– Tak jak Pan powiedział, pochodzę z katolickiej rodziny i ta wiara była u nas zawsze obecna. Teraz, jako dorosły człowiek, coraz bardziej staram się nad nią pracować. Zapisałem się na studia zaoczne u dominikanów w Warszawie. To są zajęcia biblijne, trochę historii Kościoła, trochę filozofii. Bardzo pasjonujące. Jestem już na trzecim roku i robię to wyłącznie dla siebie, nie dla żadnego tytułu.

Sprawy związane z historią Kościoła i z wiarą od dawna mnie bardzo interesują. Dużo czytam na ten temat. I mam wrażenie, że jako dojrzały człowiek idę w trochę inną stronę niż wielu. W czasach, kiedy ludzie odchodzą od Kościoła, ja wchodzę w niego coraz głębiej. Zawsze miałem wiarę wyniesioną z domu, taką tradycyjną. A dziś, na późniejszym etapie życia, to temat, który naprawdę zgłębiam. Staram się uzupełniać różne luki, których na pewno miałem sporo, zarówno w wiedzy o historii Kościoła, jak i w samej wierze.

>>> Misjonarze. Choć umęczeni, to spełnieni i szczęśliwi [MISYJNE DROGI]

Fot. arch. Tadeusza Chudeckiego

Trudno być osobą wierzącą w świecie filmu i seriali?

– Jeśli człowiek chce dawać dobry przykład jako chrześcijanin, to niezależnie od środowiska jest to trudne, bo trzeba innych wprowadzać w wiarę, zachęcać, czasem ewangelizować. I o ile mogę mieć jakieś drobne osiągnięcia, to naprawdę niewielkie, bo żeby mówić ludziom o Bogu, muszą być spełnione pewne warunki. Musi być szczera chęć dotknięcia tematu, a nie rozmowa zaczynająca się od prowokacji typu „nie lubię czarnych” albo „modlę się sam, po co mi Kościół”. W takie dyskusje nie wchodzę, bo one nie mają u podstaw szczerej chęci dialogu. A niestety wiele rozmów zaczyna się właśnie od takich zaczepnych uwag. Uważam, że odpowiadanie na takie prowokacje, wchodzenie w poważną rozmowę z kimś, kto ma złe intencje, nie ma sensu. Przynajmniej dla mnie.

Natomiast bardzo lubię rozmawiać o Bogu tam, gdzie jest prawdziwe pragnienie zgłębienia tematu, wymiany doświadczeń i refleksji. Często jestem zapraszany do programów katolickich, jak „Między Niebem a Ziemią”, i tam te rozmowy mają zupełnie inny charakter. Bardzo blisko przyjaźniłem się też z ewangelikami w Warszawie. Podziwiam ich, bo oni naprawdę fantastycznie znają Biblię i potrafią o niej rozmawiać.

Nie lubię natomiast manifestować swojej wiary na zasadzie: „Patrzcie, jestem katolikiem, naśladujcie mnie”. Po pierwsze, łatwo narazić się wtedy na ocenianie, że „katol ma klapki na oczach”. Po drugie dlatego, że to w ogóle nie o to chodzi. Wszyscy jesteśmy słabi, ja też nie nadaję się na przykład. Staram się żyć godnie, respektować przykazania i nakazy wiary, ale robię to w sposób osobisty, nie demonstracyjny.

>>> Tomasz Rożek: AI nie jest demokratyczną technologią [ROZMOWA]

Fot. arch. Tadeusza Chudeckiego

Obracał się Pan w wielu środowiskach kościelnych. Należał Pan na przykład kiedyś do Domowego Kościoła. Jest Panu bliski również ekumenizm.

– Od młodości byłem związany ze Wspólnotą Taizé. Jeździłem na spotkania, poznawałem ludzi, w tym moją pierwszą i zmarłą żonę – na spotkaniu w Rzymie. Była Włoszką. Połączyła nas właśnie wiara i to było bardzo piękne.

Mam też wielkiego przyjaciela Rosjanina. Ma na imię Leonid. Kiedyś w Petersburgu, w latach 80., podczas wymiany z Akademią Teatralną, przekazałem mu Biblię po rosyjsku. Ktoś mi dał kilka egzemplarzy, żebym je tam zawiózł. To nie było łatwe, czasy były inne. On tę Biblię tak przeżył, że w końcu został mnichem prawosławnym, porzucił pracę w teatrze. Mówi, że to ja przyniosłem mu wiarę. Oczywiście nie uważam tego za swoją zasługę, to raczej przypadek kierowany z góry. Ma dziś rodzinę, trzech synów i prowadzi życie, które jest naprawdę niezwykłą historią.

Mam też przyjaciół grekokatolików, którzy mają monaster pod Przemyślem. Bardzo cenię sobie kontakt z chrześcijanami różnych tradycji. Myślę, że to bardzo wzbogaca moją własną wiarę. Zresztą, przyglądanie się ewangelikom, grekokatolikom czy prawosławnym pokazuje, że w ich sposobie przeżywania wiary są rzeczy, które naprawdę warto naśladować.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze