fot. Materiały Prasowe/EDK
Wielkopostne sporty wyczynowe [FELIETON]
Gdy czytam o kolejnych „wielkich chellengach”, ogarnia mnie lekki niepokój. Bo choć wszelkie „trudne”, a nawet „ekstremalne” drogi krzyżowe to dobre inicjatywy, to mam nieodparte wrażenie, że jako wspólnota Kościoła nieodpowiednio je aplikujemy. Strach pomyśleć, jakie będą następne przymiotniki określające wyjątkowość tego nabożeństwa wielkopostnego. „Drastyczna”, „mordercza”?
Bo przecież droga krzyżowa była jedna. Jak i męka i śmierć Zbawiciela. Włączajmy się w nią, kontemplujmy, ale przestańmy się – chociażby w niej – ścigać! I tak wyścigów w życiu duchowym jest już za dużo.
Nie może być zwyczajnie
Mamy w Kościele pewne mody – jak w każdej społeczności i środowisku, nie jest to nic złego ani dziwnego. Wśród służby liturgicznej pewne włoskie marki bielizny kielichowej są oznaczane na Instagramie, z kolei w innym zakątku zbierającym ludzi Kościoła panuje moda na wymienianie się bluzami z napisami uwielbieniowymi, a jeszcze gdzieś indziej jak czytać Apokalipsę – to tylko z Biblii Pierwszego Kościoła. Wśród trendów zauważam popularność wyboru konkretnych form aktywności. I tak budujemy nasze duszpasterstwa „od eventu do eventu”, od przyjazdu katoinfluencera do spotkania z nawróconą gwiazdą.
>>> Kiedy podczas mszy świętej skłaniać głowę?

Czasem jednak proponujemy – zwłaszcza młodym – stare, sprawdzone formy. Nie może to być jednak „zwykłe” nabożeństwo, dajmy na to – pasyjne – wszak trwa Wielki Post. Jak czuwanie – to „wyjątkowe”, jak droga krzyżowa – to już „ekstremalna”. Nie może być zwyczajnie, musi krzyczeć. Wszystko, nawet nabożeństwo upamiętniające mękę i śmierć Jezusa.
Kto był więcej razy?
Problem ten mamy nie tylko w Wielkim Poście. Już od małego uczy się dzieci, by zbierały naklejki podczas Adwentu, zaś w starszych środowiskach popularne są inne sposoby wzajemnego motywowania się do wstawania na roraty. Motywacja tu może być eufemizmem, gdy zdarza się, że robi się z tego lekka rywalizacja. I choć nikt, wstając zimą o piątej rano na roraty albo idąc wiosną przez całą noc w drodze krzyżowej, nie mówi: „zobaczcie mnie”, coś w tym wszystkim jednak zaczyna być do zobaczenia. Trudno już rozpoznać, co jest czyimś życiem duchowym, co jest we własnym sercu.
>>> Twoje imię ma znaczenie [FELIETON]

Więcej modlitwy, więcej postu, więcej wysiłku. Ktoś wstaje wcześniej na jutrznię, ktoś inny dokłada kolejną godzinę adoracji, jeszcze ktoś idzie w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej i wraca nad ranem, zmarznięty i zmęczony. Tworzymy niemalże wyścigi z tego, co powinno być przeżywane w tzw. cichości serca. To, co miało być ukryte, coraz trudniej ukryć. Nawet cisza przestaje być ciszą – ktoś ją mierzy, porównuje, zestawia. A przecież człowiek nie jest stworzony do życia w nieustannym porównaniu.
Golgota to nie nocne wyzwanie
Pewne jest, że Pan Bóg szuka różnych dróg dotarcia ze swoją łaską do człowieka i ma ich nieobliczalną ilość. Podobnie, jak może przyciągnąć do siebie poprzez przyjaciół, którzy idą na nabożeństwo – nawet ze względów innych niż duchowe, tak też może dotknąć kogoś, kto otwiera Pismo Święte tylko dla estetycznego kadru na Instagram wspólnoty.
Piąta niedziela Wielkiego Postu zaczyna drugą część tego okresu liturgicznego – część pasyjną. Wszystkie krzyże w kościołach będą zasłonięte ciemnym materiałem na znak żałoby. Stojąc „w przedsionku” rozpoczęcia tego czasu, spróbujmy przeżyć go w tęsknocie za Jezusem, stanąć w ciszy Golgoty, która nie musi być „krańcowa”, „ekstremalna” ani „druzgocąca”. Ona po prostu jest, Jezus już przeżył tę mękę. W ciszy kontemplujmy tę tajemnicę.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Gdzie powstają „Misyjne Drogi”, czyli o tym, jak drukowane jest nasze czasopismo [FOTOREPORTAŻ]
Szopienice w cieniu huty, czyli „Ołowiane dzieci” [RECENZJA]
Półtora roku po powodzi. Kłodzko wciąż żyje w prowizorce [REPORTAŻ]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny