Unia Afrykańska wybiera przywódcę. A może przywódczynię?

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Wybór nowego przewodniczącego Komisji Unii Afrykańskiej będzie głównym zadaniem narady na trwającym szczycie przywódców państw Czarnego Lądu, która jak co rok zwoływana jest w jej etiopskiej kwaterze głównej w Addis Abebie.

Kadencja obecnej przewodniczącej 67-letniej Nkosazany Dlamini-Zumy z Republiki Południowej Afryki skończyła się już latem 2016 roku, ale podczas narady prezydentów i premierów państw członkowskich UA w Kigali nowego przywódcy Afryki wybrać się nie udało. Żaden z pretendentów nie zdobył wymaganej większości dwóch trzecich głosów i wybory przełożono na styczeń.

Pani Zuma, która postanowiła ustąpić już po pierwszej z dwóch przysługujących jej czteroletnich kadencji (wraca do RPA, żeby w grudniu spróbować przejąć po byłym mężu Jacobie Zumie przywództwo rządzącej partii Afrykańskiego Kongresu Narodowego, a za dwa lata także prezydenturę), zgodziła się pozostać na stanowisku przewodniczącej Komisji Unii Afrykańskiej do stycznia. W Kigali z elekcji zrezygnowano już po pierwszej próbie głosowania także dlatego, że przywódcy krajów Afryki Zachodniej, najludniejszej i uchodzącej za bastion demokracji na kontynencie, uznali, że żaden z kandydatów nie nadawał się na lidera.

Była wiceprezydent Ugandy Specioza Kazibwe przejęła się krytyką i wycofała ze styczniowej dogrywki w walce o przywództwo Afryki. Niczym niezrażonych pozostało dwoje konkurentów, którzy ponownie stanęli do wyborów – 51-letni Agapito Mba Mokuy, minister dyplomacji z Gwinei Równikowej, kraju przebogatego w petrodolary, ale od dziesięcioleci uchodzącego za synonim krwawej tyranii, oraz 65-letnia Pelonomi Venson-Moitoi z Botswany, była dziennikarka, a obecnie szefowa botswańskiej dyplomacji. Przedstawicielka Botswany liczy, że staną za nią kraje południa Afryki, uważające, że skoro Dlamini-Zuma nie skorzystała z drugiej, przysługującej jej kadencji, powinien ją pełnić ktoś z Południa.

Ale faworytami w rozgrywce będą inni – Moussa Faki Mahamat, minister spraw zagranicznych Czadu, a przede wszystkim jego koleżanka po fachu z Kenii – Amina Chawahir Mohamed i weteran senegalskiej dyplomacji 69-letni prof. Abdoulaye Bathily. Senegalczyka całym sercem wspiera jego prezydent Macky Sall, uważany za przedstawiciela nowego pokolenia afrykańskich przywódców, a także Wspólnota Gospodarcza Państw Afryki Zachodniej (ECOWAS), owiana zeszłotygodniowym sukcesem wojskowo-dyplomatycznym w Gambii, gdzie udało się jej zmusić do dymisji tamtejszego dyktatora Yahyę Jammeha.

Prof. Bathily uważany jest za faworyta w walce o stanowisko naczelnego komisarza Afryki, ale zdaniem znawców jeśli nie uda mu się wygrać już w pierwszej rundzie głosowania, w następnych może przegrać z 55-letnią Aminą Chawahir Mohamed, kenijską Somalijką, która jako pierwsza kobieta w Kenii stanęła na czele tamtejszej dyplomacji, a wcześniej zajmowała się sprawami afrykańskiego handlu. Kenijka może liczyć na lojalne poparcie państw Wspólnoty Wschodnioafrykańskiej (Kenia, Uganda, Tanzania, Rwanda, Burundi), a także państw Wspólnego Rynku Afryki Wschodniej i Południowej COMESA. Zwolennicy Kenijki liczą, że podczas narady w Addis Abebie uda im się rozbić jedność krajów Afryki Zachodniej i przeciągnąć na swoją stronę choćby Nigerię, zazdrosną o tytuł regionalnego mocarstwa i żandarma. Rywalizację Senegalczyka i Kenijki afrykańscy dziennikarze sprowadzają do toczonej od lat walki o pierwszeństwo między Afryką Zachodnią i Wschodnią, a także anglofońską i frankofońską częścią kontynentu.

Poza wyborem naczelnego komisarza, podczas narady w Addis Abebie przywódcy Unii Afrykańskiej zajmą się wojną domową w Sudanie Południowym, najmłodszym, niepodległym od 2011 r., państwie kontynentu, zagrożeniem ze strony afrykańskich dżihadystów Boko Haram w basenie jeziora Czad (Nigeria, Kamerun, Czad, Niger), Somalii i Sahelu, a także postawą krajów afrykańskich wobec krytykowanego na kontynencie Międzynarodowego Trybunału Karnego. Afrykańscy przywódcy powinni również zdecydować, czy liczące 54 członków grono Unii Afrykańskiej powiększyć o Maroko, które już w Kigali zgłosiło do niej akces. Maroko jest jedynym krajem Afryki, który nie należy do Unii Afrykańskiej i do niej nie przystąpił.

Powodem jest ciągnący się od ponad 30 lat spór o Saharę Zachodnią, dawną hiszpańską kolonię, zajętą przez marokańskie wojska w połowie lat 70., natychmiast po ewakuacji Hiszpanów z Afryki. Maroko uznaje Saharę Zachodnią za swoją prowincję i odmawia prawa do samostanowienia zamieszkującym ją Saharyjczykom. Kiedy w 1984 r. Organizacja Jedności Afrykańskiej, poprzedniczka Unii, uznała niepodległość Sahary Zachodniej, Maroko, w proteście, wystąpiło z tej organizacji. Maroko nadal nie zgadza się na niepodległość Sahary Zachodniej ani na pomysł przeprowadzenia tam niepodległościowego plebiscytu, ale uznało, że skuteczniej będzie mu bronić swoich racji należąc do Unii Afrykańskiej niż pozostając poza nią.

Powrót Maroka może oznaczać dla Unii zyskanie możnego sponsora, którego brak odczuwa boleśnie ta organizacja od upadku w Libii rządów płk Muammara Kadafiego, jednego z najgorętszych orędowników jedności Afryki.

Unia Afrykańska powstała 9 lipca 2002 r. w miejsce Organizacji Jedności Afrykańskiej utworzonej jeszcze w maju 1963 r. Unia Afrykańska wzorowała się na Unii Europejskiej. Nie zniechęcając się do kryzysów i sporów, jakie wstrząsają ostatnimi czasy Brukselą, Afrykanie zacieśniają kontynentalną integrację.

Fot. centrumschumpetera.pl/

Unia Afrykańska wybiera przywódcę. A może przywódczynię?
Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze